W trakcie obrad 98. posiedzenia Sejmu, które już w przyszłym tygodniu posłowie i posłanki być może ponownie zdecydują, czy zająć się projektami ustaw o związkach partnerskich. Przypomnijmy, że ostatnie takie "podejście" do związków partnerskich miało miejsce w maju.
ZWIĄZKI PARTNERSKIE - jak to leciało?Przed wyborami parlamentarnymi
Donald Tusk mówił, że "Zbliżamy się do momentu, kiedy związki partnerskie byłyby do zaakceptowania przez większość w przyszłym Sejmie, jak i przez Polaków". W czerwcu 2011 roku dodawał, że "Chyba nie będzie piekła, jeżeli damy sobie kilka miesięcy czasu, aby te kwestie spokojnie i precyzyjnie uregulować". Temat związków partnerskich na dobre pojawił się dopiero po... 15 miesiącach. Do tego czasu nad kolejną ustawą,
której długo nikt nie widział, pracował poseł Platformy Obywatelskiej, Artur Dunin. W styczniu, po aferze z "sejmową zamrażarką", odbyło się
pierwsze czytanie ustaw. Wszyscy pamiętamy sejmową debatę nad ustawami o związkach partnerskich i ostateczny wynik: 46 posłów i posłanek PO powiedziało "nie".
Temat związków na jakiś czas zagościł w debacie publicznej i mediach. Donald Tusk powołał poselski zespół, który
miał przygotować kompromisowy projekt ustawy – do maja. W maju jednak, podczas Kongresu Kobiet,
były już premier rozwiał wszelkie wątpliwości. „Najgorsze co mogłoby się stać to przygotowanie takiej ustawy, którą Trybunał Konstytucyjny uzna za niezgodną z konstytucją. To mogłoby zamrozić temat związków partnerskich na dekady. Bo dziś nie widzę szans, że w ciągu 10-15 lat w Sejmie znajdzie się większość dla radykalnych rozwiązań tej sprawy. Ja chciałbym żyć w kraju, gdzie wszelkie odmienności cieszą się szacunkiem wyrażonym w przepisach prawa, ale muszę być odpowiedzialny za skutki prawne i społeczne. Do efektów dojdziemy drogą ewolucji, choć może nie będą to efekty przez wszystkich tutaj pożądane” - mówił.
Podczas tegorocznego Kongresu, przyciśnięty do muru, Donald Tusk powiedział, że "Postęp jest bardzo wyraźny, ale prawdopodobnie będziemy potrzebowali jeszcze trochę czasu na znalezienie większości w parlamencie".
"Uważam, że trzeba to uregulować" - powiedziała
premier Ewa Kopacz o związkach partnerskich w październiku. "Natomiast byłam przeciwna adopcji dzieci przez te pary i nadal jestem" - dodawała premier.
Są naiwni, jeśli myślą, że odrobina poparcia dla osób nieheteronormatywnych pogorszy ich sytuację.
Giertych się ucywilizował, trochę odbił na lewo, upodobał sobie krytykowanie dawnych sojuszników - i naagle zaczął uchodzić za autorytet nawet dla niektórych liberałów; ludzie biorą za dobrą monetę jego twierdzenia, jakoby "PO pgrzerała na przymilaniu się do wyborców lewicowych" czy jak on to dokładnie sformułował. Moim zdaniem jest dokładnie przeciwnie: PO przegrała (choć nie wyłącznie) na tym, że panicznie się bała odrobiny lewicowości w sprawie "obyczajówki". PO od lat próbuje się przedstawiać jako anty-PiS, ochrona przed PiS-em (co wlaśnie się wyczerpało) - co komu z "anty-PiS-u", który różni się głównie stanowiskiem w sprawie Smoleńska, a w sprawach takich jak związki partnerskie okazuje się, że to raczej PiS-bis?