„Autentyczny film o bliskości ponad podziałami."
„Autentyczny film o bliskości ponad podziałami."
CANAL+
CDA Premium Surowa, emerytowana nauczycielka z Gruzji wyrusza do Stambułu, by odnaleźć swoją transpłciową siostrzenicę. To kino drogi, które szuka bliskości tam, gdzie inni widzą tylko powód do wstydu.
Lia to emerytowana nauczycielka historii z Gruzji – kobieta dumna, milcząca i do bólu zasadnicza. Złożyła jednak obietnicę umierającej siostrze, że odnajdzie jej zaginioną córkę, transpłciową Teklę. Ślady urywają się na gruzińskiej prowincji, dopóki na drodze Lii nie staje Achi, dwudziestoletni obibok, który marzy tylko o tym, żeby wyrwać się z patologicznego domu. Chłopak rzuca hasło: Tekla wyjechała do Turcji, a on wie, gdzie jej szukać. W ten sposób powstaje skrajnie niedobrany duet, który wspólnie rusza nad Bosfor. W gąszczu stambulskiej metropolii ich przewodniczką zostaje Evrim – transpłciowa prawniczka, która powoli wprowadza konserwatywną Lię w świat, o jakim ta nie miała wcześniej pojęcia.
Zobacz recenzje filmu „Crossing" na YouTube
Reżyser Levan Akin, twórca głośnego A potem tańczyliśmy, buduje swój najnowszy film na niezwykle mocnym, choć bolesnym paradoksie. Jak zauważa Artur Zaborski na łamach portalu Queer.pl, w tamtej części świata „normą dla osób trans – nie tylko w Gruzji i Turcji – jest to, że ich rodzina pragnie, żeby zniknęły”. Ucieczka do wielkiego miasta to dla wielu queerowych osób jedyny sposób na przetrwanie. Kiedy więc surowa Lia zjawia się w stambulskich mieszkaniach i wypytuje o swoją siostrzenicę, wywołuje wśród miejscowych kobiet trans absolutną sensację. Niektóre są wzruszone, inne wręcz podejrzewają podstęp. Po prostu nikt nie wierzy, że ciotka tłukła się autobusem przez granicę po to, żeby wyciągnąć rękę na zgodę.
Stambuł w Crossing nie jest tylko egzotycznym tłem, ale azylem dla uciekinierów. Recenzent brytyjskiego magazynu "Sight & Sound" trafnie punktuje, że to metropolia, do której „ludzie jadą po to, żeby zniknąć”. Akin prowadzi kamerę przez ciasne, zalane neonowym światłem uliczki, w których błąkają się bezdomne koty i dzieciaki próbujące wyłudzić parę lirów. Co ciekawe, na samym początku filmu reżyser serwuje nam językowy detal: ani w tureckim, ani w gruzińskim nie stosuje się rozróżnienia płciowego. Gramatyka jest w stu procentach inkluzywna. Ten fakt brutalnie zderza się jednak z patriarchalną rzeczywistością obu krajów, w której za złamanie ról płciowych rodzina potrafi zgotować prawdziwe piekło.
Mimo ciężaru tematu, Akin ucieka od taniego dramatyzmu. To nie jest kino, które chce przeczołgać widza emocjonalnie po bruku. Zamiast tego reżyser pozwala swoim bohaterom na błędy, niezręczności i powolne przełamywanie wieloletnich uprzedzeń. Podróż Lii i Achiego staje się czymś więcej niż tylko misją poszukiwawczą – to proces uczenia się drugiego człowieka od zera, z dala od dusznego, kaukaskiego konserwatyzmu.