„Arcydzieło kina zaangażowanego, które łącząc polityczny aktywizm z intymnym dramatem, zdobyło Grand Prix w Cannes i powszechne uznanie krytyków."
„Arcydzieło kina zaangażowanego, które łącząc polityczny aktywizm z intymnym dramatem, zdobyło Grand Prix w Cannes i powszechne uznanie krytyków."
CDA Premium
Polsat Box Go
TVP Na początku lat 90. w Paryżu grupa aktywistów z ACT UP wypowiada wojnę obojętności rządu i chciwości firm farmaceutycznych w obliczu epidemii AIDS. W epicentrum tej politycznej i społecznej walki reżyser Robin Campillo umieszcza historię miłości dwóch młodych mężczyzn.
Paryż, początek lat 90. Epidemia AIDS zbiera śmiertelne żniwo, a rząd i koncerny farmaceutyczne zdają się grać na zwłokę. W odpowiedzi na bezczynność i społeczną stygmatyzację na ulice wychodzi ACT UP Paris – radykalna organizacja aktywistek i aktywistów, która nie bierze jeńców. Ich bronią są happeningi, obywatelskie nieposłuszeństwo i bezkompromisowe akcje, jak oblewanie sztuczną krwią przedstawicieli firm farmaceutycznych czy przerywanie oficjalnych konferencji. W tej wrzącej atmosferze, pośród burzliwych zebrań i planowania kolejnych protestów, rodzi się uczucie. Nathan, nowy w grupie, z fascynacją i niepokojem obserwuje Seana – jednego z najbardziej charyzmatycznych i radykalnych działaczy, dla którego walka z wirusem jest także walką o własne życie.
Zobacz recenzje filmu „120 uderzeń serca" na YouTube
Reżyser Robin Campillo nie musiał szukać daleko inspiracji – sam był w latach 90. członkiem ACT UP Paris, podobnie jak współscenarzysta filmu, Philippe Mangeot. Ten autobiograficzny rdzeń nadaje 120 uderzeniom serca niemal dokumentalnej autentyczności. Długie, proceduralne sceny cotygodniowych spotkań, na których aktywiści spierają się o strategię, głosują i planują działania, nie są filmowym wypełniaczem, lecz sercem opowieści. To właśnie w tych detalach Campillo pokazuje ruch od środka: jako żywy organizm pełen wewnętrznych napięć, osobistych ambicji i ideologicznych sporów, a nie jednolity front z transparentu. Ta dbałość o realizm sprawia, że czujemy się nie jak widzowie, ale uczestniczki i uczestnicy tych gorących debat.
Film eksplodował na Festiwalu w Cannes w 2017 roku, stając się jednym z jego największych wydarzeń. Chociaż ostatecznie nie zdobył Złotej Palmy, jury nagrodziło go drugą najważniejszą nagrodą, Grand Prix, a międzynarodowa krytyka była niemal jednogłośnie zachwycona. Peter Bradshaw z The Guardian pisał o „mieszance elegii, tragedii, pilności i wyzywającej euforii”, a recenzentki i recenzenci podkreślali, że to kluczowy wkład we współczesne kino queer. Sukces przypieczętowało sześć Césarów – nagród francuskiej akademii filmowej – w tym dla najlepszego filmu i scenariusza. Brawurową, poruszającą kreację Nahuela Péreza Biscayarta w roli Seana doceniono Césarem dla najbardziej obiecującego aktora.
W Polsce 120 uderzeń serca również spotkało się z ciepłym przyjęciem, a krytyczki i krytycy, jak ci z portalu Kultura Liberalna, zwracali uwagę na jego ogromny walor edukacyjny. W kraju, gdzie wiedza o HIV i AIDS często zatrzymała się na poziomie lat 90., film Campillo stał się „nieodrobioną lekcją empatii”. Pokazuje osoby seropozytywne nie jako ofiary, lecz jako sprawcze podmioty – aktywistów, kochanków, przyjaciół, którzy walczą, kochają i żyją z niezwykłą intensywnością. Film odczarowuje stygmatyzujące stereotypy i przypomina, że seksualność jest aktem życia i buntu, nawet w obliczu śmiertelnej choroby.
Tytuł filmu odnosi się nie tylko do tętna, ale też do tempa muzyki house, która wibruje w scenach klubowych. Te momenty czystej, tanecznej euforii, gdy ciała poruszają się w rytmie około 124 uderzeń na minutę, tworzą potężny kontrast dla szpitalnych łóżek i politycznych sporów. To właśnie na parkiecie społeczność leczy swoje rany, celebruje życie i na chwilę zapomina o żałobie, która jest nieodłączną częścią ich codzienności. 120 uderzeń serca to film-pomnik, ale nie zimny i spiżowy. To pomnik tętniący energią, gniewem i miłością, który oddaje hołd pokoleniu, które musiało walczyć o prawo do życia i godnej śmierci.