Léo i Rémi mają po trzynaście lat i są nierozłączni. Ich czysta, niewinna bliskość zderza się jednak z bezlitosnymi oczekiwaniami rówieśników, co prowadzi do cichej, rozdzierającej serce tragedii.
Léo i Rémi dzielą ze sobą absolutnie wszystko. Biegają po polach belgijskiej farmy kwiatów, wymyślają własne światy i zasypiają w jednym łóżku, wtuleni w siebie z ufnością, którą potrafią mieć tylko dzieci. Ich relacja jest pozbawiona jakichkolwiek etykiet - po prostu są dla siebie najważniejsi. Wszystko zmienia się jednak z dniem rozpoczęcia nauki w nowej szkole. Kiedy szkolne koleżanki bezceremonialnie pytają, czy chłopcy są parą, w Léo coś pęka. Przerażony łatką inności i homofobicznymi docinkami na korytarzach, zaczyna gwałtownie odpychać od siebie przyjaciela. Zapisuje się na hokej na lodzie, szuka twardego, męskiego towarzystwa i z dnia na dzień buduje między nimi mur, którego zdezorientowany Rémi zupełnie nie potrafi zrozumieć.
Lukas Dhont nie nakręcił po prostu kolejnego filmu o trudach dojrzewania.
Blisko to raczej bezlitosne studium tego, jak społeczne oczekiwania i toksyczna męskość infekują nas od najmłodszych lat. Joe Lipsett z podkastu
The Queer Gaze trafnie zauważył, że najbardziej fascynujące w tym filmie jest to, iż chłopcy wcale nie określają się jako queer - to "nienawistny świat wokół nich zatruwa ich piękną, niewinną przyjaźń". Dhont pokazuje ten proces z chirurgiczną precyzją. Szkolne korytarze stają się areną, na której fizyczna bliskość między dwoma chłopcami jest z góry podejrzana, a jedynym sposobem na przetrwanie staje się dystans i chłód. Zanim Léo i Rémi zdążą w ogóle zrozumieć, kim są i kogo pragną, świat już zdążył ich ocenić i wymusić dostosowanie się do brutalnych norm.
Ten gwałtowny rozpad relacji niesie za sobą ciężar, który dosłownie wgniata w fotel. Od pewnego momentu trudno oglądać ten film przez suche oczy. Reżyser pozwala nam fizycznie poczuć potężną falę winy, żalu i pierwszej w życiu straty, która zostawia blizny na zawsze. Jak pisał Filipe Freitas na łamach
Always Good Movies, to "jeden z najbardziej autentycznych obrazów nastoletniej tragedii, jakie można zapamiętać". Zamiast szarżować dramatyzmem, kamera trzyma się blisko twarzy Léo (w tej roli fenomenalny, debiutujący na ekranie Eden Dambrine), rejestrując każdy, najdrobniejszy skurcz mięśni chłopca, który w samotności próbuje poradzić sobie z emocjami o wiele za dużymi na jego wiek.
To kino, które autentycznie boli, ale jest to ból głęboko oczyszczający. Dhont każe nam patrzeć na pękające serce i zadaje nieme pytanie: dlaczego jako społeczeństwo tak bardzo boimy się czułości między mężczyznami, że musimy wykorzeniać ją już u dzieci?
Blisko nie daje łatwych odpowiedzi, zostawiając widza z gulą w gardle i wspomnieniem własnych, dawno utraconych relacji, które nie przetrwały bolesnego zderzenia z dorosłością.