„Duszny dramat o homofobii na rumuńskiej prowincji."
„Duszny dramat o homofobii na rumuńskiej prowincji."
Player
CANAL+
CDA Premium Siedemnastoletni Adi zostaje brutalnie pobity w rodzinnej wiosce w delcie Dunaju. Szybko okazuje się, że dla lokalnej społeczności znacznie większym grzechem niż fizyczna przemoc jest to, kogo chłopak kocha.
Emanuel Pârvu zabiera nas do odciętej od świata wioski w delcie Dunaju, gdzie czas płynie własnym, niespiesznym rytmem. Siedemnastoletni Adi przyjeżdża tu na wakacje, marząc o dorosłym życiu w stolicy, podczas gdy jego konserwatywni rodzice zaplanowali dla niego karierę w akademii morskiej. Sielanka kończy się brutalnie, gdy chłopak zostaje pobity w drodze z imprezy. Początkowo wioska jest w szoku, ale współczucie błyskawicznie ulatuje, gdy wychodzi na jaw powód napaści - Adiego widziano w intymnej sytuacji z innym chłopakiem. Nagle to nie sprawcy, ale sama ofiara staje się problemem, który burzy porządek małej społeczności.
Zobacz recenzje filmu „Trzy kilometry do końca świata" na YouTube
Skąd wziął się pomysł na ten duszny portret zbiorowej hipokryzji? Punktem wyjścia dla reżysera wcale nie była homofobia, ale głośna sprawa kryminalna, która wstrząsnęła Rumunią dekadę temu. Młoda dziewczyna padła wtedy ofiarą zbiorowego gwałtu, a reakcja opinii publicznej zszokowała Pârvu. W wywiadzie dla naszego portalu twórca wspominał, że przerażała go łatwość, z jaką ludzie usprawiedliwiali sprawców i obwiniali ofiarę. Ten mechanizm odwracania ról przeniósł do scenariusza Trzech kilometrów do końca świata, dopasowując go do realiów życia queerowego nastolatka. Efekt jest uderzający - obserwujemy miejsce, w którym brutalne pobicie kogoś uchodzi za mniejszy nietakt niż trzymanie się za ręce z chłopakiem.
Reżyser - sam deklarujący się jako osoba głęboko religijna - uznał, że potrzebuje przed kamerą stuprocentowej prawdy. Ciprian Chiujdea, który wciela się w głównego bohatera, miał początkowo zagrać tylko mały epizod. Pârvu zaprosił go na ponowne przesłuchania, bo uparł się, że Adiego musi zagrać aktor będący gejem w prawdziwym życiu. Dzięki temu produkcja uniknęła fałszywych nut, a twórcy na bieżąco sprawdzali z aktorem, czy napisane w scenariuszu sytuacje są dla niego wiarygodne. To zakorzenienie w realnym doświadczeniu sprawiło, że po premierze na festiwalu w Cannes film wyjechał ze statuetką Queer Palm.
Prawdziwa siła Trzech kilometrów do końca świata leży jednak w tym, że to kino do bólu uniwersalne. Fabien Lemercier z portalu Cineuropa nazwał ten film "niezwykle szczegółowym studium przypadku na mikroobszarze maleńkiej wioski" i trudno o trafniejsze podsumowanie. Choć patrzymy na malownicze trzciny i rzeki w Rumunii, równie dobrze moglibyśmy oglądać prowincję w dowolnym innym kraju. Pârvu pokazuje świat, w którym strach przed sąsiadami całkowicie paraliżuje rodzicielską miłość. Zamiast wsparcia, Adi uczy się brutalnej lekcji - dla utrzymania lokalnego status quo rodzina jest w stanie spisać własne dziecko na straty.