„Subtelny trójkąt miłosny utkany z najdelikatniejszych emocji."
„Subtelny trójkąt miłosny utkany z najdelikatniejszych emocji."
CDA Premium
TVP W marokańskim mieście Sala, za drzwiami tradycyjnego zakładu krawieckiego, trójka bohaterów musi zmierzyć się z uczuciem, które według lokalnego prawa nie ma racji bytu.
Halim to ceniony rzemieślnik, mistrz tradycyjnego krawiectwa. Wspólnie z żoną, Miną, prowadzą niewielki zakład w marokańskim mieście Sala, gdzie powoli, ścieg za ściegiem, powstają wspaniałe suknie. Kiedy zamówień zaczyna przybywać, a zdrowie Miny zauważalnie słabnie, małżeństwo zatrudnia do pomocy młodego ucznia. Youssef szybko wsiąka w rytm pracowni, z fascynacją podglądając przy pracy swojego mistrza. Zamknięta przestrzeń sklepu staje się azylem, w którym między trzema osobami zaczyna tworzyć się niezwykle intymna, skomplikowana więź, a starannie ukrywana prawda o pragnieniach Halima powoli wychodzi na jaw.
Zobacz recenzje filmu „Turkusowa suknia" na YouTube
To, że ten film w ogóle powstał, zakrawa na cud. Maroko to kraj, w którym kontakty homoseksualne wciąż są zakazane, a za ich utrzymywanie grozi grzywna lub więzienie. Społeczność LGBTQ+ w państwach Maghrebu funkcjonuje w zawieszeniu, rozdarta między podziemnym życiem a strachem przed systemowym prześladowaniem. I w samym środku tej rzeczywistości reżyserka Maryam Touzani kręci szczery do bólu obraz o miłości dwóch mężczyzn. Co więcej, rząd marokański nie tylko nie zakazał dystrybucji, ale oficjalnie zgłosił ten tytuł jako swojego kandydata do Oscara. Ten fenomenalny absurd pokazuje, jak sztuka potrafi czasem rozsadzić od środka skostniały system polityczny.
Sama konstrukcja Turkusowej sukni przypomina proces szycia tytułowego stroju — jest niespieszna, wymaga od widza cierpliwości i skupienia na detalach. Touzani nie krzyczy z ekranu, omijając szerokim łukiem tani melodramat. Zamiast tego skupia się na drobnych gestach, dotyku materiału i ciszy, która mówi tu więcej niż dialogi. Krytyk Diego Semerene z magazynu Slant trafnie zauważył, że tego filmu najlepiej doświadczać, "po prostu pławiąc się w bujności jego tkanin, zarówno tych krawieckich, jak i symbolicznych". To kino głęboko zmysłowe, w którym powoli rodzące się pożądanie między Halimem a Youssefem wydaje się równie naturalne i nieuniknione, co kolejne ruchy igły przebijającej jedwab.