„50% mniej plastiku niż w pozostałych produkcjach TVN-u - doceniamy to i polecamy na miły weekendowy wieczór."
„50% mniej plastiku niż w pozostałych produkcjach TVN-u - doceniamy to i polecamy na miły weekendowy wieczór."
Player 25 lat małżeństwa, chory dziadek i nagły coming out matki. Polska komedia, która udowadnia, że o rozpadzie tradycyjnej rodziny można opowiadać z czułością i bez cenzury.
Magda i Arek to małżeństwo z dwudziestopięcioletnim stażem, które utknęło w bezpiecznej, choć nudnej rutynie. Pod jednym dachem mieszkają z dorosłym synem Tomkiem i wymagającym opieki, chorym na demencję dziadkiem. Pozornie są zwykłą, trochę zmęczoną życiem rodziną, ale ta stabilna konstrukcja sypie się jednego dnia. Magda, na co dzień nauczycielka w katolickim liceum, ogłasza, że jest lesbijką i odchodzi do innej kobiety. Jej coming out uruchamia prawdziwe domino: bezrobotny Arek kompletnie nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości, związek Tomka przechodzi ostry kryzys, a zdezorientowany dziadek nagle znika z domu. Z dnia na dzień wszyscy muszą wymyślić siebie na nowo i sprawdzić, czy z tych rozsypanych kawałków da się w ogóle złożyć jakąś funkcjonującą rodzinę.
Zobacz recenzje filmu „Czarna owca" na YouTube
To, co najbardziej zaskakuje w filmie Aleksandra Pietrzaka, to jego wręcz uwalniająca bezpośredniość w przełamywaniu tabu. W polskim kinie głównego nurtu twórcy często panicznie boją się słowa na „l”, woląc asekuracyjne niedopowiedzenia albo uciekając w frazesy o tym, że bohaterki po prostu „nie lubią etykietek”. Tutaj Magda, grana przez świetną Magdalenę Popławską, po prostu rzuca w luźnej rozmowie przy stole: „jestem lesbijką”. Jak zauważa recenzentka portalu Queer.pl, to normalne, nieobraźliwe określenie wreszcie zostało wypowiedziane na głos, a twórcy z powodzeniem odczarowali je na dużym ekranie. Bez niepotrzebnej histerii i bez robienia z orientacji problemu wagi państwowej – po prostu jako fakt, z którym reszta domowników musi się zmierzyć.
Choć Czarna owca powstała pod szyldem wielkiej stacji telewizyjnej, daleko jej do plastikowych, odklejonych od rzeczywistości komedii romantycznych, którymi przez lata karmiono polskich widzów. Scenariusz bierze na warsztat mit nienaruszalnej „świętej polskiej rodziny” i bezlitośnie, choć z ogromną empatią, go dekonstruuje. Pietrzak znakomicie balansuje między humorem a dramatem, dzięki czemu na sali kinowej można „płakać jednocześnie ze śmiechu i ze wzruszenia”. Ogromna w tym zasługa Arkadiusza Jakubika w roli porzuconego męża, który z typowego, zgorzkniałego kanapowego faceta musi przepoczwarzyć się w kogoś zdolnego do zrozumienia, że jego żona przez ćwierć wieku dusiła się w ukryciu.