„Znakomity Ménochet w stylowej i dusznej reinterpretacji Ozona."
„Znakomity Ménochet w stylowej i dusznej reinterpretacji Ozona."
CDA Premium François Ozon bierze na warsztat kultowy film Fassbindera i wywraca go do góry nogami. Zamienia płeć bohaterów, a z opowieści o modzie robi drapieżny list miłosny do kina.
Peter von Kant to uznany, narcystyczny reżyser filmowy, który dzieli luksusowe mieszkanie ze swoim asystentem Karlem. Ich relacja przypomina układ pana i milczącego niewolnika. Kiedy dawna muza przedstawia Peterowi młodego, obłędnie przystojnego aktora Amira, reżyser natychmiast traci głowę. Zabiera chłopaka pod swój dach, obiecuje wielką karierę i wrzuca go w główną rolę swojego nowego filmu. Szybko okazuje się jednak, że ta wybuchowa mieszanka pożądania, władzy i artystycznych ambicji zamienia się w toksyczną pułapkę, w której miłość niebezpiecznie miesza się z obsesją i próbą absolutnej kontroli nad drugim człowiekiem.
Zobacz recenzje filmu „Peter von Kant" na YouTube
François Ozon nie zrobił po prostu zwykłego remake'u. Biorąc na warsztat kultowe Gorzkie łzy Petry von Kant Rainera Wernera Fassbindera z 1972 roku, francuski twórca wywrócił tę historię na lewą stronę. Słynna projektantka mody Petra staje się tutaj Peterem — i to nie byle jakim. Grający główną rolę Denis Ménochet, ze swoją potężną posturą i charakterystycznym wąsem, wygląda wręcz jak klon samego Fassbindera. To fascynujący, wielopoziomowy zabieg. Ozon wziął klasyczny, lesbijski melodramat i zamienił go w gejowską, na wpół biograficzną wiwisekcję swojego reżyserskiego idola. W rozmowie z portalem Queer.pl Ozon tłumaczył, że to uniwersalna opowieść, bo w kinie Fassbindera "takie tematy jak dominacja, przemoc czy upokorzenie mogą dotyczyć wszystkich ludzi, niezależnie od orientacji".
Akcja filmu, zamknięta w niemal teatralnym, pełnym krzykliwych kolorów mieszkaniu, buzuje od skrajnych emocji, ale Ozon gra tu zupełnie innymi kartami niż niemiecki mistrz. Zamiast czystego dramatu, dostajemy sporo czarnego humoru i przerysowania. Nie każdemu krytykowi ta lekkość przypadła do gustu. Wendy Ide z brytyjskiego "The Observer" punktowała w swojej recenzji, że to film, który zamienił "wirujące, dzikie nurty melodramatu z oryginału na spienioną, nonszalancką kokieterię". Mimo tej jaskrawej fasady, pod spodem kryje się jednak całkiem brutalny obraz branży filmowej. Ozon bez znieczulenia pokazuje mechanizmy groomingu, w których starszy, wpływowy twórca łowi na obietnicę sławy młodego chłopaka, by potem emocjonalnie go pożreć.
Prawdziwym lustrem dla egoizmu głównego bohatera nie jest jednak jego młody kochanek, a milczący asystent Karl. Obserwowanie, jak ten zdominowany chłopak znosi kolejne upokorzenia ze strony swojego szefa, dodaje całej tej kolorowej tragikomedii niepokojącego, mrocznego ciężaru. To właśnie w tym milczeniu rezonuje najbardziej autentyczne okrucieństwo Petera.