Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Miejsca Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Czwartek, 27.04.2023, Aktualizacja: Sobota, 29.04.2023

„Życie i sztuka karmią się wzajemnie” - rozmawiamy z Francoisem Ozonem o jego najnowszym dziele "Peter von Kant"

Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (0)

„Peter Von Kant” to najnowszy film francuskiego reżysera, Francoisa Ozona. To historia twórcy filmowego, który zakochuje się w młodym aktorze, przedstawionym mu przez dawną muzę, z którą tworzył swoje najlepsze projekty. Opowieść o reżyserze inspirowana jest życiem i twórczością jednego z mistrzów Ozona – Rainera Wernera Fassbindera, ale „Peter Von Kant” jest produkcją uniwersalną i otwartą także na nowych widzów.

 

W ramach promocji tytułu, który trafi do polskich kin już w piątek 28 kwietnia, mieliśmy przyjemność rozmawiać z Francoisem Ozonem. Serdecznie zapraszamy na rozmowę o sile reprezentacji, umiejętnym miksowaniu dramatu i komedii oraz ulubionych produkcjach słynnego twórcy.

Michał Kaczoń, Queer.pl: Chciałem zacząć od pytania szerokiego, które często pada z moich ust, ale bardzo podoba mi się, że przez lata zmieniają się na nie odpowiedzi. Dlaczego reprezentacja mniejszości na ekranie i w szeroko pojętej kulturze jest tak ważna? Dlaczego warto opowiadać queerowe historie?

 

Czuję, że w moim kinie najważniejsza jest sama historia. Moje filmy charakteryzuje przede wszystkim uniwersalizm. Opowieści, które są tematem moich filmów mogą dziać się zarówno wśród osób hetero, jak i wśród członków społeczności queerowej. Jak pokazują też filmy Fassbindera, takie tematy jak dominacja, przemoc czy upokorzenie mogą dotyczyć wszystkich ludzi, niezależnie od orientacji.

 

Pańska fascynacja twórczością Rainera Wernera Fassbindera jest faktem dość powszechnie znanym. Dwie dekady temu nakręcił Pan “Krople deszczu na rozpalonych kamieniach”, bazując na sztuce teatralnej niemieckiego reżysera. Co jednak sprawiło, że zdecydował się Pan akurat teraz powrócić właśnie do “Gorzkich łez Petry Von Kant” z całej filmografii artysty? Czy była pokusa, by sięgnąć po inny tytuł? Jak wyglądał ten proces decyzyjny?


Szczerze mówiąc pomysł przyszedł do nie w trakcie pandemii. W okresie, w którym wszyscy zastanawialiśmy się, jak wyglądać będzie przyszłość i czy jako filmowcy będziemy mogli jeszcze kręcić filmy tak, jak kiedyś. Moje myśli naturalnie zaczęły zmierzać w stronę „Gorzkich łez…” – zarówno sztuki teatralnej, jak i późniejszego filmu, bo akcja rozgrywa się w jednym miejscu, (co znacznie ułatwiłoby nam produkcję). Nie bez znaczenia był też fakt, że bardzo lubię tę historię i uważam ją za rodzaj autoportretu reżysera.

 

Pomyślałem też o tym, że nikt nie dziwi się, że w teatrze powstają nowe wersje Szekspira czy Czechowa, więc uznałem że podejdę do oryginału Fassbindera w ten sam sposób. Chciałem pokazać moją autorską wersję tej historii, przefiltrowaną przez moje francuskie uwarunkowania.

 

W jednej z ról zdecydował się pan obsadzć Hannę Schygullę. Aktorkę, która występowała w oryginalnym dziele Fassbindera. Jak udało się panu przekonać ją do powrotu do tego projektu i jaka była jej reakcja na scenariusz?

 

Hanna Schygulla jest jedną z moich ulubionych osób. Bardzo się lubimy i mieliśmy przyjemność pracować razem przy moim poprzednim filmie „Wszystko poszło dobrze”. Chciałem ponownie spotkać się z nią na ekranie. Dodatkowym atutem zaangażowania właśnie jej, był fakt, że osobiście znała Fassbindera i jego matkę. Uważam, że zagranie osoby prawdziwej, którą się samodzielnie znało, daje inny wymiar postaci. Byłem więc bardzo zadowolony, że przyjęła moją propozycję. Świetnie się razem bawiliśmy, a ja mam wrażenie, że możliwość zagrania w dwóch realizacjach tego samego projektu, ale w różnych rolach, jest niezwykle ciekawym doświadczeniem.

 

W Pańskich filmach dowcip i komizm często mieszają się z dramatem i tragedią, a żart wynika z niekomfortowej sytuacji, którą rozbija pan humorem. Jak udaje się Panu znaleźć odpowiedni balans między tymi dwiema skrajnościami? Znać umiar, by jeden klimat nie przeważył nad drugim?

 

Odpowiedź jest dużo prostsza niż bardzo intelektualny sposób, w jaki sformułował Pan to pytanie (śmiech). To odbywa się w zasadzie w sposób bardzo instynktowny. Podczas mojej pracy z aktorami bardzo lubię próbować różnych rzeczy i dawać im ogromną swobodę. Zdarza się, że to samo ujęcie kręcimy na kilka różnych sposobów: raz „na tragicznie”, raz „na śmiesznie”, a za innym „na niedorzecznie”. Staramy się podbić inne emocje. Mając potem taki miks reakcji, gdy zasiadam do montażu to do mnie należy umiejętne dawkowanie momentów z każdego z tych rejestrów. Jestem jak kucharz, który musi dobrać odpowiednie dawki pieprzu i soli, aby potrawa była smaczna.

ZOBACZ TEŻ Wywiad: Mikołaj Milcke, polski autor queerowych powieści o sile reprezentacji i “Chłopaku z drugiego planu”

 

Bohater „Petera Von Kanta” jest w pewnym momencie bardzo krytyczny wobec świata filmu i powtarza, że cały proces tworzenia produkcji filmowych zwyczajnie go już drażni, irytuje i wywołuje silne negatywne emocje. Czy Pan też miewa takie momenty zwątpienia? Jeśli tak, to w jaki sposób Pan sobie z nimi radzi?

 

W takim nakreśleniu postaci Petera chodziło mi o to, by pokazać, że reżyserzy filmowi potrafią zachowywać się jak divy. Mają swoje humory i potrafią robić sceny, gdy coś im się nie podoba, bądź idzie nie po ich myśli. W rzeczywistości twórcy filmowi bywają „małymi dyktatorami”, którzy nie są zadowoleni, gdy rzeczy nie idą zgodnie z ich planem. Bawiło mnie stworzenie takiej karykatury reżysera-dyktatora. Odpowiadając na drugą część pytania – ja też miewam swoje momenty zdenerwowania, ale mam nadzieję, że nigdy nie jestem w nich tak straszliwy, jak Peter Von Kant (śmiech).

 

Pańskie filmy są bardzo różnorodne. W jaki sposób dobiera Pan swoje kolejne projekty?

 

Szczerze mówiąc mam wrażenie, że to nie ja wybieram projekty, a same projekty wybierają mnie (śmiech). Po prostu bywa tak, że jakiś temat czy pomysł absorbuje mnie tak bardzo, że wypełnia całe moje życie i naturalnym jest, że muszę się nim zająć jak najszybciej.

 

Peter jest osobą dumną i w dużym stopniu zapatrzoną w siebie, która lubi pławić się we własnym sukcesie. Wiem, że to nie jest element akurat Pańskiej biografii, ale jestem ciekawy, czy gdyby musiał Pan wybrać ulubiony film z własnej filmografii, to który film by Pan wskazał i dlaczego?

 

Nie dałbym rady odpowiedzieć na to pytanie. Także dlatego, że w momencie, w którym kończę kręcić dany film, uznaję, że należy on już do przeszłości. A dla mnie zawsze liczy się przyszłość. Także zawsze dla mnie najważniejszych i ulubionym filmem jest ten, który będzie następny.

 

Czy uważa Pan, że artysta żyje przez swoją sztukę, która staje się przedłużeniem jego życia, czy jest raczej odskocznią od codziennych problemów i sposobem na zajęcie głowy czym innym?

 

Jedno i drugie. Życie i sztuka przenikają się – jest to mieszanina, która jest nie do rozdzielenia. Prawdą jest, że gdy kręcę film, wszystkie moje emocje stają się mocniejsze, wszystko odczuwam silniej. Film intensyfikuje uczucia. Uważam, że życie i sztuka karmią się wzajemnie. Jestem też zdania, że tworząc film nie chodzi o jakąś odskocznię od pracy, czy życia. Ja kocham swoją pracę. Kręcenie filmu to dla mnie raczej moment, w którym czuję się najbardziej szczęśliwy, najbardziej spełniony. Także nie mogę nazwać tego odskocznią od życia, bo w moim wypadku życie i sztuka to w zasadzie to samo.

 

Jedną z imponujących rzeczy w “Peterze Von Kancie” jest przestrzeń mieszkania bohatera, w której rozgrywa się akcja. Czy może Pan zdradzić jak wyglądały prace nad designem tej scenografii i zwrócić uwagę na celowe odniesienia do słynnych fotografii, odtworzone na ścianie ze zdjęciami Petera i Amira?

 

Oryginalna sztuka rozgrywa się w jednej przestrzeni – w sypialni Petry. Zależało mi na zachowaniu tej ciągłości jedności miejsca akcji, dlatego zdecydowałem, że mieszkanie Petera będzie w formie loftu, gdzie wszystko jest razem – sala montażowa, sala do nagrań, sypialnia i salon, w którym przyjmuje gości. Inspiracją dla tej przestrzeni było Factory Andy’ego Warhola.

 

Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to chcieliśmy z ich pomocą oddać hołd postaciom ze świata queerowego z lat 60. Ważny był dla nas Andy Warhol, Robert Mapplethorpe, a równocześnie do słynnych obrazów klasycznych, w tym do „Męczeństwa Św. Sebastian” czy dzieł Caravaggia.

 

Aktorzy wykonują kawał świetnej roboty i grają bardzo wyraziste, egzaltowane postaci. W jaki sposób pracowaliście nad tymi bohaterami?

 

Z każdym w inny sposób (śmiech). Z Denisem Menochetem znamy się już dość dobrze, bo to nasz trzeci wspólny projekt, więc niektóre rzeczy robimy razem bez słów. Czuję, że świetnie się bawił, tworząc tę postać. Casting na Amira trwał naprawdę długo i był bardzo poszerzony. Khalil Ben Gharbia okazał się najlepszym z osób, które się do nas zgłosiły. Najlepiej wypadł podczas prób czytanych wraz z Denisem i skradł nasze serce. Jeśli zaś chodzi o Isabelle Adjani, to współpraca z nią przypominała nieco to, jak jej postać wygląda w filmie. Wpadła niczym gwiazda, w brawurowy sposób zrobiła swoje i zostawiła po sobie wrażenie na dłużej. Byłem wniebowzięty, bo to aktorka o pracy z którą marzyłem od bardzo dawna.

 

Jeden z bohaterów, Karl, nie wypowiada w filmie ani jednego słowa, a jednak w pełni rozumiemy jego motywacje i drogę życiową. Czy może Pan zdradzić, w jaki sposób pracowaliście nad tą postacią ze Stefanem Creponem, który wciela się w tego bohatera?

 

Zależało mi na tym, aby ta postać była niejako „świadkiem wydarzenia”. Personifikacją widza, która sama też znajduje się na ekranie. Tak też budowaliśmy tę postać ze Stefanem. Powiedziałem mu, że chciałbym, żeby reagował na to, co robią pozostali i niejako żył ich życiem. Sam Karl nie był tak ważny, jak jego reakcje na doznania innych bohaterów. Miał żyć tym co się dzieje u nich, niejako „przeżywać by proxy”, tzn. odbijając życie samego Petera.

 

Na zakończenie chciałem zapytać jeszcze o inne Pańskie ulubione filmy? O produkcje, do których zawsze wraca Pan myślami i które nie dają o sobie zapomnieć.

 

Wszystko zależy od momentu, w którym odpowiadam na to pytanie (śmiech). Uwielbiam filmy Fassbindera, kocham też kino spod znaku Douglasa Sirka, ale to wszystko zależy od danego okresu, tego co innego dzieje się w moim życiu. W tej chwili bardzo dużo oglądam starych włoskich filmów z lat 40. i 50.

 

„Peter Von Kant“ trafi do polskich kin już w piątek 28 kwietnia.

 

Michał Kaczoń

 

*Rozmowa odbyła się w języku francuskim. Za pomoc w tłumczeniu serdecznie dziękuję Marcie Korsak

OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (4)
kierownik2 radek kaczy-mike pioter123
Nie podoba mi się (0)
Komentarze (0)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Michał Kaczoń
Autor
Michał Kaczoń
Dziennikarz kulturalny i fan popkultury w różnych jej odmianach.
Wielbiciel festiwali filmowych i muzycznych, których jest częstym i chętnym uczestnikiem. Salę kinową traktuje czasem jak drugi dom.
TAGIWięcej
film francois ozon peter von kant wywiad
Powiązane
Obraz Piątek, 04.08.2023 Nadia Tereszkiewicz - wschodząca gwiazda francuskiego kina - opowiada nam o nowej komedii Francois Ozona “Moja zbrodnia” Obraz Piątek, 04.08.2023 „Moja zbrodnia” – recenzja nowego filmu François Ozona. Pełna queerowych aluzji komedia z aktorką polskiego pochodzenia w roli głównej Obraz Czwartek, 27.04.2023 „Peter Von Kant“: głośny film Francoisa Ozona już w polskich kinach. Oceniamy Obraz Piątek, 02.10.2020 Miłość we włoskiej elegancji. Rozmowa z Ferzanem Özpetekiem o jego najnowszym filmie "Sekret bogini Fortuny" Obraz Niedziela, 22.02.2026 Wolny w niewoli. Recenzja filmu „Pillion”
Inne tematy
Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia? Środa, 11.03.2026 Sąd Najwyższy Ukrainy uznał parę jednopłciową za rodzinę. Co to właściwie zmienia?
Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek Wtorek, 10.03.2026 Lesbinton: w Poznaniu powstał klub badmintonowy dla lesbijek
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatności