„Peter Von Kant” to najnowszy film francuskiego reżysera, Francoisa Ozona. To historia twórcy filmowego, który zakochuje się w młodym aktorze, przedstawionym mu przez dawną muzę, z którą tworzył swoje najlepsze projekty. Opowieść o reżyserze inspirowana jest życiem i twórczością jednego z mistrzów Ozona – Rainera Wernera Fassbindera, ale „Peter Von Kant” jest produkcją uniwersalną i otwartą także na nowych widzów.
W ramach promocji tytułu, który trafi do polskich kin już w piątek 28 kwietnia, mieliśmy przyjemność rozmawiać z Francoisem Ozonem. Serdecznie zapraszamy na rozmowę o sile reprezentacji, umiejętnym miksowaniu dramatu i komedii oraz ulubionych produkcjach słynnego twórcy.
Czuję, że w moim kinie najważniejsza jest sama historia. Moje filmy charakteryzuje przede wszystkim uniwersalizm. Opowieści, które są tematem moich filmów mogą dziać się zarówno wśród osób hetero, jak i wśród członków społeczności queerowej. Jak pokazują też filmy Fassbindera, takie tematy jak dominacja, przemoc czy upokorzenie mogą dotyczyć wszystkich ludzi, niezależnie od orientacji.
Szczerze mówiąc pomysł przyszedł do nie w trakcie pandemii. W okresie, w którym wszyscy zastanawialiśmy się, jak wyglądać będzie przyszłość i czy jako filmowcy będziemy mogli jeszcze kręcić filmy tak, jak kiedyś. Moje myśli naturalnie zaczęły zmierzać w stronę „Gorzkich łez…” – zarówno sztuki teatralnej, jak i późniejszego filmu, bo akcja rozgrywa się w jednym miejscu, (co znacznie ułatwiłoby nam produkcję). Nie bez znaczenia był też fakt, że bardzo lubię tę historię i uważam ją za rodzaj autoportretu reżysera.
Pomyślałem też o tym, że nikt nie dziwi się, że w teatrze powstają nowe wersje Szekspira czy Czechowa, więc uznałem że podejdę do oryginału Fassbindera w ten sam sposób. Chciałem pokazać moją autorską wersję tej historii, przefiltrowaną przez moje francuskie uwarunkowania.
Hanna Schygulla jest jedną z moich ulubionych osób. Bardzo się lubimy i mieliśmy przyjemność pracować razem przy moim poprzednim filmie „Wszystko poszło dobrze”. Chciałem ponownie spotkać się z nią na ekranie. Dodatkowym atutem zaangażowania właśnie jej, był fakt, że osobiście znała Fassbindera i jego matkę. Uważam, że zagranie osoby prawdziwej, którą się samodzielnie znało, daje inny wymiar postaci. Byłem więc bardzo zadowolony, że przyjęła moją propozycję. Świetnie się razem bawiliśmy, a ja mam wrażenie, że możliwość zagrania w dwóch realizacjach tego samego projektu, ale w różnych rolach, jest niezwykle ciekawym doświadczeniem.
Odpowiedź jest dużo prostsza niż bardzo intelektualny sposób, w jaki sformułował Pan to pytanie (śmiech). To odbywa się w zasadzie w sposób bardzo instynktowny. Podczas mojej pracy z aktorami bardzo lubię próbować różnych rzeczy i dawać im ogromną swobodę. Zdarza się, że to samo ujęcie kręcimy na kilka różnych sposobów: raz „na tragicznie”, raz „na śmiesznie”, a za innym „na niedorzecznie”. Staramy się podbić inne emocje. Mając potem taki miks reakcji, gdy zasiadam do montażu to do mnie należy umiejętne dawkowanie momentów z każdego z tych rejestrów. Jestem jak kucharz, który musi dobrać odpowiednie dawki pieprzu i soli, aby potrawa była smaczna.
W takim nakreśleniu postaci Petera chodziło mi o to, by pokazać, że reżyserzy filmowi potrafią zachowywać się jak divy. Mają swoje humory i potrafią robić sceny, gdy coś im się nie podoba, bądź idzie nie po ich myśli. W rzeczywistości twórcy filmowi bywają „małymi dyktatorami”, którzy nie są zadowoleni, gdy rzeczy nie idą zgodnie z ich planem. Bawiło mnie stworzenie takiej karykatury reżysera-dyktatora. Odpowiadając na drugą część pytania – ja też miewam swoje momenty zdenerwowania, ale mam nadzieję, że nigdy nie jestem w nich tak straszliwy, jak Peter Von Kant (śmiech).
Szczerze mówiąc mam wrażenie, że to nie ja wybieram projekty, a same projekty wybierają mnie (śmiech). Po prostu bywa tak, że jakiś temat czy pomysł absorbuje mnie tak bardzo, że wypełnia całe moje życie i naturalnym jest, że muszę się nim zająć jak najszybciej.
Nie dałbym rady odpowiedzieć na to pytanie. Także dlatego, że w momencie, w którym kończę kręcić dany film, uznaję, że należy on już do przeszłości. A dla mnie zawsze liczy się przyszłość. Także zawsze dla mnie najważniejszych i ulubionym filmem jest ten, który będzie następny.
Jedno i drugie. Życie i sztuka przenikają się – jest to mieszanina, która jest nie do rozdzielenia. Prawdą jest, że gdy kręcę film, wszystkie moje emocje stają się mocniejsze, wszystko odczuwam silniej. Film intensyfikuje uczucia. Uważam, że życie i sztuka karmią się wzajemnie. Jestem też zdania, że tworząc film nie chodzi o jakąś odskocznię od pracy, czy życia. Ja kocham swoją pracę. Kręcenie filmu to dla mnie raczej moment, w którym czuję się najbardziej szczęśliwy, najbardziej spełniony. Także nie mogę nazwać tego odskocznią od życia, bo w moim wypadku życie i sztuka to w zasadzie to samo.
Oryginalna sztuka rozgrywa się w jednej przestrzeni – w sypialni Petry. Zależało mi na zachowaniu tej ciągłości jedności miejsca akcji, dlatego zdecydowałem, że mieszkanie Petera będzie w formie loftu, gdzie wszystko jest razem – sala montażowa, sala do nagrań, sypialnia i salon, w którym przyjmuje gości. Inspiracją dla tej przestrzeni było Factory Andy’ego Warhola.
Jeśli zaś chodzi o zdjęcia, to chcieliśmy z ich pomocą oddać hołd postaciom ze świata queerowego z lat 60. Ważny był dla nas Andy Warhol, Robert Mapplethorpe, a równocześnie do słynnych obrazów klasycznych, w tym do „Męczeństwa Św. Sebastian” czy dzieł Caravaggia.
Z każdym w inny sposób (śmiech). Z Denisem Menochetem znamy się już dość dobrze, bo to nasz trzeci wspólny projekt, więc niektóre rzeczy robimy razem bez słów. Czuję, że świetnie się bawił, tworząc tę postać. Casting na Amira trwał naprawdę długo i był bardzo poszerzony. Khalil Ben Gharbia okazał się najlepszym z osób, które się do nas zgłosiły. Najlepiej wypadł podczas prób czytanych wraz z Denisem i skradł nasze serce. Jeśli zaś chodzi o Isabelle Adjani, to współpraca z nią przypominała nieco to, jak jej postać wygląda w filmie. Wpadła niczym gwiazda, w brawurowy sposób zrobiła swoje i zostawiła po sobie wrażenie na dłużej. Byłem wniebowzięty, bo to aktorka o pracy z którą marzyłem od bardzo dawna.
Zależało mi na tym, aby ta postać była niejako „świadkiem wydarzenia”. Personifikacją widza, która sama też znajduje się na ekranie. Tak też budowaliśmy tę postać ze Stefanem. Powiedziałem mu, że chciałbym, żeby reagował na to, co robią pozostali i niejako żył ich życiem. Sam Karl nie był tak ważny, jak jego reakcje na doznania innych bohaterów. Miał żyć tym co się dzieje u nich, niejako „przeżywać by proxy”, tzn. odbijając życie samego Petera.
Wszystko zależy od momentu, w którym odpowiadam na to pytanie (śmiech). Uwielbiam filmy Fassbindera, kocham też kino spod znaku Douglasa Sirka, ale to wszystko zależy od danego okresu, tego co innego dzieje się w moim życiu. W tej chwili bardzo dużo oglądam starych włoskich filmów z lat 40. i 50.
Michał Kaczoń
*Rozmowa odbyła się w języku francuskim. Za pomoc w tłumczeniu serdecznie dziękuję Marcie Korsak
Piątek, 04.08.2023 Nadia Tereszkiewicz - wschodząca gwiazda francuskiego kina - opowiada nam o nowej komedii Francois Ozona “Moja zbrodnia”
Piątek, 04.08.2023 „Moja zbrodnia” – recenzja nowego filmu François Ozona. Pełna queerowych aluzji komedia z aktorką polskiego pochodzenia w roli głównej
Czwartek, 27.04.2023 „Peter Von Kant“: głośny film Francoisa Ozona już w polskich kinach. Oceniamy
Piątek, 02.10.2020 Miłość we włoskiej elegancji. Rozmowa z Ferzanem Özpetekiem o jego najnowszym filmie "Sekret bogini Fortuny"
Niedziela, 22.02.2026 Wolny w niewoli. Recenzja filmu „Pillion”