„Udany debiut, który bardziej doceni młodsza publiczność."
„Udany debiut, który bardziej doceni młodsza publiczność."
Viaplay
HBO Max
CHILI
CHILI
TVP Basen, pierwsze jointy i uderzające do głowy hormony. Dawid Nickel zabiera nas na blokowisko, żeby opowiedzieć o dorastaniu bez cenzury i fałszu. To jeden z najszczerszych polskich debiutów.
Zbliża się koniec roku w małym polskim miasteczku, a wraz z nim tytułowy komers - ostatnia impreza zamykająca pewien etap życia. Zanim jednak nastolatkowie założą odświętne ubrania, spędzają upalne dni na miejskim basenie i betonowych osiedlach. To czas zawieszony w próżni, pachnący chlorem i tanim alkoholem. Ekipa gimnazjalistów przeżywa właśnie swoje pierwsze, brutalnie intensywne zauroczenia, zderza się z odrzuceniem i próbuje wymyślić siebie na nowo, zanim na dobre wejdzie w dorosłość. Dorośli są tu tylko niewyraźnym tłem, bo na pierwszym planie buzują emocje i szukająca ujścia energia.
Zobacz recenzje filmu „Ostatni komers" na YouTube
Najciekawsze w Ostatnim komersie jest to, jak sprytnie Dawid Nickel połączył dwa zupełnie różne światy. Szkielet fabuły opiera się na głośnej powieści Anny Cieplak "Ma być czysto", z której reżyser wyciągnął wątek piętnastoletniej Oliwii i jej niespodziewanej ciąży z osiedlowym chłopakiem. Ale film to w dużej mierze autorska wizja reżysera. Jako wyoutowany twórca, Nickel postanowił wpleść w tę historię bardzo osobisty, queerowy wątek, którego w książkowym oryginale po prostu nie było.
Ten autorski dodatek to historia Tomka - poukładanego chłopaka z dobrego domu, który zaczyna fascynować się starszym, dresiarskim Kubą. Kuba, ksywa "Łysy", to chłopak z blokowisk, a do tego nowy chłopak Moniki, najlepszej przyjaciółki Tomka. Zamiast iść w utarte schematy kina LGBT, Nickel pokazuje to zauroczenie przez fizyczną transformację. Tomek tak bardzo chce zbliżyć się do swojego obiektu westchnień, że sam zaczyna się do niego upodabniać, zmieniając stylówkę i fryzurę. Co ciekawe, w rolę "Łysego" wcielił się Michał Sitnicki - naturszczyk, którego reżyser znalazł na Instagramie. Ten ryzykowny castingowy ruch opłacił się niesamowicie, bo chłopak wnosi na ekran surową, osiedlową autentyczność.
Polskie kino od lat ma ogromny problem z pokazywaniem młodzieży - zazwyczaj kończy się to szeleszczącymi papierem dialogami, od których bolą zęby. Tutaj jest inaczej. Twórcy postawili na naturalność, pozwalając młodym aktorom mówić własnym językiem, pełnym błędów i wahań. Krytycy szybko zauważyli, że to zupełnie nowa jakość na naszym podwórku. Recenzent portalu Interia chwalił film za to, że reżyserowi udaje się pokazać młodzieńcze rozterki w sposób autentyczny, unikając "sztucznych prób uchwycenia sposobu wypowiedzi młodych ludzi". Z kolei portal Pełna Sala poszedł o krok dalej, pisząc, że letni klimat i swobodne rozmowy bohaterów działają na widza tak immersyjnie, że "aż chce się zapalić z bohaterami jointa i wskoczyć na główkę do basenu".
Nie masz pojęcia, moja Michalino, jak wielką rolę odegrał w moim życiu gest ujęcia za rękę. Mnie ujęcia. Jak on się przez to całe moje życie przeplatał, jak powracał w najniezwyklejszych momentach. Mężczyzna, który chwyta mnie za rękę i gdzieś prowadzi.