„Kultowy klasyk kina lesbijskiego, który mimo fabularnych uproszczeń i kontrowersyjnej tematyki, wciąż broni się autentyczną chemią między bohaterkami."
„Kultowy klasyk kina lesbijskiego, który mimo fabularnych uproszczeń i kontrowersyjnej tematyki, wciąż broni się autentyczną chemią między bohaterkami."
W elitarnej katolickiej szkole z internatem rodzi się niebezpieczna fascynacja między zbuntowaną nastolatką a jej powściągliwą nauczycielką poezji. Niezależny dramat w reżyserii Katherine Brooks bada granice pożądania i odpowiedzialności.
Mury elitarnej prywatnej katolickiej szkoły dla dziewcząt skrywają więcej niż tylko modlitwy i naukowe ambicje. To właśnie tu trafia siedemnastoletnia Annabelle Tillman, charyzmatyczna i zbuntowana córka senatora, dla której placówka ma być ostatnią deską ratunku po wyrzuceniu z dwóch poprzednich szkół. Jej przewodniczką po nowym, surowym świecie staje się Simone Bradley, nauczycielka poezji, która za murem profesjonalnego chłodu i nienagannych manier ukrywa własne emocjonalne rany. Początkowa fascynacja Annabelle szybko przeradza się w uczucie, a jej odważne zaloty zaczynają kruszyć pancerz powściągliwej kobiety, prowadząc obie na skraj niebezpiecznej przepaści.
Zobacz recenzje filmu „Kochałam Annabelle" na YouTube
Reżyserka i scenarzystka Katherine Brooks przyznawała, że pisząc tę historię, myślała o medialnych doniesieniach o skandalach na linii uczeń-nauczyciel, ale chciała spojrzeć na ten motyw przez pryzmat relacji dwóch kobiet. W jej filmie nie ma taniej sensacji, jest za to świadome nawiązanie do klasyka kina queer, niemieckiego Mädchen in Uniform z 1931 roku, który również opowiadał o miłości uczennicy do nauczycielki w zamkniętym, represyjnym środowisku. Projekt Brooks dojrzewał powoli, a prace nad nim trwały blisko osiem lat. Za tło posłużyła autentyczna lokalizacja – liceum Marymount High School w Los Angeles, które w filmie nosi nazwę St. Theresa’s Academy. To wszystko złożyło się na kameralny, trwający ledwie 76 minut dramat, który do dziś rezonuje wśród widzek.
Siłą filmu jest chemia między odtwórczyniami głównych ról: debiutującą Erin Kelly w roli Annabelle i Diane Gaidry jako Simone. Tym większe wrażenie robi kreacja Gaidry, która dołączyła do obsady zaledwie trzy dni przed pierwszym klapsem, a mimo to stworzyła poruszający portret kobiety rozdartej między obowiązkiem a pragnieniem. Jej wysiłek doceniono na festiwalu L.A. Outfest, gdzie otrzymała główną nagrodę jury (Grand Jury Award) dla najlepszej aktorki. To właśnie tam, podobnie jak na festiwalach w Atlancie czy Long Island, film zdobył nagrody publiczności, co potwierdzało, jak bardzo potrzebna była wówczas taka historia.
Kochałam Annabelle od premiery w 2006 roku budziło skrajne emocje, stając się jednocześnie częścią lesbijskiego kanonu i przedmiotem gorących dyskusji. Krytycy z jednej strony chwalili jego serce i wrażliwość, z drugiej wytykali przewidywalność i fabularne uproszczenia. Portal AfterEllen podkreślał, że film stawia widzkę w „moralnym klinczu”, nie dając łatwych odpowiedzi, a późniejsze analizy z Autostraddle nazywały go dziełem „problematycznym” ze względu na nierównowagę władzy, ale jednocześnie kluczowym dla widzialności. Ta dwoistość odbioru pokazuje siłę filmu, który nie boi się trudnych tematów i nie zamiata konsekwencji pod dywan.
Polskie widzki poznały film głównie za sprawą wydania DVD z 2007 roku, które wyróżniało się bogatą zawartością. To właśnie na nim znalazło się alternatywne zakończenie, dające bohaterkom cień nadziei i uchylające furtkę do przyszłości, której nie dopowiadała kinowa wersja. Być może właśnie ta niejednoznaczność i pozostawienie pola do interpretacji sprawiły, że Kochałam Annabelle na stałe zapisało się w historii kina LGBTQ+, jako opowieść o zakazanym uczuciu, które w opresyjnym świecie staje się aktem największej odwagi.
„Takie rzeczy jak bigoteria, homofobia, przestępstwa z nienawiści, prześladowania młodzieży zawsze były manifestacją strachu przed tym, co nieznane” – powiedziała jedna z gejowskich ikon w 2013 roku, podczas gali GLAAD. Była to...
Może się zdarzyć
Zakończenie ... Nie fajne, ale zupełnie przewidywalne.
Jesli ktoś szuka ambitnego kina - tu go nie znajdzie.
Chociaż... ogólny obraz filmu całkiem dobry.