„Kultowy klasyk kina niezależnego, który mimo kontrowersyjnego podejścia do orientacji seksualnej, zachwyca szczerymi dialogami i świetnym aktorstwem."
„Kultowy klasyk kina niezależnego, który mimo kontrowersyjnego podejścia do orientacji seksualnej, zachwyca szczerymi dialogami i świetnym aktorstwem."
Apple TV Store
CHILI
Apple TV Store
CHILI W nieoczywistej komedii romantycznej Kevina Smitha dwaj nierozłączni kumple i twórcy komiksów spotykają charyzmatyczną rysowniczkę, w której jeden z nich zakochuje się bez pamięci. Jest tylko jeden problem: dziewczyna jest lesbijką.
Dwaj kumple, Holden McNeil i Banky Edwards, żyją marzeniem każdego geeka z lat 90. - tworzą popularny komiks Bluntman and Chronic i cieszą się statusem lokalnych gwiazd. Ich uporządkowany, pełen męskich żartów świat wywraca się do góry nogami, gdy na branżowej imprezie poznają Alyssę Jones. Charyzmatyczna, inteligentna i piekielnie utalentowana rysowniczka od razu wpada Holdenowi w oko. Szybko nawiązuje się między nimi nić porozumienia, która przeradza się w głęboką fascynację. Jest tylko jeden, z pozoru nieprzekraczalny, problem: Alyssa jest lesbijką, a jej życie kręci się wokół queerowej paczki przyjaciół i dziewczyn.
Zobacz recenzje filmu „W pogoni za Amy" na YouTube
Historia ta nie wzięła się znikąd. Reżyser i scenarzysta Kevin Smith napisał ją, czerpiąc z własnych doświadczeń i związku z Joey Lauren Adams, która brawurowo wcieliła się w rolę Alyssy. To właśnie jej charyzma i naturalność sprawiły, że Smith odrzucił sugestie wytwórni Miramax, która w głównych rolach marzyła o obsadzeniu gwiazd pokroju Jona Stewarta czy Drew Barrymore. Reżyser postawił na swoim, kompletując obsadę z zaufanych współpracowników, w tym Bena Afflecka i Jasona Lee. Film, zrealizowany za skromne 250 tysięcy dolarów, okazał się ogromnym sukcesem finansowym i artystycznym, a jego niezależny, przegadany styl, oparty na błyskotliwych dialogach, stał się znakiem rozpoznawczym Smitha.
W pogoni za Amy zachwyciło krytyków i publiczność festiwalu Sundance w 1997 roku, a scenariusz Kevina Smitha został nagrodzony prestiżową statuetką Independent Spirit Awards. Widzowie i recenzentki chwalili odwagę w poruszaniu tematów tabu, chemię między głównymi aktorami oraz świeże spojrzenie na relacje damsko-męskie. Film zgrabnie balansował na granicy komedii i dramatu, zadając niewygodne pytania o zazdrość, męską dumę i podwójne standardy moralne. Dla wielu był to powiew świeżości w skostniałym gatunku komedii romantycznej, a dla Bena Afflecka - ważny krok w drodze do wielkiej kariery.
Jednak to, co w 1997 roku uchodziło za progresywne, dziś budzi znacznie więcej kontrowersji, zwłaszcza w naszej społeczności. Z jednej strony, W pogoni za Amy wprowadziło na salony sympatyczną, otwartą postać lesbijki, co samo w sobie było przełomem. Z drugiej - główny zarzut dotyczy utrwalania szkodliwego mitu o „lesbijce, którą może nawrócić odpowiedni facet”. Film opowiedziany jest z perspektywy heteroseksualnego mężczyzny, a historia Alyssy i jej przeszłość seksualna służą przede wszystkim jako katalizator dla emocjonalnego kryzysu Holdena. Jak celnie zauważyła recenzentka z portalu kobiety-kobietom.com, zamiast fascynującej historii miłosnej, dostałyśmy „miałki obraz o fanach komiksu”, w którym lesbijska bohaterka staje się jedynie funkcją w męskiej opowieści.
Dziedzictwo W pogoni za Amy jest więc niezwykle skomplikowane. Dla części queerowej widowni, zwłaszcza tej dorastającej w latach 90., film był ważnym, formacyjnym doświadczeniem i pierwszym kontaktem z jakąkolwiek reprezentacją na ekranie. Dla innych stał się podręcznikowym przykładem „problematic fave” - dzieła, które mimo sentymentu razi dziś heteronormatywnym spojrzeniem i uproszczeniami. Ta ambiwalencja jest tak żywa, że stała się tematem dokumentu Chasing Chasing Amy z 2023 roku, w którym reżyser Sav Rodgers analizuje, jak film, który kiedyś uratował mu życie, dziś jest symbolem skomplikowanej relacji kina z osobami LGBT.
Trzeba oglądać uważnie.
Poza tym, pewnie gdyby było odwrotnie (patrz: Gry Weselne), czyli odeszłaby od faceta do kobiety, pewnie wszystkie by biły owacje na stojąco i wciskały zielony kciuk, nieprawdaż? : >
Jest to film, który bardzo mocno mi pomógł, wyjaśnił, jak żyć - dla mnie obraz niejako biograficzny.
Jeden z najlepszych, najinteliGEJtniejszych filmów, jakie mogłem oglądać.