„Radykalna alegoria faszyzmu, która mimo skrajnej brutalności pozostaje jednym z najważniejszych i najbardziej wstrząsających dzieł w historii kina światowego."
„Radykalna alegoria faszyzmu, która mimo skrajnej brutalności pozostaje jednym z najważniejszych i najbardziej wstrząsających dzieł w historii kina światowego."
Ostatnie dzieło Piera Paolo Pasoliniego to mrożąca krew w żyłach opowieść o czterech faszystowskich dygnitarzach, którzy zamykają w willi grupę nastolatków. Przez 120 dni młodzi ludzie stają się obiektami w bezlitosnej grze władzy, upokorzenia i sadystycznej przemocy.
Włochy, ostatnie miesiące II wojny światowej. W marionetkowej Republice Salò czterech wysoko postawionych faszystów - książę, biskup, sędzia i prezydent - zawiera pakt. Porywają grupę pięknych nastolatków, chłopców i dziewcząt, by zamknąć ich w odizolowanej willi i przez 120 dni poddawać perwersyjnym rytuałom. Fabuła, luźno oparta na powieści 120 dni Sodomy markiza de Sade’a, dzieli się na cztery kręgi piekła, w których młode ciała stają się narzędziami w rękach oprawców. Seks, tortury i upokorzenie służą tu wyłącznie demonstracji absolutnej władzy, a każda scena jest chłodnym, precyzyjnym studium odczłowieczenia.
Zobacz recenzje filmu „Salo, czyli 120 dni Sodomy" na YouTube
Ta mroczna wizja nie jest jednak prostą ekranizacją. Reżyser i scenarzysta Pier Paolo Pasolini, przy współpracy m.in. Sergia Cittiego, przeniósł akcję z XVIII-wiecznej Francji w sam środek faszystowskiego reżimu, by opowiedzieć o czymś znacznie szerszym. Jak sam tłumaczył, film jest bezlitosną alegorią społeczeństwa konsumpcyjnego, w którym ludzkie ciało zostaje utowarowione i sprowadzone do roli obiektu. Aby wzmocnić poczucie realizmu i bezbronności ofiar, do ich ról reżyser zaangażował w dużej mierze młodych ludzi bez dużego doświadczenia aktorskiego, często debiutantów. Ich naturalność kontrastuje z wystudiowanym okrucieństwem, które odgrywają zawodowi aktorzy.
Pasolini nie dożył premiery swojego ostatniego dzieła. Został brutalnie zamordowany w Ostii na trzy tygodnie przed pierwszym pokazem Salò, co na zawsze naznaczyło film mianem jego artystycznego testamentu. Obraz wywołał natychmiastowy i globalny skandal. Oskarżany o pornografię, epatowanie sadyzmem i bluźnierstwo, przez lata był zakazywany i cięty przez cenzurę w wielu krajach, od Wielkiej Brytanii po Australię, gdzie jego status prawny zmieniał się wielokrotnie na przestrzeni dekad. Obrończynie i obrońcy filmu od początku podkreślali jednak, że jego celem nie jest erotyzacja przemocy, lecz jej totalna krytyka. Sceny gwałtu i tortur są celowo antyerotyczne, odpychające i mechaniczne, by pokazać, jak władza instrumentalizuje każdą sferę życia.
Po latach Salò zyskało status niewygodnego, wyklętego arcydzieła, które wciąż budzi skrajne emocje, od najwyższych ocen po najniższe. Dla społeczności LGBT film pozostaje dziełem problematycznym, ale kluczowym. Pasolini, jako otwarcie homoseksualny i lewicowy twórca, nie stworzył tu bezpiecznej reprezentacji. Przeciwnie - pokazał, jak w faszystowskim systemie homoseksualne pożądanie może stać się kolejnym narzędziem dominacji i przemocy, całkowicie odartym z czułości czy intymności. Kontakty jednopłciowe między oprawcami a ich ofiarami są tu wyłącznie aktem władzy, co stanowi radykalną krytykę patriarchatu, który zawłaszcza i niszczy każde ciało, niezależnie od płci czy orientacji. Właśnie dlatego, mimo braku pozytywnych wzorców, Salò pozostaje fundamentalnym dziełem w historii kina queerowego - jako bezkompromisowy manifest przeciwko każdej formie opresji.
I to wcale nie jest zarzut.
a tam mnostwo rzeczy o "geniuszu" pasoliniego.
np. "Wiadomo było, że Pasolini często zabiera męskie prostytutki spod Stazione Termini."
jest tam tez sporo o fascynacji Pasoliniego smiercia. do tego mozna dorzucic jeszcze jego komunistyczne przekonania i teorie "zbawienia przez meczenstwo", "wolnosci przez wybor smierci"... wszystko to znalazlo odbicie w filmie... zatem dorabianie ideologii, ze to film antyfaszystowski jest mocno pensjonarskie.