„Subtelny, erotyczny dramat Marco Bergera zebrał bardzo dobre recenzje krytyków i widzów, ceniony za chemię aktorów i autentyzm."
„Subtelny, erotyczny dramat Marco Bergera zebrał bardzo dobre recenzje krytyków i widzów, ceniony za chemię aktorów i autentyzm."
Dwóch współpracowników z tartaku na przedmieściach Buenos Aires — pewny siebie macho i nieśmiały owdowiały ojciec — zaczyna dzielić pokój, a ich codzienność powoli wypełnia się milczącym pożądaniem. Slow-burn w wykonaniu Marca Bergera, mistrza argentyńskiego queer cinema.
Na przedmieściach Buenos Aires, w hałasie tartaku i ciszy podmiejskich domków, Juan i Gabriel dzielą wynajmowany pokój. Pierwszy — typowy macho z dziewczyną, imprezami i pewnością siebie wpisaną w każdy gest. Drugi — owdowiały, nieśmiały ojciec małej córki, który w nowym lokum szuka raczej spokoju niż przygody. Codzienna rutyna współlokatorska szybko zaczyna pękać pod naporem spojrzeń, milczeń i półgestów. Juan inicjuje pierwsze zbliżenie, Gabriel się waha — i z tego wahania Marco Berger buduje cały film, sto osiem minut wstrzymanego oddechu.
Zobacz recenzje filmu „Un rubio" na YouTube
Un rubio, w polskiej dystrybucji znany jako Blondyn, to kolejna odsłona tematu, który Berger drąży od debiutu. Po Plan B, Hawaii, Taekwondo argentyński reżyser znów przygląda się napięciu erotycznemu między mężczyznami uważającymi się za heteroseksualnych — i znów robi to swoją metodą. Długie, statyczne ujęcia. Kadry zbudowane wokół dłoni, karków, kolan. Klucz dialogów w scenach, w których nikt nic nie mówi. Gastón Re, grający Juana, jest tu nie tylko aktorem, ale i współproducentem; partneruje mu Alfonso Barón jako Gabriel, a w roli córki — Malena Irusta. Zdjęcia kręcono w realnych lokacjach przedmieść Buenos Aires, a Berger osobiście pilnował montażu i koloryzacji, co u niego nie jest niczym nowym.
Krytyka przyjęła film ciepło, choć bez fajerwerków typowych dla większych premier. Derek Winnert wystawił cztery gwiazdki na pięć, chwaląc niuans scenariusza i styl. Los Angeles Blade pisał o "seksownym argentyńskim romansie, w którym cisza mówi wiele", chwaląc chemię i występy aktorów oraz to, jak precyzyjnie Berger oddaje kulturę milczenia wokół seksualności. Na Rotten Tomatoes brakuje pełnego Tomatometra ze względu na limitowaną dystrybucję, ale recenzje publiczności konsekwentnie wskazują na chemię między aktorami. Film objechał obieg festiwalowy — od Iris Prize w Wielkiej Brytanii, przez Pink Screens, po pokazy w Rotterdamie — i ugruntował pozycję Bergera jako jednego z najciekawszych twórców współczesnego queer cinema z Ameryki Łacińskiej.
Z perspektywy LGBT Blondyn jest dziełem osobnym właśnie dlatego, że nie kupuje zachodniej narracji o coming oucie jako wyzwoleniu. Juan śpi z kobietami i mężczyznami, ale słowa "biseksualny" w jego ustach nie usłyszymy. Gabriel uczy się pożądania pod skórą, w ciszy, która w argentyńskim, macho kontekście bywa nie tyle wyparciem, ile strategią przetrwania. Berger nie ocenia bohaterów, nie zmusza ich do deklaracji, nie serwuje katharsis. Pokazuje, że dla wielu queerowych osób na świecie milczenie wciąż jest bezpieczniejsze niż otwartość — i że pożądanie potrafi mieścić się w pauzie między jednym spojrzeniem a drugim.
W Polsce film krąży pod tytułem Blondyn, jest dostępny na VOD ze zwiastunami z rodzimymi napisami i — choć nigdy nie doczekał się wielkiej recenzji w mainstreamowej prasie — ma swoje stałe miejsce w queerowym obiegu. Dla osób ceniących slow-burn, kino zmysłowe i argentyński zmysł obserwacji pozycja właściwie obowiązkowa.
FILM | dramat Tár USA, 2022