„Intrygujący pomysł, lecz reżyserii Bauman brakuje większego napięcia."
„Intrygujący pomysł, lecz reżyserii Bauman brakuje większego napięcia."
CDA Premium Marzenie o wspólnym dziecku zderza się z brutalną rzeczywistością, gdy w życiu dwóch zakochanych w sobie kobiet pojawia się tajemniczy współlokator.
Elodie i Laetitia tworzą zgraną parę i marzą o założeniu rodziny. Ich plany o medycznie wspomaganej prokreacji legną jednak w gruzach, gdy okazuje się, że Elodie ze względów zdrowotnych nie może zajść w ciążę. Jakby tego było mało, dziewczyny wpadają w dołek finansowy. Żeby spiąć domowy budżet, wpadają na z pozoru racjonalny pomysł – postanawiają wynająć wolny pokój. Z castingu na idealnego współlokatora zwycięsko wychodzi Simon, tajemniczy iluzjonista pracujący po nocach. Szybko okazuje się jednak, że jego obecność pod jednym dachem wystawi relację kobiet na najcięższą próbę.
Gdy tylko Simon przekracza próg mieszkania, film Jude'a Baumana ostro skręca w stronę psychologicznego dreszczowca o toksycznym intruzie. To klasyczny motyw – heteroseksualny mężczyzna zjawia się znikąd i zaczyna rozbijać queerowy związek od środka. Simon, który początkowo wydaje się po prostu intrygującym artystą, z czasem zdejmuje maskę, wciągając kobiety w niebezpieczną grę opartą na emocjonalnym szantażu. Zachodnia krytyka nie zostawiła jednak na tym pomyśle suchej nitki. Dziennikarka francuskiego magazynu „Première” wprost stwierdziła, że całość przypomina „sympatyczny film telewizyjny”, w którym scenariusz ugina się pod ciężarem łopatologicznych stereotypów o toksycznej męskości i zdradzie.
Szkoda, bo punkt wyjścia miał ogromny potencjał. Twórcy próbowali złapać kilka srok za ogon: opowiedzieć o barierach dla jednopłciowych par starających się o dziecko, płynnej tożsamości (Laetitia nie ukrywa, że ma za sobą biseksualną przeszłość) i destrukcyjnym wpływie gaslightingu. Niestety, chęci to jedno, a wykonanie – drugie. Jak zauważył recenzent portalu Moviesteve, postać intryganta została napisana tak grubą kreską, że grający go William Mesguich „nie ma punktu zaczepienia i ratuje się ciągłym rzucaniem groźnych spojrzeń”. W ostatecznym rozrachunku Entre nous to kino, które z założenia miało być współczesnym głosem w debacie o lesbijskim rodzicielstwie, a stało się przerysowaną historią o złym mężczyźnie i zagubionych kobietach.