„Subtelny, pulsujący pożądaniem zapis pierwszej miłości."
„Subtelny, pulsujący pożądaniem zapis pierwszej miłości."
Apple TV Store
Google Play Movies
YouTube
Amazon Video
Rakuten TV
Pilot WP
Apple TV Store
Google Play Movies
YouTube
Amazon Video
Premiery Canal+
Rakuten TV
Pilot WP Australijskie przedmieścia z 1999 roku i 24 godziny, które zmieniają wszystko. Goran Stolevski w mistrzowski sposób łapie ulotność i duszny klimat pierwszej, queerowej miłości.
Jest rok 1999, gorące przedmieścia Melbourne. Siedemnastoletni Kol, imigrant z Serbii i zapalony tancerz, ma przed sobą najważniejszy występ w życiu. Problem w tym, że jego taneczna partnerka Ebony właśnie obudziła się skacowana na jakiejś odległej plaży. Jedynym ratunkiem okazuje się starszy brat dziewczyny, Adam, który ma samochód i zgadza się po nią pojechać. To, co miało być nerwową misją ratunkową, zamienia się w podróż, która wywróci świat Kola do góry nogami. Zamknięci w dusznym aucie chłopak i pewny siebie Adam niespodziewanie odnajdują wspólny język, a między nimi rodzi się gwałtowne, trwające ledwie dobę uczucie.
Zobacz recenzje filmu „W pewnym wieku" na YouTube
Największą siłą W pewnym wieku nie jest sama historia, ale sposób, w jaki reżyser Goran Stolevski operuje czasem i emocjami. Twórca, który sam dorastał jako imigrant na australijskich obrzeżach, wrzucił swoich bohaterów w brutalnie nieatrakcyjny krajobraz. Wyblakłe od słońca domy i ciągnące się kilometrami płoty tworzą klaustrofobiczną klatkę, z której młody Kol desperacko próbuje uciec. Właśnie na tym tchnącym beznadzieją tle Stolevski maluje niezwykle czuły obraz pierwszej fascynacji. Zależało mu na uchwyceniu dziwnego rodzaju nostalgii za chwilą, która wciąż jeszcze trwa. Oglądając tę dwójkę w samochodzie, od razu wiemy, że to ulotny moment, za którym obaj będą kiedyś strasznie tęsknić.
Kamera w filmie jest niesamowicie blisko bohaterów. Zamiast wielkich dramatów i przerysowanych konfliktów, dostajemy spojrzenia ukradkiem, zająknięcia i niewypowiedziane pragnienia. Ta specyficzna intymność bardzo szybko zjednała sobie widzów i recenzentów. Manuel Betancourt na łamach Variety nazwał australijską produkcję "ciepłą perełką, pulsującą pożądliwą czułością, która szkicuje to, jak może wyglądać pierwsza miłość, i stawia pytanie, czy w ogóle ma szansę przetrwać".
O tym, czy faktycznie przetrwa, dowiadujemy się w trzecim akcie. Akcja przeskakuje o ponad dekadę do przodu, do 2010 roku. Nasi bohaterowie wpadają na siebie ponownie podczas wesela Ebony. To bolesne i świetnie zagrane zderzenie młodzieńczych złudzeń z dorosłością. Nagle ten przegadany, gorączkowy romans z końcówki lat 90. nabiera zupełnie nowego ciężaru, przypominając, że niektóre krótkie spotkania zostawiają w nas ślad na całe życie.