„Kameralny portret życia po tranzycji w Nowym Jorku."
Jeden dzień z życia w Nowym Jorku, który zamienia się w emocjonalny poligon. Feña musi zmierzyć się z przeszłością, która puka do drzwi tuż po jego tranzycji.
Wyobraź sobie najgorszy z możliwych dni, w którym cała twoja przeszłość postanawia nagle zjawić się na progu. Feña, dwudziestokilkuletni transpłciowy chłopak z Nowego Jorku, w ciągu zaledwie 24 godzin wpada na swojego byłego chłopaka, musi zająć się nastoletnią siostrą przyrodnią, która właśnie uciekła ze szkoły, a do tego odebrać z lotniska ojca. Haczyk polega na tym, że żadne z nich nie widziało go od czasu tranzycji. To nie jest wielka, epicka opowieść, ale intymny zapis kilkunastu godzin, podczas których chłopak po prostu próbuje przetrwać do wieczora, nie tracąc przy tym zmysłów i nowo odzyskanej tożsamości.
Zobacz recenzję filmu „Mieszaniec" na YouTube
W Mieszańcu reżyser Vuk Lungulov-Klotz, który sam jest osobą transpłciową, upchnął wszystkie swoje własne lęki. I to czuć w każdej scenie. Film nie skupia się na wielkich, dramatycznych aktach nienawiści, ale na codziennym, wypalającym mikrostresie. Jak zauważył Murtada Elfadl w recenzji dla Variety, reżyser świetnie pokazuje, "jak drobne incydenty potrafią kruszyć pewność siebie osoby transpłciowej i ile siły wymaga pozostanie wiernym swojej tożsamości". Najmocniej widać to w relacji Feñy z jego heteroseksualnym byłym chłopakiem, Johnem. Panowie wpadają na siebie w klubie, a chemia między nimi wciąż iskrzy, choć znali się jeszcze przed tranzycją głównego bohatera. Lungulov-Klotz mistrzowsko buduje tu romantyczne napięcie, tylko po to, by rano bezlitośnie je zabić, gdy John proponuje Feñy tabletkę "dzień po".
Ten emocjonalny ciężar niesie na swoich barkach Lío Mehiel, który za rolę Feñy zgarnął nagrodę aktorską na festiwalu Sundance - przechodząc do historii jako pierwszy wyoutowany trans chłopak z tym wyróżnieniem. Mehiel gra całym sobą; widać w nim i obronną pozę bywalca nowojorskich klubów, i kruchość kogoś, kto wciąż uczy się poruszać w nowej społecznej roli. Rewelacyjnie wypada też jego dynamika z młodszą siostrą, Zoe. Kiedy dziewczyna niespodziewanie dostaje pierwszego okresu, to właśnie Feña musi kupić jej tampony i pomóc ogarnąć sytuację. To jedna z tych rzadkich, cudownie odświeżających scen w kinie queerowym, która zamiast wałkować utarte schematy o odrzuceniu, pokazuje zupełnie nowy rodzaj braterskiej opiekuńczości.