„Ambitny, lecz nieco zbyt powolny spacer po Catskills."
Wyjazd pod namiot z ojcem i jego kumplem po rozwodzie brzmi jak przepis na nudę. Szybko się jednak okazuje, że siedemnastoletnia, queerowa Sam jest jedyną dorosłą osobą w tym lesie.
Siedemnastoletnia Sam wybiera się na weekendowy kemping w góry Catskill. Towarzyszy jej ojciec, Chris, oraz jego dawny kumpel Matt, który właśnie przechodzi przez burzliwy rozwód. Początkowo miał z nimi jechać również syn Matta, ale po ostrej kłótni w ostatniej chwili wymiksował się z wycieczki. Sam zostaje więc sama w lesie z dwoma facetami w średnim wieku, którzy ewidentnie uciekają przed swoimi życiowymi problemami. Dziewczyna lawiruje między ich humorami, docinkami i wieczornymi zwierzeniami przy ognisku, w międzyczasie szukając zasięgu, by wysłać wiadomość do swojej dziewczyny. Wszystko toczy się leniwym, biwakowym rytmem, dopóki jedna przekroczona granica nie wywróci dynamiki tego wyjazdu do góry nogami.
Zobacz recenzje filmu „Good One" na YouTube
Debiut reżyserski Indii Donaldson to świetne studium międzypokoleniowego zderzenia, w którym role dorosłego i dziecka zostają płynnie odwrócone. Chris spodziewa się dziecka z nową, znacznie młodszą żoną, a Matt wciąż liże rany po własnych błędach małżeńskich. Obaj panowie na szlaku zachowują się jak wyrośnięci chłopcy w zaawansowanym kryzysie wieku średniego. Licytują się na złośliwości, narzekają na ciężar plecaków i traktują leśną głuszę jak darmową kozetkę u terapeuty. A terapeutką z przypadku zostaje Sam. To ona wykazuje się tu anielską wręcz cierpliwością, gotuje im ramen i łagodzi napięcia, patrząc z cichą wyrozumiałością na ich emocjonalną nieporadność.
Siłą Good One nie są jednak głośne, dramatyczne kłótnie, ale to, co pozostaje niewypowiedziane. Zwrócił na to uwagę recenzent portalu The Goods Reviews, nazywając dzieło Donaldson „najbardziej wnikliwym i trafnym w obserwacjach filmem roku”, który działa przede wszystkim jako nośnik subtelności. Cały ciężar tej cichej narracji spoczywa na barkach rewelacyjnej Lily Collias. Młoda aktorka gra tu głównie twarzą – drobnymi uśmiechami, westchnieniami i spojrzeniami rzucanymi z ukosa, gdy po raz kolejny musi słuchać, jak dorośli mężczyźni użalają się nad sobą. Jej Sam to fascynujący portret dziewczyny stojącej na progu dorosłości, która nagle z rozczarowaniem odkrywa, jak bardzo niedojrzały jest świat starszych.
Sama wędrówka przez zalesione stoki nadaje filmowi niezwykły, niemal medytacyjny rytm. Kamera celebruje drobne momenty wytchnienia: ciszę między drzewami, chrzęst butów na szlaku i rutynę rozbijania obozu. Donaldson nie potrzebuje tanich zwrotów akcji, by zbudować gęstą atmosferę. Zamiast tego powoli, krok po kroku, gotuje swoich bohaterów w ich własnym sosie, udowadniając, że czasem najtrudniejszą rzeczą na szlaku wcale nie jest strome podejście, ale ludzie, z którymi dzielisz namiot.