„Surowy dramat o traumie inspirowany życiem Vicky Knight."
„Surowy dramat o traumie inspirowany życiem Vicky Knight."
Gniew, nieprzepracowana trauma i miłość, która rodzi się na szpitalnym korytarzu. Surowe, brytyjskie kino ulepione z prawdziwych blizn i życiowych doświadczeń odtwórczyni głównej roli.
Franky pracuje jako pielęgniarka w londyńskiej aglomeracji, ale pod służbowym kitlem skrywa głębokie rany — i to dosłownie. Jako dziecko przeżyła pożar, który zostawił na jej ciele rozległe blizny, a w głowie palącą potrzebę znalezienia i ukarania winnych. Dwudziestolatka żyje w ciągłym napięciu, dzieląc ciasny dom z chaotyczną matką i zmagając się z demonami przeszłości. Wściekłość na cały świat powoli zaczyna z niej uchodzić dopiero wtedy, gdy na jej oddział trafia Florence — pacjentka, która próbowała odebrać sobie życie. Dziewczyny wdają się w burzliwy romans, uciekają z toksycznego środowiska Franky i trafiają pod dach babci Florence, gdzie z dala od miasta próbują zbudować coś na kształt normalności.
Zobacz recenzje filmu „Silver Haze" na YouTube
Najciekawsze w Silver Haze jest to, co dzieje się na styku fabuły i rzeczywistości. Holenderska reżyserka Sacha Polak nie napisała tego scenariusza w próżni. Skrypt powstał z wielogodzinnych rozmów z odtwórczynią głównej roli, Vicky Knight. Aktorka, dokładnie tak jak jej bohaterka, w wieku ośmiu lat przeżyła dramatyczny pożar pubu, w którym poparzeniom uległa ponad jedna trzecia jej ciała. Zanim w ogóle trafiła przed kamerę, Knight faktycznie pracowała w brytyjskiej służbie zdrowia. To sprawia, że film nieustannie balansuje na cienkiej granicy między fikcją a intymnym dokumentem, a fizyczne i emocjonalne blizny, które widzimy na ekranie, są w stu procentach autentyczne.
Polak serwuje nam kino mocno osadzone w tradycji brytyjskiego realizmu społecznego, ale przełamuje je zmysłowymi, niemal poetyckimi wstawkami. Zamiast zgrabnej bajki o queerowej miłości, która leczy wszystkie rany, dostajemy skomplikowaną relację dwóch poranionych dziewczyn z klasy robotniczej. Florence bywa czuła, by za chwilę stać się chłodna i odpychająca, a otaczająca je homofobia — od wyzwisk ze strony własnej rodziny po agresję pasażerów w nocnym autobusie — brutalnie sprowadza je na ziemię. Krytyk magazynu The Arts Fuse trafnie zauważył, że reżyserka stworzyła dzieło, które "jest boleśnie prawdziwe, ponieważ oddaje nieprzewidywalność życia". Nie ma tu łatwych odpowiedzi i hollywoodzkich domknięć, jest za to brutalna szczerość, która zostaje z widzem na długo.