„Aktor porno też ma uczucia. Warto zobaczyć, choć film nie zaskakuje."
„Aktor porno też ma uczucia. Warto zobaczyć, choć film nie zaskakuje."
Lalo ma setki tysięcy fanów, którzy codziennie oglądają jego nagie ciało. Nikt jednak nie widzi potężnej samotności, która kryje się po drugiej stronie ekranu smartfona.
Lalo dzieli swoje życie na dwa zupełnie różne światy. W dzień pracuje jako robotnik w fabryce w meksykańskim mieście Oaxaca, ale po godzinach zamienia się w gwiazdę internetu. Jako sex-influencer wrzuca do sieci amatorskie porno, prężąc wdzięki przed setkami tysięcy followersów na Twitterze i OnlyFans. Pewnego dnia dostaje propozycję z prawdziwego zdarzenia - ma zagrać samego Emiliano Zapatę w gejowskiej superprodukcji o rewolucji meksykańskiej. Szybko jednak okazuje się, że im więcej ciała Lalo odsłania w sieci, tym bardziej zamyka się w sobie. Kiedy smartfon gaśnie, zostaje tylko przytłaczająca melancholia, podwójne życie ukrywane przed konserwatywną rodziną i trzymana w tajemnicy diagnoza: HIV.
Zobacz recenzje filmu „Pornomelancolía" na YouTube
Argentyński reżyser Manuel Abramovich nie nakręcił zwykłej fabuły, ani klasycznego dokumentu. Pornomelancolía to fascynująca, momentami dezorientująca hybryda. Lalo Santos gra tu zbeletryzowaną wersję samego siebie, a porno o Zapacie, którego kulisy oglądamy, powstało naprawdę. Twórcy sprytnie bawią się formą, używając ekranu telefonu jako głównego okna na świat bohatera. Widzimy jego prawdziwe tweety, wiadomości i nagrania, które produkował we własnym zakresie. Ten nieustanny strumień cyfrowej atencji to w rzeczywistości zasłona dymna. Jak trafnie zauważono na blogu Cinematografia Queer, film obnaża "pustkę przesłoniętą przez cyfrowy awatar", pokazując branżę, która pod płaszczykiem rzekomej wolności wymaga od twórców ciągłej, wyczerpującej psychicznie dostępności.
Zestawienie ostrej pornografii z paraliżującą depresją daje niesamowity efekt. Zamiast krzykliwego kina o kulisach sex workingu, dostajemy intymne studium człowieka uwięzionego we własnym wizerunku. Świetnie oddaje to już sama scena otwierająca film. Portugalski portal Magazine-HD opisuje ją jako moment, w którym widzimy bohatera odbitego w witrynie, podczas gdy tłum mija go obojętnie. Nagle jego pozornie pusta twarz "rozpada się w płaczu", a mimo to "tylko kamera i nasze spojrzenie zatrzymują się, by rozważyć jego ból". To właśnie w takich cichych momentach, w kuluarowych rozmowach pomiędzy kolejnymi dublami scen seksu, Pornomelancolía uderza w widza najmocniej.