„Troszkę nierówny, ale Rosemund Pike sprawa, że wybacza się pewne niedociągnięcia."
„Troszkę nierówny, ale Rosemund Pike sprawa, że wybacza się pewne niedociągnięcia."
Netflix Rosamund Pike jako bezwzględna prawna opiekunka, która okrada staruszków w imię amerykańskiego snu. Bezczelny thriller, w którym queerowa bohaterka okazuje się największym drapieżnikiem w dżungli.
Marla Grayson znalazła idealny sposób na życie. Działa w majestacie prawa jako opiekunka wyznaczana przez sąd dla starszych osób, które rzekomo nie potrafią już o siebie zadbać. Wraz ze swoją partnerką w życiu i biznesie, Fran, umieszczają bezbronnych seniorów w domach opieki, a następnie bezlitośnie wyprzedają ich majątki. System działa bez zarzutu, dopóki na celownik oszustek nie trafia Jennifer Peterson - urocza, samotna i obrzydliwie bogata emerytka. Szybko okazuje się jednak, że starsza pani skrywa mroczną przeszłość, a Marla nagle zadziera z potężnym gangsterem. Rozpoczyna się brutalna gra w kotka i myszkę, w której nikt nie zamierza grać czysto.
Zobacz recenzje filmu „O wszystko zadbam" na YouTube
To, co najbardziej uderza w filmie J Blakesona, to absolutny, lodowaty cynizm głównej bohaterki. Rosamund Pike, nagrodzona za ten występ Złotym Globem, uosabia wypaczony amerykański sen, w którym moralność to wymysł dla słabeuszy. Jak trafnie punktuje krytyk z portalu Byline Times, jej otwierający monolog bezpośrednio koresponduje z kultowym wyznaniem z Chłopców z ferajny. Autor recenzji zauważa, że dla obojga bohaterów "wybór jest oczywisty: albo to ty wyzyskujesz, albo jesteś wyzyskiwany". Bronią Marli nie jest jednak rewolwer, a perfekcyjnie skrojony garnitur, bezczelny uśmiech i bezlitosne wykorzystywanie luk w systemie prawnym.
Reżyser bardzo perfidnie pogrywa tu z naszymi przyzwyczajeniami i współczesnymi trendami w kinie. Jesteśmy w końcu nauczeni, by kibicować silnym, niezależnym kobietom, które odważnie biorą sprawy w swoje ręce. O wszystko zadbam bierze tę narrację o kobiecej sile i z premedytacją ją zatruwa. Marla bez mrugnięcia okiem używa feministycznych frazesów jako tarczy. Kiedy ktoś próbuje ukrócić jej przestępczy proceder, natychmiast odwraca kota ogonem, oskarżając swoich przeciwników o szowinizm i strach przed kobietą sukcesu.
W tym samym prowokacyjnym tonie poprowadzono wątek queerowy. Relacja Marli i Fran to partnerstwo absolutne - nie ma tu dramatycznego wychodzenia z szafy, społecznego odrzucenia czy walki o akceptację. Zamiast tego dostajemy dwie kobiety, które wspólnie, z uśmiechem na ustach, budują bezwzględne imperium oparte na krzywdzie słabszych. To niezwykle rzadki przypadek, kiedy kino pozwala queerowym postaciom uciec od schematu szlachetnych ofiar. Ten film udowadnia, że prawdziwe równouprawnienie na ekranie oznacza również pełne prawo do bycia zepsutym do szpiku kości czarnym charakterem.
Nie masz pojęcia, moja Michalino, jak wielką rolę odegrał w moim życiu gest ujęcia za rękę. Mnie ujęcia. Jak on się przez to całe moje życie przeplatał, jak powracał w najniezwyklejszych momentach. Mężczyzna, który chwyta mnie za rękę i gdzieś prowadzi.