„Dancing Queens bez ABBY. Przyjemny, ale wtórny średniak."
„Dancing Queens bez ABBY. Przyjemny, ale wtórny średniak."
Netflix Szwedzka komedia o dziewczynie, która marzy o tańcu i przypadkiem ląduje na scenie podupadającego klubu drag queen. Brzmi jak idealny poprawiacz nastroju, ale nie wszystko zagrało tu jak trzeba.
Dylan to 23-latka z małej szwedzkiej wyspy, która po śmierci matki próbuje posklejać swoje życie i marzy o karierze tanecznej. Przypadek sprawia, że zamiast na profesjonalne przesłuchanie, trafia z mopem w ręku do podupadającego klubu drag queen w Göteborgu. Kiedy główny choreograf i gwiazda lokalu, Victor, zauważa jej talent, pojawia się szalony pomysł. Dylan desperacko chce tańczyć, klub potrzebuje świeżej krwi, ale jest jeden problem - dziewczyna jest cispłciową kobietą, a to scena zarezerwowana dla drag queens. Decyduje się więc na podwójne oszustwo i wchodzi na scenę w męskim przebraniu, by ostatecznie stać się królową.
Zobacz recenzje filmu „Dancing Queens" na YouTube
Brzmi jak gotowy przepis na queerowy hit, prawda? Niestety, szwedzka produkcja szybko zderzyła się z rzeczywistością i irytacją samych widzów. Problem z Dancing Queens polega na tym, że film o kulturze drag marginalizuje... same drag queens. Cała uwaga skupia się na cispłciowej, heteroseksualnej dziewczynie, która wkracza do queerowej przestrzeni i z miejsca wchodzi w rolę wybawicielki ratującej biznes przed ostatecznym upadkiem. Twórcy tak bardzo zapatrzyli się w wątek głównej bohaterki, że potraktowali stałych bywalców klubu niemal jak barwne tło do jej osobistego dramatu. Jak trafnie wypunktował szwedzki portal MovieZine, film to po prostu "błyszczące fiasko", w którym "powierzchowna historia marnuje interesujące tematy".
Sytuacji nie ratuje fakt, że produkcja ma potężny problem z tempem i własną tożsamością. Za kamerą stanęła reżyserka Helena Bergström, która w głównej roli obsadziła własną córkę, Molly Nutley. I choć aktorka dwoi się i troi na parkiecie, scenariusz każe widzom czekać ponad godzinę na pierwsze sensowne sekwencje taneczne. Krytyk z serwisu The Review Geek nie ukrywał rozczarowania, pisząc, że to "niepotrzebnie rozdęty obraz", w którym przez większość czasu "nie ma ani grama ekstrawaganckiego, oszałamiającego tańca, ani niczego, co czyni drag tak ekscytującym i stylowym".
Jakby tego było mało, fani szybko wychwycili jeszcze jeden absurd. Wyobraźcie sobie szwedzki film o tańcu, który w tytule dumnie nosi hasło Dancing Queens, a przez prawie dwie godziny na ekranie nie wybrzmiewa absolutnie żaden utwór ABBY. Dla wielu widzów to ostateczny dowód na to, że twórcy po prostu nie odrobili pracy domowej z queerowej popkultury.
FILM | dramat Tár USA, 2022