„Przełomowy dla polskiego kina queerowego dramat, który mimo festiwalowych sukcesów cierpi na scenariuszowe niedostatki i chłodny, minimalistyczny styl."
„Przełomowy dla polskiego kina queerowego dramat, który mimo festiwalowych sukcesów cierpi na scenariuszowe niedostatki i chłodny, minimalistyczny styl."
Obiecujący pływak, którego życie wydaje się idealnie zaplanowane u boku dziewczyny, staje przed życiowym dylematem po spotkaniu z intrygującym mężczyzną. Film Tomasza Wasilewskiego to intymna opowieść o odkrywaniu siebie w świecie pełnym oczekiwań.
Kuba, grany przez Mateusza Banasiuka, ma poukładane życie. Trenuje pływanie na warszawskim AWF, ma dziewczynę Sylwię (Marta Nieradkiewicz), z którą mieszka u swojej matki (Katarzyna Herman). Jego świat, podporządkowany sportowej dyscyplinie i oczekiwaniom otoczenia, zaczyna pękać, gdy na jednej z imprez poznaje Michała (Bartosz Gelner). Między mężczyznami rodzi się fascynacja, która szybko przeradza się w coś znacznie głębszego, zmuszając Kubę do konfrontacji z własnymi uczuciami i dotychczasowymi wyborami.
Zobacz recenzje filmu „Płynące wieżowce" na YouTube
Ta z pozoru prosta historia, opowiedziana przez reżysera i scenarzystę Tomasza Wasilewskiego, w momencie swojej premiery 22 listopada 2013 roku była w polskim kinie wydarzeniem bezprecedensowym. Film, który w materiałach promocyjnych i mediach zyskał miano „pierwszego polskiego filmu gejowskiego”, miał swoją światową premierę na prestiżowym festiwalu Tribeca w Nowym Jorku. Znalezienie aktorów gotowych na tak odważne i emocjonalnie wymagające role nie było łatwe. Wasilewski wspominał o szeroko zakrojonym castingu i wielomiesięcznych próbach, które miały pomóc obsadzie przełamać bariery w scenach intymnych.
Wasilewski świadomie zamknął swoich bohaterów w opresyjnej przestrzeni Warszawy, kręcąc sceny w ciasnych, klaustrofobicznych korytarzach, na betonowej plaży przy Moście Poniatowskiego czy na stacji metra Plac Wilsona. Jak sam tłumaczył w wywiadach, ten architektoniczny chłód miał kontrastować z pozorną wolnością, jaką dawał otwarty basen. Ta wizualna metafora presji społecznej, symbolizowana przez betonowe konstrukcje i mosty, została doceniona przez zagraniczną krytykę, która w recenzjach, jak ta w serwisie ScreenAnarchy, chwaliła pracę z dźwiękiem i architektonicznymi detalami.
Zanim Płynące wieżowce trafiły do polskich kin, zdążyły już zdobyć międzynarodowe uznanie, wygrywając główną nagrodę w konkursie „East of the West” na festiwalu w Karlowych Warach. W Polsce film otrzymał Nagrodę Publiczności na festiwalu Nowe Horyzonty oraz Nagrodę Jury Młodzieżowego w Gdyni. Mimo to odbiór wśród krajowej widowni był mieszany, o czym świadczy średnia ocen na portalu Filmweb oscylująca w granicach 5.7/10. Za granicą krytycy byli bardziej przychylni – na Rotten Tomatoes film ma 64% pozytywnych recenzji, choć zdarzały się też głosy sceptyczne, jak ten w London Evening Standard, zarzucający filmowi, że „długo mówi niewiele”.
Niezależnie od recenzji, Płynące wieżowce zapisały się w historii jako film, który przełamał tabu i wprowadził do głównego nurtu polskiego kina nieheteronormatywną relację jako centralny temat, a nie komediowy przerywnik. Sam Wasilewski podkreślał, że chciał nakręcić uniwersalną „opowieść o ludziach zakochanych, nie o gejach zakochanych”. Co ciekawe, pierwotnie planował opowiedzieć o relacji dwóch kobiet, ale zmienił zdanie, uznając, że w Polsce poziom tolerancji wobec par lesbijskich i gejowskich jest zupełnie inny. Jednocześnie film wpisuje się w dyskusję na temat powielania przez kino LGBT schematu tragicznego romansu, który kończy się w atmosferze społecznej opresji.
FILM | dramat Tár USA, 2022
Jednakże, to nie scenariusz, tylko reżyseria, jest największą porażką tego filmu!!! I żeby, nie wdawać się w szczegółową analizę, przywołam jeden, za to, bardzo jaskrawy przykład - otóż, w połowie filmu, widzimy głównego bohatera, jak stoi na korytarzu jakiegoś eleganckiego budynku, a że słychać rozsuwające się automatyczne drzwi od windy, więc pewnie, jest to jakiś biurowiec - w pierwszym ujęciu, widzimy, jak główny bohater chowa się za jakimś filarem stojącym na tym korytarzu i nie chce, aby ktoś go zza tego filara widział, natomiast, w drugim ujęciu - ni z tego, ni z owego, widzimy drugiego bohatera filmu ale, o dziwo, stojącego na balkonie jakiegoś nowoczesnego budynku - chyba hotelu, a w trzeciej scenie, znów widzimy głównego bohatera, który nadal chowa się za tym samym filarem, zza którego nadal zerka i... i dopiero wtedy - po trzecim ujęciu, zaczyna dochodzi do nas, logiczne wytłumaczenie tej sceny - to nie jest żaden biurowiec, ani hotel, tylko nowoczesny blok mieszkalny, a główny bohater, nie chowa się za jakimś filarem tylko, za ścianą, w której jest okno, przez które dyskretnie podgląda tego drugiego chłopaka, stojącego na balkonie! A błąd polega na tym, że już po pierwszym ujęciu powinno być jasne jak słońce, że główny bohater jest w budynku mieszkalnym i zerka przez okno, a w drugim ujęciu, powinno być widoczne, że patrzy przez szybę, lub otwarte okno i na kogo patrzy. Dlatego, opisana powyżej sekwencja trzech fatalnych ujęć, które dopiero za trzecim, pozwalają się domyśli o co w całej sekwencji chodzi to, kardynalny błąd reżysera!!! Bo filmy fabularne, to nie są jakieś łamigłówki, które trzeba - scena, po scenie, rozszyfrowywać, co reżyser miał na myśli, tylko, zwarte, logiczne i jasno opowiedziane historie, które ma zrozumieć każdy, przeciętnie rozgarnięty widz!!! Dlatego, patrząc na opisany powyżej, żenujący błąd reżysera, aż trudno uwierzyć, że facet, który wyreżyserował ten film, kiedykolwiek chodził do szkoły filmowej!!!
Ale, żeby było śmieszniej - wytknięte powyżej scenarzyście i reżyserowi, to tylko część błędów popełnionych przy produkcji tego filmu i dla przykładu, należy jeszcze wytknąć dźwiękowcom, że ten film ma fatalną ścieżkę dźwiękową (!) i w kilku miejscach, w ogóle, nie wiadomo co, aktorzy do siebie mówią, ponieważ, jedyne co można usłyszeć to, jak seplenią!!!
Natomiast, jedyna, pozytywna strona tego filmu to, jak mówiłem na wstępie - wspaniała gra aktorów!!! Bardzo dobra i przekonywująca - szczególnie chłopaków (!) i dlatego, jestem pewien, że gdyby, z tą obsadą, ten sam film, został wyreżyserowany wg dobrego scenariusza, przez dobrego reżysera to, byłby prawdziwą perłą kinematografii!!! Niestety, wziął się za niego, podrzędny reżyser, który, na domiar, napisał słabiutki scenariusz i wyszła mu z tego produkcja, którą, pomimo świetnej gry aktorskiej, za kilka lat, wszyscy zapomnimy. Dlatego, zważywszy wszystkie minusy i jedyny plus w postaci gry aktorskiej, jedyny powód, aby obejrzeć ten film, który mogę z czystym sumieniem podać to, fakt, że "Płynące wieżowce" są uważane za pierwszy polski "romans gejowski" i dlatego "wypada" go, zobaczyć.
Nie masz czego żałować, bo film jest beznadziejny ! ;D .