„Wybitnie przyjęty film Céline Sciammy, doceniony zarówno przez krytyków, jak i widzów, dziś uznawany za klasykę kina queerowego."
„Wybitnie przyjęty film Céline Sciammy, doceniony zarówno przez krytyków, jak i widzów, dziś uznawany za klasykę kina queerowego."
Dziesięcioletnia Laure przeprowadza się z rodziną na nowe osiedle i przedstawia tamtejszym dzieciom jako Mikaël — z tego drobnego gestu Céline Sciamma buduje subtelną opowieść o dziecięcym lecie, pierwszym zauroczeniu i płynności tożsamości płciowej.
Lato, nowe osiedle pod Paryżem, dziesięcioletnia Laure rozpakowuje pudła w mieszkaniu, do którego właśnie wprowadziła się z rodzicami i młodszą siostrą. Kiedy poznaje sąsiedzkie dzieci, na pytanie o imię odpowiada: Mikaël. Z tego drobnego gestu wyrasta cała opowieść — o wakacjach spędzonych w nowej skórze, o pierwszej fascynacji koleżanką Lisą, o tym, jak dziecko buduje siebie między tym, co czuje, a tym, co inni widzą. Céline Sciamma prowadzi tę historię cicho, bez melodramatyzmu, obserwując dziecięce ciało, gesty i język, jakby były materią równie kruchą co pierwsze lato bez nadzoru dorosłych.
Zobacz recenzję filmu „Chłopczyca" na YouTube
Film powstał błyskawicznie: scenariusz Sciamma napisała w jakieś trzy tygodnie, tyle samo zajął casting, a zdjęcia zamknęły się w dwudziestu dniach. Ta szybkość słychać w obrazie — Chłopczyca ma w sobie świeżość, której nie da się odtworzyć w długiej, wymęczonej produkcji. Dużo zawdzięcza dzieciom: Zoé Héran w roli Laure/Mikaëla gra niemal bez słów, mimiką i postawą ciała, a mała Malonn Lévana jako siostra Jeanne kradnie sceny z czułością, której nie sposób wyreżyserować. Ciekawostka, która zmienia perspektywę: film powstał na zamówienie francuskiego Ministerstwa Zdrowia i Sportu, w ramach projektu Five films against homophobia. Edukacyjny rodowód wcale go nie usztywnił — wręcz przeciwnie.
Krytyka przyjęła Chłopczycę znakomicie, wskazując na precyzję, z jaką Sciamma operuje detalem i ciszą. Najważniejszym wyróżnieniem okazała się Teddy Award na 61. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie — jedna z najbardziej prestiżowych nagród queerowych w światowym kinie, która wpisała ten skromny, 88-minutowy obraz do kanonu. Dla samej reżyserki film był krokiem między debiutanckimi Lilijkami wodnymi a późniejszym Portretem kobiety w ogniu; to tutaj wykrystalizował się jej styl — uważna obserwacja dziewczyńskiej i kobiecej cielesności, niespieszny rytm, zaufanie do spojrzenia zamiast dialogu.
Dla widowni LGBT Chłopczyca okazała się filmem, w którym można się przejrzeć na wiele sposobów. Sciamma świadomie zostawiła bohaterkę otwartą na interpretacje — i transpłciowi widzowie odczytują ją jako opowieść o wczesnej, niewerbalizowanej jeszcze dysforii, lesbijki widzą w niej historię o pierwszym zauroczeniu i sztywności ról płciowych, a wiele osób po prostu rozpoznaje własne dziecięce eksperymenty z byciem kimś innym. Film nie nazywa, nie przykleja etykiet, nie próbuje też niczego rozstrzygać za bohaterkę. Pokazuje za to bardzo precyzyjnie, jak działa społeczny mechanizm przypisywania płci — przez ubranie, fryzurę, sposób gry w piłkę, przez to, kto z kim idzie się kąpać.
Najmocniejsze w Chłopczycy jest to, że Sciamma nie robi z tego tematu problemu do rozwiązania. Robi z niego lato. Krótkie, gorące, pełne pierwszych pocałunków i lęku, że ktoś się dowie. Piętnaście lat po premierze film wciąż pokazywany jest na festiwalach LGBT+ — także w Polsce, między innymi w ramach LGBT+ Film Festival — i wciąż działa, bo opowiada o czymś, czego kino długo nie umiało zobaczyć: o dziecku, które samo siebie dopiero odkrywa.
FILM | dramat Tár USA, 2022
i polecam ten film bardziej niż bardzo.