„Kameralna, niskobudżetowa opowieść o relacjach dwóch mężczyzn na pustkowiu. Film praktycznie nieobecny w obiegu krytycznym i marginalnie oceniany."
„Kameralna, niskobudżetowa opowieść o relacjach dwóch mężczyzn na pustkowiu. Film praktycznie nieobecny w obiegu krytycznym i marginalnie oceniany."
Sun Kissed to niezależny queerowy dramat psychologiczny z elementami romansu i thrillera, w którym młody pisarz wikła się w namiętny związek z tajemniczym opiekunem domu na kalifornijskiej pustyni. Kameralna, klaustrofobiczna opowieść o pożądaniu, traumie i granicach między rzeczywistością a fikcją.
Teddy, młody, początkujący pisarz, wyrusza do odizolowanego domu na kalifornijskiej pustyni należącego do jego literackiego agenta Crispina, by w samotności dokończyć swoją pierwszą powieść. Na miejscu poznaje Leona — przystojnego, swobodnego opiekuna posiadłości, który wprowadza go w rytm pustynnego życia. Fascynacja szybko przeradza się w uwiedzenie, a potem w namiętny romans rozkwitający w klaustrofobicznej scenerii pustkowia.
Z czasem jednak sielanka zaczyna pękać. Leo nosi w sobie mroczne sekrety — wspomnienia żony Cheryl, bolesny konflikt z matką, która nie pogodziła się z jego coming outem, i halucynacje, które przenikają do codzienności kochanków. Pisana przez Teddy'ego powieść zaczyna niepokojąco splatać się z biografią Leona, a granica między pamięcią, pragnieniem a fikcją staje się coraz bardziej krucha. Sun Kissed w reżyserii Patricka McGuinna prowadzi bohaterów w głąb pustyni — i w głąb nich samych.
Film, jak kastor zauważył, porywający nie jest, więcej jest nieudany. Reżyser postawił na mnóstwo niedopowiedzeń, nieco psychodeliczną atmosferę i wykorzystując dodatkowo motyw a'la "Memento", czyli film jest poprzecinany i fabuła niesamowicie się rozjeżdża. "Sun Kissed" Skojarzył mi się z filmem "Memento", ale niestety do pięt mu nie dorasta, halucynacje jednego z głównych bohaterów mało wnoszą do akcji, raczej mylą i dezorientują, aniżeli ustawiają fabułę. Jest także sporo scen erotycznych, które czasami kiepsko się bronią i równie dobrze, mogłoby ich nie być. Warto wspomnieć o strasznej muzyce, która była denerwująca i czasami nasuwała skojarzenia ze ścieżką dźwiękową do pornoli, jak na 2006 rok mogli się bardziej postarać.
Dlaczego zatem lubię ten film i warto go obejrzeć... Dwie piękne sceny erotyczne, zbudowane naprawdę ciekawie i wpasowujące się w całość (oczywiście wymiata scena w samochodzie, jest genialna), poza tym pierwszy film branżowy całkiem odmiennie i ciekawie zrealizowany, mimo wielu niedociągnięć całkiem dobrze przedstawiony jest dylemat Leo, i w tym wypadku jest to też w miarę ciekawa kreacja aktorska, bo na resztę szkoda czasu :P
Podsumowując, można zobaczyć, ale bez fajerwerków.