„Niskobudżetowy debiut festiwalowy z ciepłym przyjęciem queerowej publiczności, ale mieszanymi recenzjami krytyków."
„Niskobudżetowy debiut festiwalowy z ciepłym przyjęciem queerowej publiczności, ale mieszanymi recenzjami krytyków."
Watercolors to amerykański dramat obyczajowy o pierwszej miłości gejowskiej, który śledzi nieśmiałego artystę i szkolnego pływaka próbujących odnaleźć się w homofobicznym środowisku licealnym — i wspomnienie tej relacji, które nie daje spokoju nawet po latach.
Akcja Watercolors rozgrywa się w amerykańskim liceum, gdzie spotykają się dwaj bardzo różni chłopcy. Danny Wheeler (Tye Olson) to nieśmiały, introwertyczny nastolatek ukrywający swoją orientację seksualną, który całą wrażliwość przelewa na akwarele. Carter Melman (Kyle Clare) jest szkolną gwiazdą basenu — przystojny, popularny, lecz skrywający poważne problemy: uzależnienie od narkotyków, epilepsję i dorastanie u boku ojca alkoholika. Kiedy chłopcy zaczynają spędzać razem czas, między nimi rodzi się coś więcej niż przyjaźń — uczucie, które w środowisku pełnym homofobii i szkolnych prześladowań nie ma łatwego miejsca.
Fabuła opowiedziana jest z perspektywy dorosłego Danny'ego — uznanego już artysty — który mimo upływu lat nie potrafi uwolnić się od wspomnień pierwszej miłości. Ta niemożność zapomnienia rzuca cień na jego obecny związek i każe mu wracać myślami do tamtej intensywnej, bolesnej relacji. Przy boku Danny'ego stają trzy ważne kobiety: wspierająca nauczycielka sztuki (Karen Black), niepełnosprawna przyjaciółka Andy (Ellie Araiza) oraz matka. Na basenie zaś czuwa trener, w którego rolę wcielił się Greg Louganis.
Ale jak dla mnie, czegoś w nim mi brakowało.
Bardzo podoba mi się zakończenie.
Ciekawe przesłanie.
Jestem neutralny.
Z pewną dozą polecenia.