„Poruszający dramat biograficzny oparty na prawdziwej tragedii, doceniony przez szeroką widownię za autentyczność i wybitną rolę Weaver, choć melodramatyczna narracja typowa dla produkcji telewizyjnych nieco obniża artystyczny poziom."
„Poruszający dramat biograficzny oparty na prawdziwej tragedii, doceniony przez szeroką widownię za autentyczność i wybitną rolę Weaver, choć melodramatyczna narracja typowa dla produkcji telewizyjnych nieco obniża artystyczny poziom."
Oparty na autentycznych wydarzeniach dramat telewizyjny Russella Mulcahy'ego o nastoletnim geju z konserwatywnej ewangelickiej rodziny, który nie wytrzymuje presji religijnej i homofobii własnej matki — oraz o tym, co dzieje się z matką po jego śmierci.
Modlitwy za Bobby'ego to film oparty na autentycznej historii, która wydarzyła się w Walnut Creek w Kalifornii na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Bobby Griffith dorastał w głęboko ewangelickiej rodzinie, gdzie wiara wyznaczała granice tego, co dopuszczalne — a jego orientacja seksualna te granice przekraczała. Matka, Mary, przekonana, że miłość do syna oznacza walkę z jego "grzechem", sięga po modlitwę, religijną presję i terapię konwersyjną. Bobby próbuje żyć — szuka swojego miejsca, nawiązuje relacje, odwiedza społeczność LGBT w Portland. Ale ciężar, który nosi, jest za duży. Jego śmierć staje się punktem zwrotnym nie tylko dla rodziny, ale i dla samej Mary, która musi zmierzyć się z pytaniem, co tak naprawdę zrobiła w imię miłości.
Zobacz recenzje filmu „Modlitwy za Bobby'ego" na YouTube
Film powstał dla amerykańskiej sieci Lifetime i trafił na antenę 24 stycznia 2009 roku, przyciągając ponad sześć milionów widzów w ciągu zaledwie dwóch dni. Reżyserowała Russell Mulcahy, znany przede wszystkim z Highlander — i choć to produkcja telewizyjna z budżetem około 2,5 miliona dolarów, Mulcahy nadał jej wyraźny rytm montażowy, świadomie kontrastując duszną atmosferę religijnego domu z kolorowymi, oddychającymi scenami gejowskiej społeczności. Scenariusz napisała Katie Ford na podstawie książki Leroya F. Aaronsa z 1995 roku, opartej na dzienniku Bobby'ego i wywiadach z rodziną. W główne role wcielili się Sigourney Weaver jako Mary oraz Ryan Kelley jako Bobby — ten drugi miał wtedy dwadzieścia trzy lata i zagrał postać, która zginęła w wieku dwudziestu.
Weaver przygotowywała się do roli, spotykając się z prawdziwą Mary Griffith jeszcze przed jej śmiercią w 2007 roku — i to czuć w każdej scenie. Jej kreacja przyniosła jej nominację do Emmy w kategorii Outstanding Lead Actress in a Miniseries or Movie, a sam film otrzymał nominację za Outstanding Made for Television Movie. Do tego doszła nominacja do GLAAD Media Award za pozytywny wizerunek społeczności LGBT. Na FilmAffinity film utrzymuje ocenę 6,8/10, na Letterboxd oscyluje wokół czterech gwiazdek — szczególnie wysoko ceniony właśnie przez widzów queerowych. Polskie recenzje na Filmweb.pl chwalą tematykę, choć część widzów wytyka telewizyjną estetykę.
Dla społeczności LGBT Modlitwy za Bobby'ego to coś więcej niż dramat biograficzny. Film bezpośrednio uderza w terapię konwersyjną — pokazuje ją jako szkodliwą i nieskuteczną, bez żadnych niedomówień. Krytykuje religijną homofobię z wnętrza chrześcijańskiej tradycji, nie z zewnątrz, co nadaje mu szczególną siłę perswazji. Kluczowe jest zdanie, które Mary wypowiada po przemianie: Bóg nie uleczył Bobby'ego, bo Bobby nigdy nie był chory. Ta transformacja — od odrzucenia do aktywizmu, od fundamentalizmu do PFLAG i Metropolitan Community Church — stała się wzorcem opowieści o sojusznikach. W Polsce film był przywoływany przez Kampanię Przeciw Homofobii i cytowany przy okazji Parad Równości. Na queer.pl określono go mianem ikony coming-out stories. Biorąc pod uwagę, że presja religijna statystycznie kilkukrotnie zwiększa ryzyko samobójstwa wśród młodych osób LGBTQ+, ta historia — rozegrana czterdzieści lat temu — nie traci na aktualności ani na chwilę.
O prawdziwej historii.
Na tym filmie puściły mi emocje i to bardzo.
Nie mogłem się pozbierać jeszcze wiele dni po nim.
Jest to film, po którym jeszcze długo się o nim myśli.
Nie które sytuacyjnie, były troszkę dla mnie sztucznie stworzone. Tak to odebrałem.
Ale film polecam, choć trzeba wiedzieć że potem już nie będzie się tym samym człowiekiem.
=)