„Ciepły romans o surferze odkrywającym miłość do mężczyzny — krytycy wzruszają ramionami, ale widzowie pokochali go całym sercem."
„Ciepły romans o surferze odkrywającym miłość do mężczyzny — krytycy wzruszają ramionami, ale widzowie pokochali go całym sercem."
Apple TV Store
Apple TV Store Shelter to kameralne, niezależne kino romantyczne o młodym mężczyźnie, który między obowiązkami wobec rodziny a nieoczekiwanym uczuciem do innego mężczyzny staje przed wyborem: cudze oczekiwania czy własne życie.
Zach (Trevor Wright) to młody artysta z robotniczego San Pedro w Kalifornii, który porzucił marzenia o studiach w prestiżowej szkole artystycznej CalArts, by utrzymać rodzinę. Na co dzień pracuje jako kucharz, opiekuje się chorą siostrą Jeanne (Tina Holmes), jej pięcioletnim synem Cody'm (Jackson Wurth) i niepełnosprawnym ojcem. Wolne chwile spędza na desce surfingowej i spotyka się z dziewczyną Tori (Katie Walder). Życie toczy się utartym torem — aż do powrotu Shauna (Brad Rowe), starszego brata jego najlepszego przyjaciela Gabe'a (Ross Thomas).
Zobacz recenzje filmu „Shelter" na YouTube
Shaun, pisarz z Los Angeles, dostrzega w Zachu talent i namawia go, by nie rezygnował z własnych ambicji. Między mężczyznami szybko rodzi się bliska więź, która niespodziewanie przeradza się w coś głębszego. Zach, dotąd przekonany o swojej heteroseksualności, zaczyna kwestionować to, co dotąd uważał za pewnik. Odkrywaniu uczuć towarzyszą napięcia w rodzinie — Jeanne reaguje na całą sytuację z wyraźną wrogością — a Zach musi zmierzyć się z pytaniem, czego tak naprawdę chce od życia.
FILM | dramat Tár USA, 2022
Homoseksualiści takiej tradycji nie odziedziczyli. Bo niby skąd? Zepchnięci do upokarzającego podziemia mogli tylko replikować w swych fantazjach obserwowane z zewnątrz kulturowe relacji ludzi hetero, usiłując znaleźć w nich miejsce dla siebie. Chociażby tylko symboliczne. Czyli np. moja (znaczy Xa) miłość do ciebie (znaczy Ygreka) w swym tragizmie jest w pełni kompatybilna z fabułą o np. Romeu i Julii. Jeśli jednak wybitnie kulturotwórcza idea miłości niemożliwej różnopłciowych kochanków święciła triumfy w literaturze od wieków, choć tuż obok realizować się mogły podobne stadła bez żadnych tabu, to ludzie homo nie mieli żadnego wyjścia życiowego ani ujścia kulturowego - wgnieceni w grunt, a właściwie podeń, niewidoczni dla innych, a nawet dla samych siebie.
Cóż się dziwić, że jeśli po wiekach zaprzeczania swoim najpodstawowszym aspiracjom pojawiła się im możliwość zaistnienia w ogólniejszej kulturze, to najchętniej przyjmowanym gatunkiem stała się fabuła z happy endem. Tu jako remedium na dotychczasowe krzywdy i upośledzenia. Czyli - skoro już mogę mówić o sobie własnym głosem, nie potrzebując rozbudowanych alegorii od oficjalnej kultury, która i tak mię gnębiła - to wolę piękną bajeczkę. Tak jak w tamtej kulturze. A więc - "a potem żyli długo i szczęśliwie". Na rewizję kulturowych oczekiwań o bardziej skomplikowanej strukturze, a zwłaszcza jej ogólną recepcję trzeba będzie poczekać. Aż my ludzie LGBT poczujemy się równoprawni innym.
i mój też :-)