„Jeden z ostatnich filmów Jarmana przed śmiercią zebrał pozytywne recenzje krytyków i wierną publiczność queerowego kina artystycznego, choć pozostaje niszowy."
„Jeden z ostatnich filmów Jarmana przed śmiercią zebrał pozytywne recenzje krytyków i wierną publiczność queerowego kina artystycznego, choć pozostaje niszowy."
Eksperymentalny film Dereka Jarmana to portret Ludwiga Wittgensteina — austriackiego filozofa, który wyrzekł się fortuny, szukał sensu w języku i ukrywał homoseksualizm — opowiedziany jako seria teatralnych szkiców na czarnym tle, z humorem i bez taryfy ulgowej.
Derek Jarman wiedział, że umiera, kiedy kręcił Wittgenstein. Choroba postępowała, budżet był śmiesznie mały, a materiał wyjściowy — życie i filozofia jednego z najtrudniejszych myślicieli XX wieku — mógłby przestraszyć niejednego reżysera. Jarman podszedł do tego z typową dla siebie przekorą: zamiast uczonego biopic, zrobił coś na kształt filozoficznego kabaretu. Akcja rozgrywa się na czarnym tle, bez dekoracji, z minimalną liczbą rekwizytów — jak na scenie teatralnej, gdzie liczy się tylko słowo i ciało aktora. Widzimy Ludwiga Wittgensteina od dzieciństwa w bogatej wiedeńskiej rodzinie, przez studia w Cambridge u boku Bertranda Russella i Johna Maynarda Keynesa, po lata nauczycielskie w wiejskiej szkole i ostatnie chwile życia. Filozofa w dorosłości gra Karl Johnson, a jego młodszą wersję — Clancy Chassay. W rolach drugoplanowych pojawiają się Michael Gough jako Russell i Tilda Swinton jako ekscentryczna arystokratka Lady Ottoline Morrell.
Zobacz recenzję filmu „Wittgenstein" na YouTube
Film powstał jako koprodukcja brytyjsko-japońska, wyprodukowana przez BFI z Tariqiem Ali na czele — pierwotnie z myślą o edukacyjnej telewizji. Oryginalny scenariusz napisał filozof i krytyk literacki Terry Eagleton, ale Jarman mocno go przerobił, przenosząc ciężar z intelektualnego wywodu na teatralną formę i czarny humor. Eagleton nie był zachwycony — zarzucał gotowej wersji zbyt angielskie skupienie na charakterze bohatera kosztem jego filozofii. Zdjęcia zrealizował Murray Batchelor, a całość trwa około 72 minut. Premiera odbyła się na Berlinale 1993, gdzie film zdobył Teddy Award dla najlepszego pełnometrażowego filmu queer — jedno z niewielu wyróżnień, jakie zebrał, ale za to znaczące.
Krytycy przyjęli Wittgenstein z mieszanymi uczuciami. Time Out pisał o "traktacie zamienionym w ucztę", BFI chwalił "suchy, chudy styl" Jarmana, ale recenzentki i recenzenci często wskazywali na powierzchowność filozoficznych wątków — film zakłada pewną znajomość tematu i nie tłumaczy się ze swoich wyborów. W 2024 roku Senses of Cinema opisało go jako "bizarre wyzwanie: komedia o filozofie". Widzowie cenią przede wszystkim queer perspektywę i wizualną odwagę, choć narzekają na brak tradycyjnej narracji. Przy tak niskim budżecie i eksperymentalnej formie trudno jednak oczekiwać czegoś innego — i chyba właśnie o to chodziło.
Wittgenstein to jeden z ostatnich filmów Jarmana — reżyser zmarł na AIDS w 1994 roku. Trudno nie czytać tego dzieła przez pryzmat jego własnej biografii: homoseksualista żyjący w epoce epidemii, artysta walczący z instytucjami i własnymi demonami. Jarman podkreśla, że homoseksualizm Wittgensteina był dla niego źródłem zarówno twórczego napięcia, jak i cierpienia — sceny z kochankami, wewnętrzne konflikty, finałowy obraz filozofa zamkniętego w klatce. To nie jest film o ideach w próżni, lecz o człowieku, który całe życie próbował być "przyzwoity" — i płacił za to wysoką cenę. Dla widzek i widzów zainteresowanych queer kinem Wittgenstein pozostaje jedną z bardziej osobistych i bezkompromisowych prac Jarmana, dostępną m.in. na platformie BFI Player.
i wiele wiele innych o tematyce gay i nie tylko
zapraszamy
[img]http://www.zbroiowisko.pl/images/img/LOGO_REK.jpg[/img]