Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Queeroteka
Filmy i seriale Ludzie Książki Patronaty Queer.pl Quizy
Strona główna
/
Queeroteka
/
Filmy
/
Gerry
Filmy i seriale LGBT
Gerry, Argentyna, Szwajcaria, USA (2002)
Argentyna, Szwajcaria, USA • 2002

Gerry


Ocena
Humor
Głębia
Akcja
Napięcie
Erotyka
Wzruszenie
„Radykalny eksperyment Gusa Van Santa, który zachwyca hipnotyczną formą i zdjęciami, ale przez brak akcji mocno dzieli widownię."
Plakat filmu Gerry (2002)
Oryginalny tytuł Gerry

Reżyseria Gus Van Sant

Występują Casey Affleck, Matt Damon
Argentyna, Szwajcaria, USA • 2002

Gerry


Ocena
Humor
Głębia
Akcja
Napięcie
Erotyka
Wzruszenie
„Radykalny eksperyment Gusa Van Santa, który zachwyca hipnotyczną formą i zdjęciami, ale przez brak akcji mocno dzieli widownię."
Twoja opinia:
🔥 Dobry 14 👎 Słaby 8 🍿 Chcę zobaczyć

Gerry to ascetyczny dramat survivalowy Gusa Van Santa o dwóch przyjaciołach zagubionych na pustyni, których walka o przeżycie powoli odsłania kruchość ich relacji i samych siebie.

Gerry to minimalistyczny dramat, w którym dwaj przyjaciele — obaj noszący imię Gerry — wyruszają na wędrówkę po amerykańskiej pustyni. W rolach głównych występują Matt Damon i Casey Affleck. Bohaterowie celowo zbaczają ze szlaku, by uniknąć innych turystów, i ruszają w kierunku bliżej nieokreślonego celu, który sami nazywają po prostu „the thing". Szybko jednak okazuje się, że zgubili się w bezkresnym, pozbawionym wody i jedzenia terenie.

Zobacz recenzje filmu „Gerry" na YouTube

Dni błądzenia po pustyni wystawiają ich relację na próbę. To, co zaczyna się od żartów i swobadnej rozmowy, stopniowo przeradza się we wzajemną wrogość i narastające napięcie. Obaj Gerry próbują odnaleźć drogę powrotną — śledzą zwierzęta, próbują cofnąć się własnym śladem, rozważają rozdzielenie się — lecz bezlitosny krajobraz zdaje się nie mieć końca. Film Van Santa opowiada tę historię niemal bez dialogów, za pomocą długich, nieciętych ujęć pustyni, która staje się tu równoprawną bohaterką.

Podziel się (0) Tweetnij Skomentuj (8)

Zwiastun



Oceń film
Podoba mi się (14)
teru2 mimochodem raindrops_on_roses parabuch music-boy pannatu darkbluealmostblack g1986g wnn tellmeyouloveme
Nie podoba mi się (8)
sokodev johnny81 bernstein_prinz wowow23 asq kastor devon82 bigmac3986
Komentarze (8)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
johnny81
20.02.2011 13:44 johnny81 (45) BP
Prawie na nim zasnąłem! Może dlatego, że puszczali go grubo po północy? ;P
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
08.04.2006 2:03 mikolaj
Niesamowity film.Wielu oskarza go o brak przeslania.Po pierwsze nie ma na swiecie filmu ani dziela z innej dziedziny kulury ktory nie mialby przeslania(chyba ze ktos chorobliwie jak na lekcji polskiego musi je sformulowac w jednym zfaniu),po drugie przeslanie w gerrym jest szczegolnie intensywne i jakos organicznie odzczuwalne .No i switna muzyka Arvo Parta!
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
22.04.2005 14:52 lilavati
niezaleznie od domniemanych relacji łączących głównych bohaterow film jest rzeczywiście niezbyt ciekawy. brak rozbudowanej akcji daje pole do popisu dla wszystkich którzy szukaja drugiego dna nawet w garnku,tymczasem van santowi nie udało sie za pomoca oszczędnych srodkow osiagnac tej magii co np w prostej historii(podaje z braku lepszych przykladow).podsumowujac-bez zachwytu,jden z nieiwlu filmów na ktorych zasnelam w kinie
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
24.03.2005 21:27 Roger Karmanik
Nie wiem czym kierujecie się w odsądzaniu
"gerry'ego" od gejostwa. Czym dla was jest owo podłoże lub jego brak. Mam nadzieje że nie jest równoznaczny z brakiem scen erotycznych
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
30.04.2003 12:13 Olivia
Przyznam szczerze że jestem zdziwona waszą recenzją. Oglądałam ten film i przyznam że nieodniosłam wrażenia ażeby miał podłoże homoseksualne, bynajmniej osoby które widziały go razem ze mną mają podobne zdanie. Film ten jest jesdank tak wszechstronie odbierany i może być w interpretowany na wielorakich płaszczyznach.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.04.2003 16:01 ...
Kolejne obok "Nieodwracalnego" Wielkie Nic. Pseudoeksperymentalne dziełko w dodatku zupełnie nieszczere, skierowane dla wszelkiej maści Nadinterpretatorów, wielbiących się w doszukiwaniu Wielkich Treści w Wielkim Niczym. Plus świetne zdjęcia, które jednak nie rekompensują ilości powietrza utraconego na ziewaniu.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
26.04.2003 14:46 bartoromeo
Cóż, prosty chłopak ze mnie i ta właśnie przypadłość implikuje zapewne moje zamiłowanie do prostych filmów. Kontynuując taki tok myślenia powinienem zachłysnąć się „Gerrym”, bo film to prosty i nieefekciarski. Czy aby na pewno? Bardzo ciekawy, spójny i logiczny jest wywód Querella powyżej. Tyle, że „Gerry” od początku do końca przesycony jest symbolami o nieograniczonej pojemności, co pozwala szafować rozmaitymi interpretacjami, egzystencjalnymi metaforami itp., z których każda ma silną rację bytu. Innymi słowy: „Gerry” jest filmem wprost idealnym aby puścić wodze mechanizmu projekcji i zobaczyć, co tylko się zechce znajdując żelazne argumenty na poparcie własnej interpretacji np. w takim a nie innym spojrzeniu bohaterów ukazanym w takim a nie innym momencie filmu czy też w takim a nie innym ukształtowaniu krajobrazu. Jest to sytuacja paranoidalna z lekka, ponieważ całkowicie sprzeczne interpretacje mogą okazać się równie mocno uzasadnione. Ale najbardziej drażni to, iż równie przekonywujący wydaje się być brak jakiegokolwiek przesłania. I świetnie rozumiem tych, którzy w „Gerrym” dostrzegą jedynie pretensjonalny pseudoartystyczny kaprys zblazowanego reżysera. Na „Gerrym” podobnie jak na „Niżyńskim” Paula Coxa miałem chwilami wrażenie uczestniczenia w eksperymencie reżysera-kpiarza, który postanawia udowodnić, że ludzie potrafią doszukać się wyżyn artyzmu w tworze ledwie imitującym artyzm. Poza tym podobnie jak „Niżyński” czy znajdujący się na przeciwległym biegunie estetycznym „Nieodwracalne” Gaspara Noe tak i „Gerry” wpisuje się w bardzo niepokojący ostatnio nurt filmów służących widzom do zachwycania się własną wrażliwością, co skwituję najprościej jak tylko potrafię: a fe!!! Pomimo tych wszystkich zarzutów ciężkiego kalibru film stanowi spójną całość i odczytałem go na swój sposób.... tyle że absolutnie nie potrafię mu zaufać, co sprawia, że im więcej o nim myślę, tym gorzej go oceniam.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
25.04.2003 18:21 Querelle
Czuję wielką ulgę po obejrzeniu najnowszego obrazu amerykańskiego reżysera, Gus Van Santa, który, przypomnę, wyrósł z nurtu niezależnego kina gejowskiego ("Mala Noche"), twórcy m.in. późniejszego wspaniałego obrazu "Moje własne Idaho" (patrz filmoteka IS). Wspomniana ulga jest tu w pełni usprawiedliwiona: ostatnie dzieła, które wyszły spod jego ręki ("Szukając siebie", "Psychol", "Za wszelką cenę" czy też głośny "Buntownik z wyboru" z Matt Damonem w roli głównej) nie wróżyły na przyszłość nic dobrego. Co więcej, dobitnie świadczyły, iż reżyser na dobre porzucił swe filmowe korzenie cechujące się przede wszystkim oryginalnością formalną i przejął na trwałe hollywodzkie patenty na "robienie filmów". Na szczęście nic z tego! Po flircie z masówką, Van Sant serwuje nam chyba swój najbardziej offowy film z wszystkich, które dotarły na ekrany polskich kin. Co cechuje ową offowość? Przede wszystkim rozwiązanie wizualne. Sam reżyser podkreśla, iż chodziło mu o eksperyment formalny. Eksperyment ten z pewnością można zaliczyć do udanych- przepiękne zdjęcia Harrisa Savidesa, niesamowicie długie ujęcia przywołują na myśl filmowe perełki twórców irańskich (zwłaszcza Abbasa Kiarostiamiego).
Ale pytanie nasuwa się jedno: czy naprawdę film ten to tylko eksperyment formalny? Otóż, zdecydowanie nie. Pozornie na ekranie nic się nie dzieje. Oto dwójka przyjaciół przyjeżdża na jakieś pustkowie, porzuca swój pojazd i rusza przed siebie w nieznane. Bez celu, jak mówi jeden z nich: "Pieprzyć cel". Idą, biegną, idą, biegną, idą... Rozmawiają, niejednokrotnie bardzo niezrozumiale. Jedna z tych rozmów wyraźnie zapożyczona z "Blue" Dereka Jarmana wydaje się być pretensjonalnie dobrana do całości. Tylko "wydaje się", gdyż w miarę upływu czasu wszystko, co obserwowaliśmy na ekranie, zostaje usprawiedliwione. Lecz na ten moment trzeba będzie długo poczekać.
Kim są nasi bohaterowie? Proste pytanie, lecz bardzo trudno na nie odpowiedzieć. Powód? Reżyser całkowicie odrzucił zarys psychologiczny postaci, w wyniku czego nie ujawnia żadnych niuansów z ich przeszłości. Dlatego też nie wiemy o nich zupełnie nic. Nie wiemy, kim są, skąd pochodzą, dlaczego zdecydowali się na tak ekstremalną i niezrozumiałą wędrówkę. Co więcej, nie wiemy nawet, jak mają na imię!!! Widz odczuwa wrażenie, że ta niewiedza będzie mu towarzyszyła do końca seansu, śledząc dziwne poczynania filmowego duetu. I tak oto widzimy na przykład ciągnącą się w nieskończoność scenę... próby zejścia ze skały jednej z postaci, próby zdobycia wody, a zwłaszcza absurdalne pomysły na odnalezienie zagubionego szlaku. I w końcu wszystko zaczyna być dla nas jasne- rozwiązanie podsuwa pod koniec filmu (dopiero?) oto taka scena: "Gerry & Gerry" leżą wyczerpani, jeden z nich oznajmia drugiemu "Odchodzę", po czym ten drugi kładzie się na tym pierwszym... Nieco dziwnie przedstawiona scena zbliżenia wyraźnie sugeruje, że pomiędzy nimi istnieje związek o podłożu homoseksualnym. Powie ktoś: banalne. Otóż nie! Aby tego dowieść, musimy zanalizować wszystko od początku. Po pierwsze, czy ma jakiekolwiek znaczenie wybór scenerii? W pierwszej części widzimy tereny nizinne, później górzyste, a w finale teren płaski jak bilardowy stół. Wydaje się, że mamy do czynienia z symbolicznym odniesieniem egzystencji homoseksualnej: "faza pierwsza"- świat stoi przed NAMI otworem, nieznany, a kwintesencja NASZEJ natury niezroumiana. Wszystko wydaje się być niewinne. Stąd wybór w pierwszych ujęciach filmu terenów nizinnych. Lecz niebawem następuje, i to dość szybko, faza druga- faza buntu, poczucie zniewolenia, totalnej samotności, wydaje się, że wszystko wokół się piętrzy. Stąd nagle (pozornie niewytłumaczalnie) nasi bohaterowie przemierzają tereny górzyste. I w końcu faza trzecia- mająca wymiar najbardziej enigmatyczny - pogodzenie się z losem, samoakceptacja. Stąd powrót do terenów nizinnych. Przyjmując taki punkt widzenia, można zadać pytanie, dlaczego wspomniana wyżej scena zbliżenia jest raczej beznamiętna i wygląda dość dziwnie? Cóż, może nasi outsiderzy nie są już zdolni do kochania... co może być następstwem zbyt późnego przejścia z fazy drugiej do trzeciej, zbyt długo trwał głód emocjonalnego spełnienia. I tu sprawa się komplikuje: po co reżyser umieścił w swej "historii" dwóch bohaterów? Aby aspekt homoseksualny swego dzieła nie umknął naszej uwadze? Mało prawdopodobne. Na szczęście można ten zabieg wyjaśnić (w pewnej mierze): bohaterowie opuszczają swój pojazd i wyruszają bez celu (jak już wspominałem), znajdują się w fazie pierwszej, wszystko jest piękne, wspaniałe aż do momentu, gdy zdają sobie sprawę z tego, że zgubili swój szlak i następuje paniczne jego poszukiwanie (faza druga). Zagubienie, poczucie zagrożenia i porzucenia (w apekcie społecznym) rodzi wspomniany bunt i skłonności rzutowania własnych bolączek na innych - stąd dłuuuga scena ze skałą. Niezrozumienie własnej tożsamości znajduje swój wyraz w toczonej rozmowie przy rozpalonym ognisku (scena jakby wycięta z "Mojego własnego Idaho") przypominająca narkotyczne monologi z "Blue" Dereka Jarmana ("Zdobyłem Teby"). Jednak NASZE niedostosowanie do samotności u kresu fazy trzeciej sięga apogeum. Stąd wytłumaczalna jest kulminacyjna scena filmu.
Wielki film Van Santa z pewnością podzieli widzów. Niektórzy homoseksualnego zabarwienia treści przekazu wogóle nie dostrzegą, a sam film pozostanie dla nich tylko i wyłącznie wysmakowanym eksperymentem formalnym z akademickim zacięciem bez żadnego konkretnego tematu. Jednak ci, którzy powinni go odczytać nieco inaczej (MY!), być może potraktują dzieło Amerykanina jako przełomowy film gejowski. Gejowski inaczej. Film, w którym homoseksualizm został starannie zakamuflowany, a istota tego kamuflażu odzwierciedla NAS samych.
cytuj zgłoś 0 0
TAGI FILMÓW
Casey Affleck dramat film film drogi geje Gerry Gus Van Sant homoerotyzm izolacja kino autorskie kino niezależne Matt Damon męska przyjaźń minimalizm napięcie pustynia relacje międzyludzkie stany zjednoczone survival walka o przetrwanie
Użytkownicy polecają
Ból i blask Reż.: Pedro Almodóvar Ból i blask poleca: radek
Pillion Reż.: Harry Lighton Pillion poleca: radek
Supernova Reż.: Harry Macqueen Supernova poleca: arturim
Cassandro Reż.: Roger Ross Williams Cassandro poleca: radek
NYAD Reż.: Elizabeth Chai Vasarhelyi, Jimmy Chin NYAD poleca: Akima_89
Blisko Reż.: Lukas Dhont Blisko poleca: Tommydriver
QuizyWięcej
Pytań: 10
Kto zorganizował pierwszą Paradę Równości? Obraz Zaczynamy od czegoś łatwego... Chyba :) W którym roku ulicami Warszawy przeszła Pierwsza Parada Równości?
2000 2001 2002

Rozwiąż quiz
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na Twitterze Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się