„Radykalny eksperyment Gusa Van Santa, który zachwyca hipnotyczną formą i zdjęciami, ale przez brak akcji mocno dzieli widownię."
„Radykalny eksperyment Gusa Van Santa, który zachwyca hipnotyczną formą i zdjęciami, ale przez brak akcji mocno dzieli widownię."
Gerry to ascetyczny dramat survivalowy Gusa Van Santa o dwóch przyjaciołach zagubionych na pustyni, których walka o przeżycie powoli odsłania kruchość ich relacji i samych siebie.
Gerry to minimalistyczny dramat, w którym dwaj przyjaciele — obaj noszący imię Gerry — wyruszają na wędrówkę po amerykańskiej pustyni. W rolach głównych występują Matt Damon i Casey Affleck. Bohaterowie celowo zbaczają ze szlaku, by uniknąć innych turystów, i ruszają w kierunku bliżej nieokreślonego celu, który sami nazywają po prostu „the thing". Szybko jednak okazuje się, że zgubili się w bezkresnym, pozbawionym wody i jedzenia terenie.
Zobacz recenzje filmu „Gerry" na YouTube
Dni błądzenia po pustyni wystawiają ich relację na próbę. To, co zaczyna się od żartów i swobadnej rozmowy, stopniowo przeradza się we wzajemną wrogość i narastające napięcie. Obaj Gerry próbują odnaleźć drogę powrotną — śledzą zwierzęta, próbują cofnąć się własnym śladem, rozważają rozdzielenie się — lecz bezlitosny krajobraz zdaje się nie mieć końca. Film Van Santa opowiada tę historię niemal bez dialogów, za pomocą długich, nieciętych ujęć pustyni, która staje się tu równoprawną bohaterką.
"gerry'ego" od gejostwa. Czym dla was jest owo podłoże lub jego brak. Mam nadzieje że nie jest równoznaczny z brakiem scen erotycznych
Ale pytanie nasuwa się jedno: czy naprawdę film ten to tylko eksperyment formalny? Otóż, zdecydowanie nie. Pozornie na ekranie nic się nie dzieje. Oto dwójka przyjaciół przyjeżdża na jakieś pustkowie, porzuca swój pojazd i rusza przed siebie w nieznane. Bez celu, jak mówi jeden z nich: "Pieprzyć cel". Idą, biegną, idą, biegną, idą... Rozmawiają, niejednokrotnie bardzo niezrozumiale. Jedna z tych rozmów wyraźnie zapożyczona z "Blue" Dereka Jarmana wydaje się być pretensjonalnie dobrana do całości. Tylko "wydaje się", gdyż w miarę upływu czasu wszystko, co obserwowaliśmy na ekranie, zostaje usprawiedliwione. Lecz na ten moment trzeba będzie długo poczekać.
Kim są nasi bohaterowie? Proste pytanie, lecz bardzo trudno na nie odpowiedzieć. Powód? Reżyser całkowicie odrzucił zarys psychologiczny postaci, w wyniku czego nie ujawnia żadnych niuansów z ich przeszłości. Dlatego też nie wiemy o nich zupełnie nic. Nie wiemy, kim są, skąd pochodzą, dlaczego zdecydowali się na tak ekstremalną i niezrozumiałą wędrówkę. Co więcej, nie wiemy nawet, jak mają na imię!!! Widz odczuwa wrażenie, że ta niewiedza będzie mu towarzyszyła do końca seansu, śledząc dziwne poczynania filmowego duetu. I tak oto widzimy na przykład ciągnącą się w nieskończoność scenę... próby zejścia ze skały jednej z postaci, próby zdobycia wody, a zwłaszcza absurdalne pomysły na odnalezienie zagubionego szlaku. I w końcu wszystko zaczyna być dla nas jasne- rozwiązanie podsuwa pod koniec filmu (dopiero?) oto taka scena: "Gerry & Gerry" leżą wyczerpani, jeden z nich oznajmia drugiemu "Odchodzę", po czym ten drugi kładzie się na tym pierwszym... Nieco dziwnie przedstawiona scena zbliżenia wyraźnie sugeruje, że pomiędzy nimi istnieje związek o podłożu homoseksualnym. Powie ktoś: banalne. Otóż nie! Aby tego dowieść, musimy zanalizować wszystko od początku. Po pierwsze, czy ma jakiekolwiek znaczenie wybór scenerii? W pierwszej części widzimy tereny nizinne, później górzyste, a w finale teren płaski jak bilardowy stół. Wydaje się, że mamy do czynienia z symbolicznym odniesieniem egzystencji homoseksualnej: "faza pierwsza"- świat stoi przed NAMI otworem, nieznany, a kwintesencja NASZEJ natury niezroumiana. Wszystko wydaje się być niewinne. Stąd wybór w pierwszych ujęciach filmu terenów nizinnych. Lecz niebawem następuje, i to dość szybko, faza druga- faza buntu, poczucie zniewolenia, totalnej samotności, wydaje się, że wszystko wokół się piętrzy. Stąd nagle (pozornie niewytłumaczalnie) nasi bohaterowie przemierzają tereny górzyste. I w końcu faza trzecia- mająca wymiar najbardziej enigmatyczny - pogodzenie się z losem, samoakceptacja. Stąd powrót do terenów nizinnych. Przyjmując taki punkt widzenia, można zadać pytanie, dlaczego wspomniana wyżej scena zbliżenia jest raczej beznamiętna i wygląda dość dziwnie? Cóż, może nasi outsiderzy nie są już zdolni do kochania... co może być następstwem zbyt późnego przejścia z fazy drugiej do trzeciej, zbyt długo trwał głód emocjonalnego spełnienia. I tu sprawa się komplikuje: po co reżyser umieścił w swej "historii" dwóch bohaterów? Aby aspekt homoseksualny swego dzieła nie umknął naszej uwadze? Mało prawdopodobne. Na szczęście można ten zabieg wyjaśnić (w pewnej mierze): bohaterowie opuszczają swój pojazd i wyruszają bez celu (jak już wspominałem), znajdują się w fazie pierwszej, wszystko jest piękne, wspaniałe aż do momentu, gdy zdają sobie sprawę z tego, że zgubili swój szlak i następuje paniczne jego poszukiwanie (faza druga). Zagubienie, poczucie zagrożenia i porzucenia (w apekcie społecznym) rodzi wspomniany bunt i skłonności rzutowania własnych bolączek na innych - stąd dłuuuga scena ze skałą. Niezrozumienie własnej tożsamości znajduje swój wyraz w toczonej rozmowie przy rozpalonym ognisku (scena jakby wycięta z "Mojego własnego Idaho") przypominająca narkotyczne monologi z "Blue" Dereka Jarmana ("Zdobyłem Teby"). Jednak NASZE niedostosowanie do samotności u kresu fazy trzeciej sięga apogeum. Stąd wytłumaczalna jest kulminacyjna scena filmu.
Wielki film Van Santa z pewnością podzieli widzów. Niektórzy homoseksualnego zabarwienia treści przekazu wogóle nie dostrzegą, a sam film pozostanie dla nich tylko i wyłącznie wysmakowanym eksperymentem formalnym z akademickim zacięciem bez żadnego konkretnego tematu. Jednak ci, którzy powinni go odczytać nieco inaczej (MY!), być może potraktują dzieło Amerykanina jako przełomowy film gejowski. Gejowski inaczej. Film, w którym homoseksualizm został starannie zakamuflowany, a istota tego kamuflażu odzwierciedla NAS samych.