„Wizualne arcydzieło Viscontiego, które mimo kontrowersji i powolnego tempa pozostaje fundamentem estetyzmu w kinie queerowym."
„Wizualne arcydzieło Viscontiego, które mimo kontrowersji i powolnego tempa pozostaje fundamentem estetyzmu w kinie queerowym."
Chorujący kompozytor przyjeżdża na wypoczynek do Wenecji i popada w platoniczną obsesję na punkcie polskiego nastolatka — w tle miasto ogarnia epidemia cholery. Luchino Visconti adaptuje nowelę Tomasza Manna w powolny, operowy dramat o pożądaniu, przemijaniu i cenie piękna.
Wenecja 1911 roku. Luksusowy hotel na Lido, upalne lato, powietrze gęste od czegoś, czego nikt nie chce nazywać wprost. Podstarzały austriacki kompozytor Gustav von Aschenbach przyjeżdża tu po odpoczynek, a zamiast niego dostaje obsesję. Jej obiektem jest Tadzio — polski nastolatek o urodzie, którą sam Aschenbach opisałby zapewne jako doskonałą. Nie rozmawia z nim. Nie zbliża się. Tylko patrzy. I właśnie to patrzenie Luchino Visconti zamienia w ponad dwie godziny powolnego, hipnotycznego rozpadu — estetycznego, moralnego i dosłownie fizycznego, bo w tle Wenecją pełznie epidemia cholery, a miasto zamienia się w piękną pułapkę bez wyjścia.
Zobacz recenzje filmu „Śmierć w Wenecji" na YouTube
Śmierć w Wenecji z 1971 roku to adaptacja noweli Tomasza Manna z 1912 roku — wierna duchowi oryginału, choć Visconti zmienił bohatera z pisarza na kompozytora, co pozwoliło mu wpuścić do filmu Gustava Mahlera. Adagietto z V Symfonii stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów w historii kina. Zdjęcia kręcono latem 1970 roku w Wenecji, między innymi w Grand Hôtel des Bains na Lido — dokładnie tam, gdzie Mann osadził swoją nowelę. Za kamerą stał Pasquale de Santis. Na festiwalu w Cannes film uhonorowano 25th Anniversary Award przyznaną Luchino Viscontiemu. Film zdobył też włoską nagrodę David di Donatello dla najlepszego reżysera oraz Nastro d'Argento za zdjęcia. Brytyjska BAFTA doceniła zdjęcia i scenografię.
Casting Tadzia to osobna historia, dziś opowiadana z coraz większym niepokojem. Visconti szukał — jak sam mówił — "najpiękniejszego chłopca świata" i po przesłuchaniach setek nastolatków w Sztokholmie wybrał 15-letniego Björna Andresena, amatora bez żadnego doświadczenia aktorskiego. Andresen stał się ikoną, ale w wywiadach konsekwentnie mówił, że ta rola go skrzywdziła — że został zredukowany do obiektu pożądania i nigdy nie zdołał się z tej szuflady wydostać. Dirk Bogarde z kolei podobno prawie zrezygnował z roli Aschenbacha, bo obawiał się, jak zostanie odebrana. Ostatecznie zagrał ją tak, że trudno wyobrazić sobie kogokolwiek innego.
Krytycy przyjęli film z mieszanymi uczuciami. Roger Ebert doceniał jego wizualną maestrię, pisząc, że fizyczne piękno obrazu jest przytłaczające, a opanowanie stylu przez Viscontiego niemal rekompensuje ciężkość narracji — recenzja daleka od bezwarunkowego zachwytu, lecz oddająca skalę estetycznego przedsięwzięcia. Polskie recenzje z 1972 roku chwaliły subtelność adaptacji literackiej. Na Rotten Tomatoes film utrzymuje 70%, na Filmwebie — 6,7/10 przy około dziesięciu tysiącach głosów. Nie brakuje też głosów sceptycznych: film jest powolny, statyczny, miejscami celowo zanudzający — i właśnie dlatego działa. Visconti buduje nastrój jak ktoś, kto wie, że pośpiech zabije całą poezję.
Dla widzów queer Śmierć w Wenecji to od dekad pozycja obowiązkowa — jeden z pierwszych filmów głównego nurtu, który tak otwarcie pokazuje homoerotyczną fascynację, nawet jeśli sam reżyser podkreślał, że chodzi mu o platoniczną tęsknotę za absolutnym pięknem, nie o seksualność jako taką. Visconti — otwarcie homoseksualny twórca, jeden z ojców włoskiego neorealizmu — doskonale wiedział, co robi. Aschenbach jest człowiekiem stłumionych pragnień, a Tadzio jako androgyniczny efeb wpisuje się w tradycję greckich ideałów piękna, które od zawsze były zarazem estetyczne i erotyczne. Dziś film bywa omawiany też w kontekście trudniejszym — granic między fascynacją a obsesją, między sztuką a przemocą spojrzenia. To właśnie ta wieloznaczność sprawia, że Śmierć w Wenecji nie starzeje się tak jak inne arcydzieła — ona gnije razem z Wenecją Viscontiego, pięknie i bez końca.
Wyciskacz łez dla homików,lecz swój klimat ma.
Warto go obejrzeć,miłośnicy czegoś więcej niż rąbanka znajdą tu dużo urokliwych scen i dobrą grę aktorską.
A całkiem poważnie to film ten powinien zawierać instrukcję obsługi na okładce, bowiem nie można go oglądać będąc zmęczonym intelektualnie, gdyż wówczas cały urok subtelnej symboliki nam umyka.
A teraz pójdę popływać łódką:)