„Wizualne arcydzieło Dereka Jarmana, które mimo skromnego budżetu zachwyca malarską kompozycją kadrów i odważną, queerową interpretacją biografii artysty."
„Wizualne arcydzieło Dereka Jarmana, które mimo skromnego budżetu zachwyca malarską kompozycją kadrów i odważną, queerową interpretacją biografii artysty."
Biograficzny dramat Dereka Jarmana śledzi życie włoskiego malarza barokowego Michelangela Merisi da Caravaggia — od ulicznych początków po skandale, morderstwo i wygnanie — łącząc rekonstrukcje słynnych obrazów z otwartą queerową reinterpretacją historii artysty.
Caravaggio zaczyna się od śmierci — artysta umiera na wygnaniu, wyczerpany i zatruty ołowiem, przy boku niemego asystenta Jerusaleme. Stamtąd Derek Jarman cofa nas w czasie, przez nielinearne flashbacki, do ulicznego łobuza, który stał się jednym z największych malarzy baroku. Dorosły Michelangelo Merisi da Caravaggio, grany przez Nigela Terry'ego, maluje obrazy religijne, zatrudniając jako modeli prostytutki, pijaków i płatnych zabójców. Wśród nich jest Ranuccio — i to właśnie ta relacja napędza fabułę. Miłość, zazdrość, przemoc i sztuka splatają się tu w jeden węzeł, którego rozwiązanie Jarman odkłada na sam koniec.
Film powstawał siedem lat. Jarman rozwijał projekt powoli, szukając finansowania i formy, a inspiracją był dla niego Pier Paolo Pasolini — reżyser, który podobnie jak Caravaggio łączył w sobie prowokację, duchowość i homoseksualizm. Zdjęcia kręcono nie we Włoszech, lecz w opuszczonym magazynie w londyńskim Limehouse — ta surowa, przemysłowa przestrzeń stała się bazą dla minimalistycznych dekoracji, które Jarman wypełnił światłem i kolorem wprost z obrazów Caravaggia. Efekt jest hipnotyzujący: film wygląda jak seria ożywionych płócien, tableaux vivants, w których rozpoznać można konkretne kompozycje mistrza.
Na Berlinale 1986 Caravaggio zdobył Srebrnego Niedźwiedzia za wybitne osiągnięcia w kompozycji wizualnej — nagrodzono właśnie ten wizualny kształt. BFI opisało film jako "pięknie oświetlony, wibrujący kolorem", a w 2009 roku magazyn Newsweek umieścił go na drugim miejscu w rankingu najlepszych filmów biograficznych. Średnie oceny na IMDb i Filmwebie oscylują wokół 6-7 na 10, bo część widzów nie przepada za jego artystyczną powściągliwością — ale ci, którzy trafiają na właściwą falę, zostają z filmem na długo.
W obsadzie warto wypatrzeć nazwiska, które dziś brzmią zupełnie inaczej niż w 1986 roku. Tilda Swinton gra Lenę, Sean Bean — Ranuccio. Dla obojga to były wczesne role, jeszcze przed tym, jak stali się rozpoznawalni na całym świecie.
Queerowy wymiar Caravaggia jest nie tyle podtekstem, co fundamentem całego projektu. Jarman świadomie reinterpretuje biografię malarza, eksponując jego biseksualność, homoerotyzm ukryty w obrazach i relacje z mężczyznami — od kardynała del Monte po modeli. W kontekście lat 80., w środku kryzysu AIDS, film był manifestem: reclamingiem queerowej historii, przypomnieniem, że pożądanie między mężczyznami nie jest wynalazkiem współczesności. Jarman traktował Caravaggia jak zwierciadło — i jak patrona.
i wiele wiele innych o tematyce gay i nie tylko
zapraszamy
[img]http://www.zbroiowisko.pl/images/img/LOGO_REK.jpg[/img]
ogladałem go wieki temu i chętnie zrobię sobie powtórkę
Film zaskakuje swoją niezwykła subtelnością; miłość Caravaggia do Ranuccia (ależ ten aktor to piękniś...) jest bardzo przejmująca i przewspaniale zarysowana. Wspaniała jest scena, w której ów Ranuccio pozuje do obrazu Caravaggia, a ten z kolei co chwilę nagradza go monetami, podając je z ust do ust... Świetnym pomysłem było umieszczenie w scenerii tamtych czasów (koniec wieku XVI, początek XVII) takich rekwizytów, jak np. kalkulator czy maszyna do pisania. Poprzez ten zabieg reżyser podkreśla uniwersalność swego dzieła i zdaje się podpowiadać nam, że to co obserwujemy, dotyczy także i Nas.
Jak to dobrze, że Bóg stworzył takiego wizjonera filmowego jak Derek Jarman... Dlaczego dzisiejsze kino gejowskie nie zaskakuje i nie zachwyca tak, jak to jest w przypadku obrazów tego wybitnego reżysera, czy np. Rainera Wernera Fassbindera, Twórcy arcydzieła "Querelle". Czy zobaczę jeszcze coś tak świeżego, jak "Moja piękna pralnia" Frearsa czy chociażby "Moje własne Idaho" Gus Van Santa? A może to kino jeszcze istnieje i ma się bardzo dobrze, tylko ja jakoś nie potrafię do niego dotrzeć... ??? Ale wydaje mi się jednocześnie, że w czasach, gdy twórcy owego kina musieli walczyć z ogólną nagonką, nietolerancją i wszelkimi innymi trudnościami, kino to wbrew wszystkiemu przeżywało swój renesans. Dzisiaj, gdy mamy swobodę wypowiedzi, swobodę przede wszystkim artystyczną, kino to wydaje się być lekkostrawną papką produkowaną z myślą o tzw. "tolerancyjnego" widza, które stara się jednocześnie zaspokoić gusta zarówno Nas jak i Ich. Dlatego też powstają dziś tak sztuczne twory, jak "Układ prawie idealny", "Ich troje", "Mężczyzna- przedmiot pożądania", a Gus Van Sant odcina się na dobre od swych gejowskich filmowych korzeni i kręci czystokomercyjne potwory. Są na szczęście wyjątki, jak chociażby "Happy Together" (1997...). Czy tylko w poczuciu zniewolenia możliwe jest tworzenie przejmujących obrazów Tego Kina??? A może po prostu ja jestem nienormalny...
Bez wątpienia- "Caravaggio" to film wybitny. Pozycja obowiązkowa!!! Szczególnie polecam.
PS: Film ten można nabyć u dystrybutora Tantra. Szczegóły: www.tantra.com.pl (przy odrobinie szczęścia film można nawet zdobyć w wideotece, ale, niestety, tylko w tych największych, mających swe placówki na terenie całego kraju).