„Kultowy klasyk New Queer Cinema z wybitną, nagrodzoną w Wenecji rolą Rivera Phoenixa i odważną reżyserią Gusa Van Santa."
„Kultowy klasyk New Queer Cinema z wybitną, nagrodzoną w Wenecji rolą Rivera Phoenixa i odważną reżyserią Gusa Van Santa."
W melancholijnym dramacie drogi Gusa Van Santa cierpiący na narkolepsję hustler i zbuntowany syn burmistrza wyruszają w podróż przez Amerykę w poszukiwaniu matki i własnej tożsamości.
Na pustej drodze pośrodku niczego budzi się Mike Waters, chłopak zarabiający na życie jako męska prostytutka w Portland. Jego narkolepsja, sprawiająca, że zasypia w najmniej spodziewanych, stresujących momentach, jest metaforą jego emocjonalnego zagubienia i tęsknoty za matką, której wspomnienie nawiedza go w snach. U jego boku stoi Scott Favor, syn burmistrza, który życie na ulicy traktuje jak buntowniczą przygodę i tymczasową ucieczkę od bogatego domu. Razem wyruszają w podróż z Oregonu do Idaho, a potem aż do Rzymu, by odnaleźć ślady matki Mike’a. Ta wędrówka szybko przestaje być tylko fizycznym przemieszczaniem się po mapie, stając się bolesną podróżą w głąb samotności, pożądania i poszukiwania domu, którego być może nigdy nie było.
Zobacz recenzje filmu „Moje własne Idaho" na YouTube
To właśnie w trakcie tej podróży relacja przyjaciół nabiera głębszego, bardziej bolesnego wymiaru. W jednej z najbardziej ikonicznych scen queerowego kina lat 90., przy blasku ogniska, Mike wyznaje Scottowi miłość. Ten poruszający monolog, napisany zresztą przez samego Rivera Phoenixa, jest pozbawiony jakiejkolwiek ironii – to czyste, surowe wyznanie uczuć, na które Scott nie potrafi w pełni odpowiedzieć. Ta scena, pełna niedopowiedzeń i jednostronnej czułości, stała się dla wielu osób LGBT pierwszym tak szczerym i pozbawionym melodramatyzmu obrazem nieodwzajemnionej miłości w kinie. Gus Van Sant, reżyser i scenarzysta, rozwijał ten projekt przez lata, łącząc w nim swoje własne doświadczenia z materiałem quasi-dokumentalnym, opartym na rozmowach z prawdziwymi hustlerami z ulic Portland.
Artystyczna odwaga Van Santa objawia się nie tylko w szczerości emocjonalnej, ale i w formie. Moje własne Idaho to filmowy kolaż, w którym realizm ulicy zderza się z… Szekspirem. Struktura relacji Scotta z jego mentorem, Bobem Pigeonem, i bogatym ojcem jest luźno oparta na Henryku IV, a dialogi potrafią nagle przeskoczyć z potocznego slangu w stylizowany język elżbietański. Reżyser bawi się konwencją, stosując zamrożone kadry, nagłe cięcia i plansze z tekstami, co nadaje filmowi oniryczny, hipnotyczny rytm. Ta awangardowa wizja, połączona z fenomenalnymi kreacjami aktorskimi, przyniosła filmowi uznanie na festiwalach. River Phoenix za rolę Mike’a otrzymał Puchar Volpiego dla najlepszego aktora na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji oraz nagrodę Independent Spirit.
Dla Phoenixa była to rola życia, utwierdzająca jego pozycję jednego z najzdolniejszych aktorów pokolenia. Dla Keanu Reevesa – szansa na zerwanie z wizerunkiem naiwnego nastolatka z komedii (jak Wspaniała przygoda Billa i Teda) i udowodnienie swojego talentu w kinie niezależnym. Choć film nie stał się blockbusterem, z budżetem 2,5 miliona dolarów zarobił ponad 6 milionów, co było sporym sukcesem jak na tak odważną produkcję. Krytyczki i krytycy, w tym legendarny Roger Ebert, chwalili film za poetyckość i empatię. Dziś Moje własne Idaho uznawane jest za jedno z najważniejszych dzieł nurtu New Queer Cinema, który na początku lat 90. rewolucjonizował sposób opowiadania o tożsamościach i społecznościach LGBT, odchodząc od moralizatorstwa na rzecz formalnej i fabularnej brawury.
Film Van Santa to jednak coś więcej niż tylko historia o nieheteronormatywnej miłości. To także subtelna, ale dotkliwa krytyka klasowa. Queerowość jest tu nierozerwalnie związana z ekonomią przetrwania. Dla Mike’a i jego przyjaciół bycie na marginesie to nie wybór, a konieczność. Scott z kolei może sobie pozwolić na „zabawę w margines”, by ostatecznie porzucić ulicę, przyjaciół i wrócić do świata przywilejów, żeniąc się z Carmellą, młodą Włoszką, którą poznał w Rzymie. Jego postać, często interpretowana jako biseksualna, pokazuje, jak łatwo można zdradzić nie tylko przyjaciół, ale i część własnej tożsamości, gdy ma się bezpieczną siatkę społeczną. Mike zostaje sam, na pustej drodze, w swoim własnym, prywatnym Idaho – metaforycznej przestrzeni wiecznego poszukiwania, która stała się jednym z najsmutniejszych i najpiękniejszych obrazów w historii kina queer.
Keanu wyglądał wtedy jak młody bóg. teraz też wygląda jak bóg, ale już nie taki młody xP
i zdecydowanie się nie zgadzam, jakoby Scott odwzajemniał miłość Mike'a. nie widziałam w tym filmie ani jednej oznaki, która by o tym świadczyła. byli dobrymi przyjaciółmi, okej, ale były też momenty, w których Mike wydawał się Scottowi kompletnie obojętny.
najbardziej zapadła mi w pamięć scena, podczas której Bob opowiadał o całym tym napadzie w różowych habitach, a Scott i Mike się nabijali z jego koloryzowania. to było zabójcze xD no i jedna scena pod koniec, ale nie będę spojlerować. powiem tylko, że była piękna.
10!
Ale co do Rivera to się nie zgodzę. On nie był gejem.
miał paranoję na punkcie szukania przyszłej żony której portret narysował. Zapowiedział że odnajdzie tę kobietę i ożeni się z nią w 2002r. nie zdążył. A co do Keanu....posłuchajcie sami siebie!