Kandydat PiS do senatu nie wierzy w przemoc na Marszu Równości w Białymstoku
Kandydat PiS na senatora, Przemysław Alexandrowicz, stwierdził w trakcie debaty na UAM, że "to, co się dzieje wokół wydarzeń z Białegostoku, to jakaś wielka mistyfikacja", a "mówienie, że działy się tam jakieś straszliwe rzeczy i straszliwe ofiary, jest po prostu nieprawdą". Sprzeciwili mu się czujni studenci.
W poniedziałek, 7 września, odbyła się debata przedwyborcza kandydatów PiS i KO do senatu
na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Prawo i Sprawiedliwość reprezentowali Przemysław Alexandrowicz i Jarosław Pucek, a Koalicję Obywatelską Marcin Bosacki oraz Jadwiga Rotnicka.
W trakcie debaty, po autoprezentacji i rundzie pytań, przyszedł czas na pytania od studentów i studentek oraz internautów i internautek. Jędrzej Markiewicz, prowadzący, zadał pytanie zadane podczas transmisji na żywo. Brzmiało ono: "jak długo w Polsce będzie dochodzić do takich scen jak w Białymstoku, gdzie "rycerze husarii" atakują ludzi jednej płci, którzy chcą być razem? Co państwo planują z tym zrobić?"
Na pytanie odpowiedział Przemysław Alexandrowicz, wieloletni radny Poznania, a także senator z PiS. "Jestem radykalnym przeciwnikiem przemocy, ale to, co się dzieje wokół wydarzeń z Białegostoku, to jakaś wielka mistyfikacja. Nikt nie trafił tam do szpitala. Jedyna zakrwawiona dziewczyna, była, jak się okazało, z obozu przeciwników marszu, z jakiegoś ugrupowania związanego z kibicami. Nie padły żadne akty oskarżenia".
Alexandrowicz mówił także, że "mieszkańcy Białegostoku czują się zlekceważeni i upokorzeni tym, że przedstawia się ich miasto jako najgorsze miejsce w Polsce". "Tymczasem część z nich zgromadziła się w cichej manifestacji, przy dwóch katedrach katolickiej i prawosławnej, demonstrując swoją niechęć do tego, by marsz szedł obok miejsc dla nich najdroższych".
Kandydat na senatora podsumował. "Mówienie, że działy się tam jakieś straszliwe rzeczy i straszliwe ofiary, jest po prostu nieprawdą. Sugerowanie, że za działania chuliganów odpowiada partia rządząca, uważam za nieprawdziwe oszczerstwa".
Na słowa Alexandrowicza zareagował prowadzący debatę student,
Jędrzej Markiewicz. "Zanim oddam głos kolejnej osobie, chcę w imieniu publiczności wyrazić sprzeciw wobec słów, które zostały tu użyte. Chcę wyjaśnić jedną sprawę: przemoc fizyczna podczas Marszu Równości w Białymstoku jest faktem. Ta przemoc tam się faktycznie wydarzyła". Jego słowa zostały nagrodzone brawami.
Wypowiedź kandydata PiS skomentowała także Jadwiga Rotnicka, kandydatka KO. "Pan Przemysław Alexandrowicz mówił tak, jakby był naocznym świadkiem. Ale sądzę, że te wydarzenia z Białegostoku odbiera przez pryzmat TVP1".
W podobnym tonie wypowiedział się Marcin Bosacki, również z KO. "Kluczową rzeczą dla wysypu homofobicznych zachowań w Polsce jest propaganda Telewizji Publicznej. To są bezustanne ataki, zarówno polityków PiS, jak i tzw. dziennikarzy, w momencie, gdy raz na rok ktoś chce przedefilować w mieście z tęczową flagą. W Białymstoku nie było starć między dwiema grupkami chuliganów. Był atak na legalną manifestację, wśród napastników zidentyfikowano radnego PiS i jednego asystenta posła PiS".
Temat białostockiego Marszu Równości powrócił jeszcze pod sam koniec debaty. Nieoczekiwanie drugi kandydat na senatora z PiS, Jarosław Pucek odciął się od słów swojego partyjnego kolegi. "W jednej kwestii nie mogę Przemka wspierać. W Białymstoku stało się coś, czego nie można niuansować. Jeśli pojawia się jakakolwiek forma agresji w przestrzeni publicznej, to należy ją piętnować i nie wolno tego niuansować. W Białymstoku wydarzyły się rzeczy niepokojące, nie powinniśmy okłamywać samych siebie. Reakcja publiczności pokazuje, że wszyscy wiedzą, jak naprawdę było".
(kb)