Nie chodzi o gejów, a o... aborcję?
W czwartek w sądzie rejonowym w Poznaniu rozpoczął się proces Roberta K., który odmówił Grupie Stonewall kursu samoobrony, albowiem "jest przeciwny związkom męsko-męskim", a także - jak okazało się przy okazji - nie prowadzi działalności gospodarczej. Okazało się, że instruktorowi przeszkadzało to, że... na stronie organizacji znajdują się treści "nawołujące do aborcji", a on "to właśnie z tym nie chciał się utożsamiać" - jak tłumaczył obrońca Roberta K. A słowa o tym, że nie chce być utożsamiany z LGBT napisał... wbrew sobie.
Przypomnijmy, że w marcu zeszłego roku w Poznaniu doszło do homofobicznego ataku. Mateusz, który wraz z chłopakiem, współlokatorem i koleżanką wracał z klubu HaH, został zwyzywany i pobity przez będącego pod wpływem alkoholu mężczyznę. "Nie może być tak, że jesteśmy bici, zastraszani, że krzyczy się do nas wulgarne, bolesne hasła i jest na to społeczne i prawne przyzwolenie. Jesteśmy grupą, mniejszością BARDZO mocno dyskryminowaną" - napisał w poruszającej wiadomości do Grupy Stonewall.
W związku z tym wydarzeniem Karolina Niedźwiecka postanowiła poszukać instruktora, który zorganizowałby kurs samoobrony dla osób LGBT. Udało się znaleźć osobę, która - początkowo chętna - odmówiła, gdy dowiedziała się o profilu poznańskiej Grupy Stonewall. Instruktor podkreślił, że jest przeciwny "związkom męsko-męskim", powołując się na "osobiste przekonania".
Niedźwiecka poinformowała policję, a ta złożyła wniosek do sądu o ukaranie trenera.Wniosek obejmował zarzut nieuzasadnionej odmowy świadczenia usługi (art. 138 Kodeksu wykroczeń) oraz braku zarejestrowania przez instruktora działalności gospodarczej (art. 60 § 1 Kodeksu Wykroczeń). Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, że instruktor jest winny i w trybie nakazowym nałożył na niego grzywnę w wysokości 500 zł.
Proces w tej sprawie ruszył w czwartek w sądzie rejonowym w Poznaniu. Poznaliśmy zeznanie oskarżonego Roberta K., który podkreślał, że początkowo się zgodził, ale "z uwagi na większą liczbę uczestników i brak możliwości organizacyjnych – odmówiłem. Po wymianie kilku maili zostałem nazwany homofobem. Wtedy stwierdziłem, że nie podejmę się prowadzenia treningu. Poinformowałem, że godzi to w moje przekonania. Zrobiłem tak wyłącznie dlatego, że argument 'z przyczyn ode mnie niezależnych' nie był dla pani Niedźwieckiej zrozumiały. Napisałem, że nie chcę się utożsamiać ze środowiskiem LGBT tak naprawdę wbrew moim przekonaniom. Nie dyskryminuję nikogo ze względu na płeć czy orientację seksualną. Wprost przeciwnie – ze względu na moją sportową pasję stanąłbym w obronie każdego".
Niedźwiecka zaznaczyła, że wcześniej nie była poinformowana o tym, że dla instruktora grupa była za duża i że nie ukrywała profilu działalności Grupy Stonewall. Obrona zapytała natomiast o... informacje dotyczące aborcji na stronie stowarzyszenia. Dopytywana przez sąd o to, co ma to wspólnego ze sprawą, mogliśmy się dowiedzieć, że "Ma. Bo na tej stronie znajdują się treści nawołujące do aborcji, a mój klient jest przeciwnikiem aborcji i to właśnie z tym nie chciał się utożsamiać" - cytuje mec. Aleksandra Kowzana "Gazeta Wyborcza".
Kolejna rozprawa w marcu.
Karolino, trzymamy kciuki!
(md)
Natomiast dla jego mecenasa szacun. Od razu widać starego wygę.