"Choć od pamiętnych wydarzeń minęło 30 lat, akcja Milicji Obywatelskiej o kryptonimie "Hiacynt" z roku 1985 nadal intryguje. Ówczesna operacja na wielką, bo ogólnopolską skalę, skierowana była przeciwko tysiącom homoseksualistów i jako taka pozostaje przykładem represjonowania tego środowiska, właściwie bez żadnego przekonywującego i racjonalnego powodu, a co najważniejsze także bez podstaw prawnych. Nawet w innych krajach socjalistycznych, gdzie praktyki homoseksualne podlegały surowym karom (np. Związek Radziecki czy Rumunia) nie posunięto się tak daleko, jak w naszym kraju" - mówi w rozmowie z nami Andrzej Selerowicz, autor książki "Kryptonim Hiacynt". Z okazji dzisiejszych urodzin pisarzowi i działaczowi życzymy wszystkiego najlepszego!
W latach 1985-1987 Milicja we współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa przeprowadziła akcję, polegającą na zbieraniu danych o polskich homoseksualistach. Gejów aresztowano, przesłuchiwano i zakładano im teczki. Dziś mówi się, że założono 11 tys. teczek - ich los jest nieznany. W zeszłym roku, nakładem wydawnictwa Queermedia swoją premierę miała książka Andrzeja Selerowicza o akcji "Hiacynt".
Jako świadek historii Andrzej Selerowicz powraca wspomnieniami do tamtych czasów i tworzy niezwykłą opowieść o poszukiwaniu drogi do wolności i równości.W rozmowie z naszym portalem Andrzej Selerowicz podkreśla, że
akcja Hiacynt jego zdaniem wciąż wymaga zbadania. "Zagadkowość wokół "Hiacynta" pogłębia dodatkowo fakt, że według oficjalnych wyjaśnień cała dokumentacja zaginęła ponoć z archiwów w niewyjaśnionych okolicznościach. To wzbudzało i nadal wzbudza wachlarz podejrzeń i spekulacji zarówno co do autentycznych motywów działań milicji, jak też stale nieznanych ostatecznych wyników akcji. Pomijając powtarzane okolicznościowo, a do końca nieudowodnione i dlatego trudne do obiektywnego zweryfikowania informacje, temat nie został dotychczas przebadany" - mówi pisarz i przypomina: "Najbardziej chyba intrygująca dzisiaj dokumentacja, czyli zbiór 10-11 tysięcy "różowych kartotek", które założono wtedy przesłuchiwanym homoseksualistom, znajduje się zapewne w zastrzeżonym zbiorze IPN i jest niedostępne osobom postronnym" - podkreśla Selerowicz, dodając, że dokumentacja "Nie pojawia się wcale w opisie zasobów archiwum. Udało się jednak dotrzeć do wielu materiałów i raportów policyjnych, tak wiec można odtworzyć obraz, jak sama akcja wyglądała i jakie odniosła rezultaty".
Pisarz i działacz zapowiada, że nie zamierza się poddać i akcję Hiacynt bada nadal.
Z okazji dzisiejszych urodziny Andrzejowi Selerowiczowi życzymy wszystkiego najlepszego - a tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zaopatrzyć się w egzemplarz książki - zachęcamy do tego: od dziś "Kryptonim Hiacynt" w nowej, niższej cenie w PRIDESHOP.PL!Andrzej Selerowicz jest działaczem, publicystą i tłumaczem literatury. W latach 70-tych wyemigrował do Austrii, gdzie zetknął się z ruchem gejowsko-lesbijskim - działał w International Gay and Lesbian Association (ILGA). Zabiegał o propagowanie haseł organizacji w Polsce i utrzymywanie kontaktu z polskimi gejami. Zaowocowały one potem powstaniem wielu inicjatyw, w tym utworzeniem organizacji Lambda. Tłumaczył standardy homoerotycznej literatury na język polski (Baldwin, Vidal, Wilde i inni), współpracował z wydawnictwami prasy gejowsko-lesbijskiej (głównie "Inaczej"), wydał poradnik "Leksykon kochających inaczej" (1993). Książka o akcji Hiacynt jest jego beletrystycznym debiutem.
Problem polega na tym, że książka jest reklamowana w ten sposób, a okazuje się, że jest to w większości "beletrystyczna" fantazja Pana Andrzeja na temat akcji Hiacynt, a nie faktyczny zapis wydarzeń. Uderza to nie tylko w formie, IMHO, dokument zgrabniej by Panu Andrzejowi wyszedł, ale przede wszystkim w końcówce ksiązki, która nawiązuje do współcześnie nam panujących, a to czyste s-f, jak sam autor podaje.
Przebrnąłem przez formę, zabiłem się końcem mocnym, a s-f, jak się okazuje/deklaruje...
AM
Przeszłość skrywa wiele różnych tajemnic... Ostatnio odkryto teczkę "Bolka" i pan Wałesa musiał się tłumaczyć