Co dziś wiemy o "różowych teczkach"?
15 listopada 1985 roku, na rozkaz ministra spraw wewnętrznych, Czesława Kiszczaka, Milicja Obywatelska rozpoczęła Akcję Hiacynt: zbieranie informacji o polskich homoseksualistach. Mówi się, że założono 11 tys. teczek. Czy kiedykolwiek dowiemy się, co się z nimi stało?
W latach 1985-1987 Milicja we współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa przeprowadziła akcję, polegającą na zbieraniu danych o polskich homoseksualistach. Gejów aresztowano, przesłuchiwano i zakładano im teczki. Dziś mówi się, że założono 11 tys. teczek - ich los jest nieznany. Przypominamy, że w 2015 roku ukazała się książka Andrzeja Selerowicza - której tłem była właśnie Akcja Hiacynt. Sam Selerowicz dotarł do części dokumentów, będących dowodem na to, że akcja miała miejsce - pisał o nich na naszych łamach.
"Najbardziej dziwny i niezrozumiały jest fakt całkowitego zaginięcia wszelkich dokumentów, jak to wielokrotnie i całkiem oficjalnie stwierdzał IPN. Los zaginionych kartotek 11 tysięcy homoseksualistów trafiał nawet na obrady Sejmu, gdzie posłowie wyrażali najrozmaitsze sugestie, ale nikt nie był w stanie ostatecznie przedstawić prawdy. Parę osób, w tym trzech poszkodowanych gejów, próbowało przed laty sforsować tajemnice archiwów, ale IPN zawsze każdego śmiałka odsyłał z niczym. Z drugiej strony, gdy uświadomić sobie wielki rozmiar milicyjnej akcji, trudno zaakceptować wyjaśnienie, że nie pozostał po niej ani jeden dokument na piśmie. Wszystko to dawało podłoże do najbardziej niewiarygodnych plotek i domysłów, w czyim interesie jest utrzymywanie obecnego stanu rzeczy i kogo się poprzez to chroni" - pisał Selerowicz.
Czy geje, którzy stali się ofiarami Akcji Hiacynt zasłużyli na zadośćuczynienie? Jakie informacje i o kim moglibyśmy znaleźć w "różowych kartotekach"?
Gdy po śmierci Czesława Kiszczaka w 2015 roku wydawało się, że już nigdy nie dowiemy się co stało się z teczkami, temat niespodziewanie powrócił w zeszłym roku. Wszystko z powodu tzw. ustawy dezubekizacyjnej, która obniżyła emerytury i renty za okres "służby na rzecz totalitarnego państwa" od 22 lipca 1944 do 31 lipca 1990 roku.
W portalu WP.PL pojawił się głos pana Jerzego, który przez 8 lat pracował w SB w komórce paszportowej, po pozytywnej weryfikacji - 15 lat w policji. Mężczyzna zapowiedział:
"Nie wierzę, że społeczeństwo będzie płakało po jakichś ubekach. Jest wielka mobilizacja wśród kolegów, by zacząć walczyć bardziej twardymi metodami. Odchodząc ze służby, wielu zabrało sobie jakieś teczki, materiały jako polisę ubezpieczeniową i do użycia w ostateczności. Jeśli nas zmuszą, to po prostu skompromitujemy tę bandę mściwych oszołomów, jaka jest u władzy". I podkreślał, że wśród jego znajomych krąży wyniesiona z jednej z komend wojewódzkich kartoteka gejów.
Z okazji 33. rocznicy Akcji Hiacynt - przypominamy ową ważną część naszej queerowej historii.
(md)
Zdjęć: 8
Spotkanie autorskie z Andrzejem Selerowiczem
21.05.2015
Zobacz zdjęcia
Byłeś przesłuchiwany? Znasz kogoś kto był? Słyszałeś lub słyszałaś historie z Akcją Hiacynt związane? Zgłoś się do nas. Czekamy na Wasze relacje, wspomnienia, opowieści.
Really? Czyżby i Edmund Janniger był putinowym agentem? Bo ja raczej widzę go jako agenta wpływu USA (wystarczy prześledzić np. biogramy osób związanych z Institute of Glbobal Affairs).
Myślę, że ostatnia wypowiedź Siemoniaka ('Siemoniak dodaje jednak, że zgoda na amerykańską obecność w Polsce jest ponadpartyjna i bezdyskusyjna od dawna. – Baza w Redzikowie i rotacyjna obecność wojsk USA wpisują się w to. Już w 2015 r. prowadziliśmy z Amerykanami rozmowy na temat magazynów ciężkiego sprzętu. Temat nie jest zatem nowy - dodaje.') wspiera raczej moją tezę o realizowaniu od lat prze polskich polityków interesów USA w Europie.
Tego nie wiemy i wątpię by w sprawach politycznych tak niskie pobudki odgrywały wielką rolę. Ponieważ kunktatorstwo w tych sprawach jest stałą dominantą partii politycznych (SLD, PO, PiS - o poprzedniczkach i innych nie wspomnę), idzie raczej o strach przed kościołem katolickim (kk jest wspaniały w uśmierzaniu wszelkich odruchów buntu wobec władzy). W przypadku SLD chodziło o "wybaczenie" przez neoliberalny establiszment bycia następczynią PZPR.
Wszystko zależy od osoby, konkretnej sytuacji. Mój nieżyjący już niestety znajomy opowiadał jak wykłócał się ze spisującym go milicjantem (zabrano go na tę 'rozmowę' z uczelni).
Proszę pamiętać, że to był '87 rok. A już w '88 np. praktycznie bez problemów i jawnie sprzedawano 'bezdebitowe' wydawnictwa. Zdaję sobie jednak sprawę, że były i przypadki (zwłaszcza w małych miastach), gdzie wizyta milicji w zakładzie pracy mogła mieć bardzo niemiłe konsekwencje. A swoją drogą, jeśli chcieli w ten sposób uzyskać tajnych współpracowników - to skąd ta otwartość milicyjna..?
Biorąc pod uwagę, że absolutnie niesprawiedliwa ustawa ‘dezubekizacyjna’ (nazwa myląca, bo trafia w osoby pracujące np. przez kilka dni na etacie sekretarki czy osoby z nakazem pracy w instytucji podlegającej ustawie – sprawy dobrze opisane), która kosztowała życie co najmniej 50 osób (w większości samobójstwa), nie byłoby to nawet źle. Jednak jak na razie – a minęło już kilka miesięcy - w przestrzeni publicznej nic takiego się nie pojawiło, a gdyby nawet pojawiło nie byłaby to bomba atomowa, a co najwyżej petarda, dodatkowo o rażeniu ograniczonym do bardzo małej liczby osób, na eksponowanych stanowiskach, związanych z światopoglądem prawicowym i nadal ukrywających swą orientację. Ostatecznie to już 33 lata: co ma i biologiczne (ile osób spośród tych 11.000 żyje), i socjologiczne znaczenie.
Książka AS jest beletrystyczna, osobiście nie widzę w niej nawet próby dochodzenia do historii akcji Hiacynt, przyczyn i zasięgu, znaczenia osobistego dla ludzi nią pokrzywdzonych (to była absolutna końcówka PRL, jeśli te dane były wykorzystywane do szantażu w okresie 87-89, to zapewne (głównie?) także po 06.89 (o czym nic nie wiadomo). Chciałby też wiedzieć czy dziś takie dane nie są zbierane, a jeśli tak to przez jakie instytucje i w jaki sposób są wykorzystywane. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych Hiacynt to chyba pikuś. Koncentrowanie się na tym zdarzeniu, choć ciekawe dla historyka, nie powinno odrywać nas od rzeczywistej rzeczywistości.
A w ogóle podoba mi się fraza: 'jestem homo od urodzenia'. Jakie to nowoczesne i afirmujące! Ja bym się pod tym podpisał ;-)