W niedzielę obchodziliśmy 30. rocznicę akcji Hiacynt! Do końca listopada zapraszamy Was do lektury tekstów, wspomnień, wywiadów z Hiacyntem związanych – zachęcamy Was też do dzielenia się wspomnieniami i historiami, także bliskich lub znajomych Wam osób.
W latach 1985-1987 Milicja we współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa przeprowadziła akcję, polegającą na zbieraniu danych o polskich homoseksualistach. Gejów aresztowano, przesłuchiwano i zakładano im teczki. Dziś mówi się, że założono 11 tys. teczek - ich los jest nieznany. Pod koniec maja, nakładem wydawnictwa Queermedia swoją premierę miała książka Andrzeja Selerowicza o akcji "Hiacynt". Jako świadek historii Andrzej Selerowicz powraca wspomnieniami do tamtych czasów i tworzy niezwykłą opowieść o poszukiwaniu drogi do wolności i równości.
"Nie uczestniczyłem osobiście w akcji Hiacynt, miałem już wtedy obywatelstwo austriackie i mieszkałem w Wiedniu. Co prawda jeździłem do Polski i regularnie utrzymywałem kontakt listowy z kilkoma osobami z Polski.
Jedna z nich była dla mnie pierwszą osobą, która zaczęła się tym tematem interesować. Był to Waldek Zboralski. W międzyczasie Waldek wyjechał do Anglii, ale ponownie nawiązaliśmy kontakt, spotkaliśmy się niedawno i dużo rozmawialiśmy o przeszłości, także Hiacyncie" – podkreśla Andrzej Selerowicz, który nie ukrywa, że to był najważniejszy impuls do napisania książki.
Pisarz przypomina list, który od Zboralskiego, aresztowanego właśnie 15 listopada 1985 roku, otrzymał kilka dni po rozpoczęciu akcji Hiacynt i w którym działacz opisuje co w Polsce się wtedy wydarzyło: aresztowania, szantaż, przesłuchania. "Zaczęto zbierać chłopaków z domów, pracy, poddawano przesłuchaniom, pobierano odciski palców, założono tzw. kartę homoseksualisty. Po mnie przyjechano do pracy, wyprowadzono jak przestępcę, narażono na kłopoty w pracy" - przywołuje autor książki o Hiacyncie.
"Były wtedy kraje, a mówimy o latach 80., w których homoseksualizm był karany. Tam był strach i panika, a mimo to taka akcja Hiacynt z 11 tys. aresztowanych nigdzie indziej poza Polską nie miała miejsca! To dla mnie jest zagadką" - podkreśla też Selerowicz. "Chciałbym, żeby moja książka była inspiracją, by się tym tematem zająć".
Andrzej Selerowicz jest działaczem, publicystą i tłumaczem literatury. W latach 70-tych wyemigrował do Austrii, gdzie zetknął się z ruchem gejowsko-lesbijskim - działał w International Gay and Lesbian Association (ILGA). Zabiegał o propagowanie haseł organizacji w Polsce i utrzymywanie kontaktu z polskimi gejami. Zaowocowały one potem powstaniem wielu inicjatyw, w tym utworzeniem organizacji Lambda. Tłumaczył standardy homoerotycznej literatury na język polski (Baldwin, Vidal, Wilde i inni), współpracował z wydawnictwami prasy gejowsko-lesbijskiej (głównie "Inaczej"), wydał poradnik "Leksykon kochających inaczej" (1993). Książka o akcji Hiacynt jest jego beletrystycznym debiutem.
Byłeś przesłuchiwany? Znasz kogoś kto był? Słyszałeś lub słyszałaś historie z akcją "Hiacynt" związane?
Zgłoś się do nas - odkryjmy ten zapomniany fragment polskiej queerowej historii. Czekamy na Wasze relacje, wspomnienia, opowieści.
Przeczytałem do końca, dziękuję, ale podtrzymuję powyższe.
AM
Ano właśnie! Zapomnieliście np. o znanym matematyku Alanie Turningu. Warto wspomnieć o jednej z najwcześniejszych na świecie depenalizacji homosexualizmu na świecie, jeszcze za czasów II RP. Czy także o dość hucznych, czasem bardziej prawdziwych, czasem mniej, dzisiaj byśmy to nazwali koming autami, czy wyjściami z szafy, przed II wojną światową, jak choćby ten tetmajerowy.
No i chyba najważniejsze... - ani MO, ani UB, ani komitety wojewódzkie, ani żadne inne sejmy, czy rady bez wyraźnej zgody z Moskwy wydawać decyzji nie mogły.
Co do samego artykułu: zapowiadał się ciekawie i gdy tylko chciałem stoczyć stronę w dół okazało się, że to już koniec :/
Na TVP bym raczej nie liczył.Tam już srają koksem i niewygodnych tematów wolą nie poruszać.