„Prestiżowa nagroda Teddy i wybitna rola Andrzeja Chyry czynią ten odważny dramat jednym z najważniejszych polskich tytułów o tematyce LGBT."
„Prestiżowa nagroda Teddy i wybitna rola Andrzeja Chyry czynią ten odważny dramat jednym z najważniejszych polskich tytułów o tematyce LGBT."
W filmie Małgorzaty Szumowskiej charyzmatyczny ksiądz, prowadzący na prowincji ośrodek dla trudnej młodzieży, nawiązuje niebezpiecznie bliską relację z jednym z podopiecznych, co wystawia na próbę jego wiarę i tłumioną tożsamość.
Ksiądz Adam, grany brawurowo przez Andrzeja Chyrę, przybywa na wiejską parafię, by objąć nową posadę. Szybko zjednuje sobie lokalną społeczność, z energią organizując ośrodek dla chłopaków z marginesu. Jest otwarty, wysportowany, słucha młodych i zdaje się rozumieć ich problemy. Jednak pod powierzchnią tej charyzmy kryje się głęboka samotność i tajemnica, z którą kapłan zmaga się od lat. Gdy w jego życiu pojawia się milczący outsider, Łukasz zwany „Dynią” (Mateusz Kościukiewicz), tłumione uczucia Adama zaczynają domagać się uwagi, zmuszając go do konfrontacji z własną wiarą, powołaniem i tożsamością w świecie, który nie akceptuje jego pragnień.
Zobacz recenzję filmu „W imię..." na YouTube
Ten surowy, peryferyjny klimat opowieści reżyserka Małgorzata Szumowska i współautor scenariusza Michał Englert uzyskali, filmując w plenerach północno-wschodniej Polski, między innymi w Szczuczynie i Wąsoszu. Englert, który odpowiadał również za zdjęcia, nadał obrazowi świetlistą, naturalistyczną fakturę. Jego energiczna praca kamery, zwłaszcza w pozornie improwizowanych scenach z młodzieżą, buduje poczucie autentyzmu, a zarazem podkreśla klaustrofobiczny charakter małej społeczności, gdzie każdy jest pod nieustanną obserwacją. Film, wyprodukowany przez spółkę Mental Disorder 4, od samego początku był projektem odważnym, dotykającym tematu tabu w polskiej rzeczywistości.
Światowa premiera na festiwalu w Berlinie w 2013 roku przyniosła filmowi międzynarodowy rozgłos. Recenzentki i recenzenci, jak ci z branżowego magazynu Screen Daily, chwalili W imię… za „inteligentne, nieoceniające” podejście do historii księdza zmagającego się z pożądaniem, choć niektórzy zarzucali narracji pewną „luźność”. W Polsce dyskusja była jeszcze gorętsza, a krytyk Tadeusz Sobolewski nazwał dzieło Szumowskiej „polskim Brokeback Mountain”, trafnie oddając jego emocjonalny ciężar i społeczną wagę.
Międzynarodowe uznanie potwierdziły nagrody, a wśród nich ta najważniejsza dla kina queer – Teddy Award, przyznawana na Berlinale. Jury doceniło film za to, że „rzuca wyzwanie stereotypom dotyczącym homoseksualności i religii” poprzez głęboko humanistyczną historię. Również w kraju doceniono odwagę i artystyczną wizję twórców. Na 38. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni W imię… zdobyło Srebrne Lwy, a statuetkę za najlepszą pierwszoplanową rolę męską odebrał Andrzej Chyra. Film obsypano też laurami na festiwalach w Dortmundzie, Mediolanie czy Kijowie, co potwierdziło jego uniwersalny wymiar.
Dzieło Szumowskiej i Englerta to coś więcej niż tylko kontrowersyjny głos w dyskusji o Kościele. To przede wszystkim poruszający portret człowieka uwięzionego między boskim powołaniem a ludzką naturą. Film nie stawia łatwych tez i nie feruje wyroków. Zamiast tego skupia się na wewnętrznym dramacie bohatera, jego walce z samotnością i potrzebą bliskości. Właśnie dzięki tej empatii i unikaniu publicystycznych uproszczeń W imię… stało się jednym z najważniejszych i najodważniejszych polskich filmów z wątkiem LGBT, który rezonuje z równą siłą ponad dekadę po premierze.
FILM | dramat Tár USA, 2022
Zgadzam się z Twoją opinią...
www.transseksualni.czo.pl
Kumpel napisal do dystrybutora, odpowiedzial ze w marcu