„Polski dokument Glińskiego był pionierskim i ciepło przyjętym portretem homoseksualnych par w Polsce, choć jego skromna produkcja telewizyjna nie pretenduje do miana wybitnego kina festiwalowego."
„Polski dokument Glińskiego był pionierskim i ciepło przyjętym portretem homoseksualnych par w Polsce, choć jego skromna produkcja telewizyjna nie pretenduje do miana wybitnego kina festiwalowego."
Homo.pl to dokumentalny portret polskich par gejowskich i lesbijskich, nakręcony przez Roberta Glińskiego dla HBO Polska — film, który zamiast politycznych deklaracji pokazuje codzienne życie: miłość, obiady, plany na przyszłość i pytanie, co zrobić, gdy własny kraj nie uznaje twojego związku.
Homo.pl to dokument, który w 2008 roku zrobił coś pozornie prostego, a w polskich realiach wciąż wyjątkowego — pokazał gejów i lesbijki przy stole, w kuchni, podczas kłótni o zmywanie. Robert Gliński zebrał przed kamerą trzy pary gejów, parę lesbijek i samotną lesbijkę: piekarz, fryzjer, nauczycielka, urzędnik bankowy. Nie działaczki, nie celebryci — ludzie z klasy średniej, którzy odpowiadają na ten sam zestaw pytań: kiedy zorientowali się, kim są, jak zareagowała rodzina, czy chcieliby mieć dzieci, co myślą o legalizacji związków partnerskich. Jedna para składa sobie w Warszawie prywatne ślubowanie, bo innej możliwości nie ma. Inna wyjeżdża do Wielkiej Brytanii i zawiera tam legalny civil partnership. Film nie komentuje, nie ocenia — obserwuje.
Gliński przyznaje, że impulsem do nakręcenia dokumentu był miesiąc spędzony u pary gejów w Berlinie. Obserwował ich codzienne życie — zakupy, kino, pomoc sąsiadce — i zaczął się zastanawiać, jak to samo wygląda w Polsce. Scenariusz napisał Jacek Wasilewski, a całość powstała na zlecenie HBO Polska w ramach Filmcontract Ltd. Zdjęcia trwały około pięciu miesięcy, montaż kolejne trzy. Bohaterów szukano przez internet i organizacje LGBT — wszyscy byli już po coming oucie, co zmniejszało ryzyko przypadkowego ujawnienia. Reżyser chciał też pokazać starszą parę gejów po pięćdziesiątce, ale żaden z kandydatów nie zgodził się stanąć przed kamerą. Strach zakodowany jeszcze w czasach PRL okazał się silniejszy.
Film miał premierę w 2008 roku na antenie HBO Polska. Potem trafił na Krakowski Festiwal Filmowy, festiwal Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu, a jesienią 2008 ruszył w trasę po Polsce w ramach objazdowego Festiwalu Filmu Queer „a million different loves!?" — Łódź, Katowice, Gdańsk, Szczecin, Toruń, Lublin i kilka innych miast. W 2008 roku pokazano go też na 20. Polish Film Festival in America w Chicago. Dużych nagród konkursowych film nie zebrał, ale przez kolejne lata regularnie wracał na przeglądy i festiwale queerowe w całej Polsce — od Bydgoszczy po Gorzów Wielkopolski.
Krytycy pisali o nim jako o „subtelnym portrecie środowiska polskich homoseksualistów" — ciepłym, wolnym od tonu wyższości i od sensacji. Gliński celowo ominął parady równości, spory z Kościołem, język polityczny. Powiedział w rozmowie z Onetem, że chciał zrobić film pokazujący, że najważniejsze, co może łączyć ludzi, to miłość — że to właśnie uczucia są prawdziwym przesłaniem jego dokumentu. Na Filmwebie film oceniono na około 5,9/10, ale w komentarzach często pojawia się zdanie, że w polskim kontekście jest ważniejszy, niż wskazywałaby liczba gwiazdek. Dr Bartłomiej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego zwracał uwagę, że w Polsce nadal powstaje niewiele filmów pokazujących gejów i lesbijki jako osoby decydujące się na tworzenie rodzin nienormatywnych — i właśnie dlatego Homo.pl ma znaczenie.
Dla społeczności LGBT film był czymś więcej niż dokumentem — był lustrem. Wielu widzów mówiło, że po raz pierwszy zobaczyli na ekranie kogoś podobnego do siebie: nie postać z nagłówków gazet, nie uczestniczkę demonstracji, ale zwykłego człowieka z problemami z praniem i planami na weekend. Tytuł Gliński tłumaczył dwuznacznie: „homo" to po łacinie człowiek, ale też skrót od „homoseksualny", a „.pl" to współczesna Polska, pokolenie internetu. Razem: człowieczy portret homoseksualizmu tu i teraz. W 2008 roku reżyser mówił, że chciałby kiedyś nakręcić fabularną wersję tej historii — z tymi samymi ludźmi, tymi samymi pytaniami, ale w innej formie. Ten projekt nigdy nie powstał.