O początkach Tongariro Releasing, gejowskich i lesbijskich filmach oraz polskim kinie LGBT z Jakubem Mrozem rozmawiał Kuba Wojtaszczyk.
Kuba Wojtaszczyk: W tym roku mija pięć lat od powstania Tongariro Releasing, czyli pierwszego polskiego dystrybutora kina LGBT. Wystartowaliście w 2010 roku, mógłbyś opowiedzieć o początkach twojej działalności?Jakub Mróz: Razem z moim wieloletnim partnerem, Leszkiem Masłowskim, szukaliśmy pomysłu na siebie. Bardzo prozaicznie chcieliśmy połączyć pracę zawodową z czymś, czemu będziemy mogli się w stu procentach poświęcić. To jest najdoskonalszy stan, gdy robisz to, co lubisz i jeszcze na tym zarabiasz.
Nie mieliśmy żadnego doświadczenia w branży filmowej, ale podświadomie czuliśmy, że to właśnie dzięki popkulturze wpłyniemy na rzeczywistość. Oczywiście lubiliśmy oglądać filmy, więc to one stały się pierwszym impulsem do stworzenia Tongariro. Tym bardziej, gdy weszliśmy do berlińskiej księgarni gejowskiej, w której zobaczyliśmy setki różnych tytułów, wydawanych przez Edition Salzgeber, czyli nasz odpowiednik w Niemczech. Wiedzieliśmy, że to jest to! W Polsce spotkaliśmy się Robertem Dorną, czyli właścicielem Kina Malta w Poznania, który opowiedział nam, jak z jego perspektywy wygląda branża filmowa. Podobnie Roman Gutek zaoferował nam pomoc. Obaj panowie podzielili się z nami swoimi kontaktami, m.in. z kinami studyjnymi. Dzięki nim wejście do świata dystrybucji było o wiele prostsze.
Czyli polski rynek zareagował na was pozytywnie?Naszym założeniem było kierowanie oferty do szerokiej publiczności, nie tylko osób LGBT. Mniejszości seksualne są kryterium przy doborze filmów, ale nie widzów.
Rozpoczęliśmy z rozmachem wprowadzając do szerokiej dystrybucji
„Shortbus” w kinach studyjnych. W tym samym czasie wydaliśmy ten film wraz z
„Pokojem Leo” oraz
„The living end” na DVD. Generalnie kina i sieci sklepów zareagowały bardzo pozytywnie, nie mieliśmy problemu z dystrybucją. Już na samym początku otrzymaliśmy patronat ogólnokrajowych mediów. Wydaje mi się, że przyjęcie było wręcz oczekiwane.
Faktycznie przed wami filmów, poruszających kwestie LGBT było niewiele. Teraz to się zupełnie zmieniło. Jak pozyskujesz nowe tytuły?Podczas festiwali organizowane są specjalne pokazy filmów wyłącznie dla dystrybutorów. Następnie składamy ofertę i następuje licytacja. Z kinem LGBT jest tak, że jeżeli pojawiają bardzo dobre, znane tytuły, to my się o nie raczej nie bijemy. Wiemy, że ktoś inny je kupi i pokaże w Polsce, co jest najważniejsze. Wtedy misja Tongariro realizowana jest nie naszymi rękami. W dalszej perspektywie te filmy i tak trafią na Outfilm, czyli stworzony przez Tongariro serwis VoD (filmów na życzenie).
Wspomniałeś o misji. Jak ona się objawia?Przede wszystkim chcieliśmy pokazać, że w kulturze popularnej pojawiły się reprezentacje osób nieheteroseksualnych. A tym samym dać młodym ludziom możliwość identyfikacji z bohaterami i bohaterkami filmów: przecież przeżywają oni te same problemy, co widzowie! Co więcej, dostarczamy tematu do dyskusji. Stosunkowo szybko zaczęły pojawiać się recenzje w mediach głównego nurtu. Pamiętam, jak wprowadzaliśmy do kin
„Zabiłem moją matkę” w reżyserii Xaviera Dolana i słyszeliśmy spoty radiowe w Tok Fm, to za każdym razem przechodziły nas ciarki!
Wspominane przez ciebie dyskusje na temat osób LGBT rozbrzmiewają w mediach, a tym samym w polityce. Doskonale wiemy, jak się one kończą. Czy zatem te niekończące się spory w jakiś sposób was dotyczą? Mam wrażenie, że pomimo chaosu równościowego Tongariro jest nie do ruszenia.Sytuacja się zmienia, ale nie jestem pewien, czy to zależy od polityki. Zaobserwowaliśmy fakt doświadczenia delikatnego przesytu u recenzentów tematyką gejowską i lesbijską. Gdy rozpoczynaliśmy działalność tylko Gutek Film, a czasami Against Gravity, wprowadzali pojedyncze tytuły z wątkami LGBT.
Obecnie inni dystrybutorzy chętniej, czy odważniej sięgają po takie tytuły. Czasami w recenzjach pojawiają się nagłówki, np. „Kolejny film gejowski”, albo „Kolejny film, w którym powielane są te same motywy”. Co oznacza, że recenzenci zaczęli szukać ciekawszych wątków niż tych dotyczących standardowych tematów, jak coming-out, czy homofobia. Pewnie stąd tak świetne przyjęcie produkcji
„Nieznajomy nad jeziorem”. Jak się później okazało był to zachwyt mediów, a nie widzów, których oczekiwania wobec filmów nie zmieniają się tak szybko jak krytyków. Wydaje mi się, że geje i lesbijki w dalszym ciągu potrzebują filmów, przy których mogą się poczuć dobrze, na których mogą popłakać, pośmiać się.
A może ta niezmienność gustów wynika z nieprzepracowania pewnych kwestii kultury popularnej, niegdyś zamkniętej na LGBT? Dlatego potrzebujemy gejowskich i lesbijskich komedii romantycznych, dramatów społecznych itp., których scenariusze oparte są na schematach?Chyba nie o to chodzi. Wydaje mi się, że wynika to z pewnych niezmiennych elementów u osób nieheteronormatywnych, jak np. coming out przed sobą, a następnie przed światem. Każdy przez to musi przejść i tej identyfikacji może szukać właśnie w filmach. Każdy też szuka miłości, więc to również chcemy oglądać przez całe życie. Z drugiej strony kinematografia LGBT ewoluuje, czemu dowodzi John Paul Lockhart, który kręci m.in. sensacje i horrory z elementami nieheteroseksualnymi. W tych filmach nie ma schematów, dostajemy zupełnie nową jakość.
Rozmawiamy o filmach zagranicznych. Polska kinematografia raczej nie dotyka tematyki gejowskiej i lesbijskiej.Najnowsze produkcje to
„Płynące wieżowce” Wasilewskiego i
„W imię” Szumowskiej. Na festiwalu w Gdyni pokazywany był film „Mów mi Marianna” Karoliny Bielawskiej. Czasami dostaję scenariusze od producentów, z których mogą powstać naprawdę fajne filmy.
Jednak wydaje mi się, że polscy twórcy są bardziej gotowi do kręcenia takich produkcji, niż polska widownia do ich oglądania. Przykładem jest wspominany film „Płynące wieżowce”, którego frekwencja w Polsce była znacznie poniżej oczekiwań; natomiast za granicą radził sobie dużo lepiej. Mimo to, pozostaję w tej sprawie optymistą – mam nadzieję, że ta sytuacja ulegnie zmianie.
Słowo optymizm świetnie opisuje Tongariro, którego jubileusz wypadał we wrześniu. Jak świętowaliście?4 września wprowadziliśmy do kin film
„Pieśń słonia”, gdzie główną rolę gra Xavier Dolan. Mogę zdradzić, że w tym właśnie filmie w końcu zabija swoją matkę. Przygotowaliśmy też specjalne wydanie pięciu jubileuszowych tytułów na DVD. Co więcej zmieni się Outfilm. Powstaje zupełnie nowa strona, którą wyposażymy w rozbudowane funkcje społecznościowe. To one odróżniają nas od innych portali VoD, ponieważ nasi widzowie rozmawiają ze sobą, dyskutują, oceniają tytuły. Stworzyli prawdziwą filmową wspólnotę!
Odwiedź strony internetowe: www.tongariro.pl, www.outfilm.pl
Trochę jednak jest https://www.outfilm.pl/list/lesbijskie