Mijający tydzień przyniół wiadomości kiepskie. Anna Grodzka i Wanda Nowicka nie zdobyły wystarczającej liczby podpisów na listach poparcia i ostatecznie nie zarejestrowały swojej kadydatury.
- Jacek Kochanowski - Dla społeczności queer to bardzo zła wiadomość. Obecność obu kandydatek w kampanii gwarantowała poważne potraktowanie problematyki praw człowieka, równości i przeciwdziałania dyskryminacji. Teraz kampanię zdominują tak palące kwestie, jak euro, SKOKi, Smoleńsk i inne temu podobne. No i, oczywiście, wojna. Nie będzie żadnej merytorycznej kampanii, będą pyskówka i slogany.
Porażka obu posłanek (a w zasadzie porażka struktur partyjnych odpowiedzialnych za zbieranie podpisów pod ich kandydaturami) to także zapowiedź kiepskiego wyniku lewicy w wyborach parlamentarnych. Szczególnie dobry wynik Anny Grodzkiej byłby szansą zbudowania zaczątku konsekwentnej, ideowej lewicy społecznej. Takiej lewicy, która mogłaby być przeciwwagą dla domimującej w Polsce polityki neoliberalnej.
Uważam, że powstanie takiej lewicy w Polsce ma ogromne znaczenie także dla osób niehetero czy trans. Wzruszając się na filmie
"Pride" (polski tytuł "Dumni i wściekli", gratuluję tłumaczom) warto pamiętać o przesłaniu tego filmu:
sprawiedliwe państwo to takie, w którym walczy się z wszelkimi postaciami wykluczenia: klasowego (ekonomicznego), płciowego, seksualnego, etnicznego, rasowego itp. Popierając choć jedną z tych form dyskryminacji zgadzamy się w istocie na istnienie systemu nierówności, systemu segregacji społecznej. Na dzielenie ludzi na lepszych i gorszych. Na wspieranie tych uznanych za lepszych i lekceważenie problemów tych uznanych za gorszych.
Nie istnieje państwo sprawiedliwe "częściowo", podobnie jak nie można być trochę w ciąży. Jeśli pozwalamy władzy na wybieranie sobie kategorii obywateli, którym chce pomagać przy ignorowaniu interesów pozostałych, zgadzamy się po prostu na niesprawiedliwe państwo. A państwo niesprawiedliwe to państwo ułomnej demokracji. Państwo, z którego uciekać będą ci, których władza postanowiła mieć gdzieś.
Nie wierzę w szczerość intencji partii politycznej, która wspiera wielkie korporacje i ich interesy, nie mając żadnego pomysłu na likwidację potężnych obszarów biedy w Polsce.
Jeśli nie interesuje się biednymi, czemu ma się interesować osobami niehetero albo nierównością płci? Z tego nie ma specjalnego zysku politycznego. Jeśli ktoś nie rozumie, że każda nierówność jest niemoralna, nie będzie potrafił prowadzić moralnej polityki.
Z drugiej strony partia polityczna, która stara się, przynajmniej w pewnych obszarach, reprezentować ludzi biednych, ale zarazem pozwala sobie na wulgarną homofobię, transfobię, seksizm czy rasizm, taka partia jest równie niemoralna.
Obie partie dzielą ludzi na równych i równiejszych. Jedna stawia na młodych i przesiębiorczych korpoludków, druga na mniej zamożnych, za to katolików, hetero, cispłciowych itp. Żadna z nich nie ma pojęcia o istocie demokracji i o zasadzie sprawiedliwości w polityce państwa.Z badań socjologicznych wiemy, że ubóstwo i bezrobocie w Polsce dotyczy przede wszystkim kobiet. Czy partia odrzucająca "szkodliwą ideologię gęder" będzie zatem umiała zrozumieć problem ubóstwa i mu przeciwdziałać? Wiemy też, że wykluczenie ekonomiczne to m.in. gorsze wykszałcenie, a ono z kolei sprzyja umacanianiu stereotypów i uprzedzeń. Frustracja biedą i bezrobociem w całej Europie napędza elektorat partiom skrajnie prawicowym. To dlatego walka z biedą i klasowym wykluczeniem to także walka z homofobią czy transfobią. Jak nie Lepper to Korwin, jak nie ten, to inny Kowalski - prędzej czy pózniej doczekamy jakiejś polskiej wersji Frontu Narodowego.
Nie mam dobrych przeczuć co do kolejnych lewicowych inicjatyw budowanych przez wciąż te same twarze i popierane przez tych samych mentorów. Na szczęście jest promyczek nadziei: powstawanie i rozwój coraz liczniejszych organizacji pozarządowych i grup nieformalnych, które od dołu zaczynają wprowadzać inne myślenie o polityce, równosci, sprawiedliwości.
Widziałem takie grupy w wielu miastach, tworzą je ruchy miejskie, nurty feministyczne, działacze związków zawodowych, osoby działające w ruchach LGBTQ czy te związane z wspieraniem środowisk imigranckich. I myślę sobie, że lewica społeczna powstanie właśnie z takich wielobarwnych koalicji. Łączy je bowiem to, co najważniejsze, czyli sprzeciw wobec wszelkich form nierówności i wykluczenia.
I w moim przekonaniu tylko taka siła społeczna będzie w stanie zbudować sprawiedliwe państwo, które wspierać i szanować będzie także osoby nieheteroseksualne i transpłciowe. I to nie tylko te z warszawskiego Zbawixa, ale także
te z małych miejscowości, także te, których nie stać na to, by w modnej knajpie schronić się przed homofobią czy transfobią. Czas na pretensjonalne zakończenie: wiosna idzie, niech zatem rozkwitają nie tylko kwiaty, ale także inicjatywy, z których w przyszłości wyłoni się nowa jakość w polskiej polityce. Lewaki i lewaczki, do boju!
Czy obrażają Ciebie takie określenia jak "polaczek", "chłopczyk", "studencik"?
Po pierwsze - tak.
Po drugie - roboty przy tym jest prawie nic.
Po trzecie - brak rozpoznania prawnego malzenstw jednoplciowych tworzy stan niezgodnosci miedzy KRiO i Konstytucja.
Po czwarte - kosztuje to dokladnie nic, a nawet daje jakies male oszczednosci w budzecie.
Wiec dlaczego niby mielibysmy z tym czekac? Bo agenci jakiegos smiesznego panstewka wielkosci pola golfowego sie pienia?
Zawsze można znaleźć coś "ważniejszego" od spraw LGBT.
Zapewne przez najbliższe 100 lat nie rozwiąże się problemu głodu na świecie.
Czy głód na świecie to dostateczny powód, aby w Polsce na 100 lat zawiesić walkę o równość?
O, wlasnie. A skad te "deficyty"? Z lewackiego przekonania ze wszystko wszystkim nalezy sie za "darmo" w imie "sprawiedliwosci spolecznej" i ze mozna sie zadluzac w nieskonczonosc bez konsekwencji.
Jak gnojek zadluzajacy sie u znajomego dilera na najnowszego iPhonea a potem placzacy ze ktos mu zlamal reke.
Jak ja lubię być "lewaczką" ;)
Wystarczy troszkę ruszyć głową i choć trochę lubić ludzi.
Fiołek tematyczny: https://www.facebook.com/SztuczneFiolki/photos/a.48378907(...)1542464/