Wydawałoby się, że powinniśmy się czegoś nauczyć. Najpierw w 2015 roku część naszej społeczności, na fali protestu i (słusznego) rozczarowania, wypięła się na (wyjątkowo słabego) kandydata PO, Bronisława Komorowskiego. Przyczyniliśmy się tym samym do wyboru Andrzeja Dudy, który już na samym początku swojej prezydentury zawetował ustawę o uzgodnieniu płci – sztandarowy projekt Anny Grodzkiej. To był niestety dopiero początek.
W tym samym roku komitet Zjednoczona Lewica (SLD, Palikot, PPS, UP i Zieloni) zaliczył spektakularną porażkę, lądując pod progiem wyborczym. Zabrakło zaledwie 0,45 punktu procentowego, aby znaleźć się w Sejmie i umożliwić PO stworzenie rządu koalicyjnego. Głosy Lewicy zagarnęła partia Razem Adriana Zandberga, zapewniając sobie tym samym państwowe subwencje. Żeby było jasne: winę za słaby wynik Lewicy ponosi Lewica, która uznała, że Palikot będzie świetnym koalicjantem, zmuszając de facto swoich lewicowych wyborców do poparcia PiS-u lub Razem, które były znacznie bardziej socjalne. Skutkiem ubocznym było stworzenie rządu przez PiS. Czy Razem lub wyborcy partii Zandbe... ( Pozostało znaków: 4675 )
Ten artykuł został przeniesiony do archiwum
Możesz uzystkać dostęp do wszystkich archiwalnych newsów i artykułów zostając abonentem usługi Przyjaciel Queer.pl Twoja opłata pomoże nam w utrzymaniu portalu Queer.pl.