Triumf prawicy, klęska lewicy - tak najkrócej można podsumować wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich.
Sukces Dudy to głównie efekt niskiej frekwencji i mobilizacji jego elektoratu. Nieoczekiwane drugie miejsce Komorowskiego to kara za pychę i arogancję i jego, i jego formacji. Sądzili, że są "skazani na sukces", a same wybory to formalność.
Taki kubeł zimnej wody bardzo przyda się formacji rządzącej, choć nie sądzę, by znacząco wpłynął na realną korektę rządzenia.
Kukiz i jego nieoczekiwany wynik to - jak słusznie powtarzają komentatorzy i komentatorki - wyraz zmęczenia duopolem POPiS, wszak zmagania między tymi dwiema partiami trwają dekadę. Nie sądzę, by wyborcy uwierzyli w to, że Jednomandatowe Okręgi Wyborcze usuną ten duopol - przecież najprawdopodobniej byłoby dokładnie odwrotnie. Widać to po składzie Senatu.
Klęska lewicy była spodziewana, zaskakuje tylko jej skala i reakcje autorów tych klęsk. Leszek Miller oświadczył, że SLD w zasadzie... nie brał udziału w wyborach, a Ogórek była kandydatką niezależną. Czy ktoś jednak jest zaskoczony, że w Polsce (i nie tylko) politycy nie potrafią brać odpowiedzialności za swoje decyzje? Podobnie smuci mnie reakcja Janusza Palikota. Jego wynik to efekt utraty wiarygodności: po prostu nie sposób zorientować się, jakie są jego aktualne poglądy i jakie będą za tydzień. Palikot zapowiedział "dalszą walkę". Czy uzyskanie poparcia zaledwie 211 242 wyborców nie jest wyraźnym sygnałem "go home"?
Decyzje Palikota i Millera oraz obserwowane ruchy robaczkowe po lewej stronie (rozłam w Zielonych i powstanie partii Razem, próby tworzenia nowych formacji: jednej wokół dawnych działaczy SLD i drugiej, zapowiadanej "listem profesorów") - wszystko to wskazuje, że w wyborach parlamentarnych będziemy ponownie mieć kilka list mniej lub więcej lewicowych. I wyjdzie jak zawsze.
Dla środowisk osób nieheteroseksualnych to wiadomość kiepska:
przyszłość nie będzie różowa. Rzekome "przesuwanie się" PO na lewo w zasadzie ograniczyło się do ratyfikowania w ostatniej chwili konwencji antyprzemocowej (co prawdopodobnie uratowało Komorowskiego przed kompletną kompromitacją w pierwszej turze). Ale związków partnerskich nie ma, ustawy o uzgodnieniu płci nie ma, Ministerstwo Edukacji Narodowej pytane o przeciwdziałanie dyskryminacji w szkołach problem zbywa itp. itd. Być może PO w panice zdoła uchwalić kiepską i nadal ideologiczną ustawę o in-vitro (wykluczającą m.in. samotne matki i pary homoseksualne) albo karykaturalnie minimalistyczną ustawę o związkach partnerskich. Być może, choć uwierzę, gdy zobaczę.
Czy lepsze kiepskie związki partnerskie, niż żadne? Twierdzę, że lepiej żadne, bo jak dowodzi przykład ustawy antyaborcyjnej fałszywy "kompromis" na bardzo długo może zablokować wprowadzenie pełnego równouprawnienia par jednopłciowych.
A co z drugą turą? Czeka nas - jak słusznie zauważyły Sztuczne Fiołki - czas straszenia PiSem i podlizywania się ludziom lewicy, choć elektorat Kukiza wydaje się być dla PO bardziej łakomym kąskiem. Część osób LGBTQ zapewne wesprze Komorowskiego, woląc
konserwatywnego myśliwego od niewątpliwie homofobicznej "kukiełki" i jej zaplecza. Dla bardziej lewicowej części osób niehetero sprawa jest trudniejsza. Jak to obrazowo skomentował ktoś na Facebooku: wegetarianom dano do wyboru: karkówka albo schab. Z tego powodu wiele osób zapewne - podobnie jak w przypadku pierwszej tury - po prostu zostanie w domu.
Zaliczam się do tej ostatniej grupy: zostaję w domu. Głosować na "mniejsze zło" można w stanie wyższej konieczności, przecież to w istocie głosowanie wbrew swoim przekonaniom.
Nie akceptuję demokracji, gdzie regułą (od dekady!) staje się łamanie sumień przy pomocy szantażu "bo tamci są gorsi". Rozumiem, że nie ma kandydatów idealnych, ale jako człowiek lewicy poprę kandydata lub kandydatkę z lewicy. Jeśli kiedyś się pojawi.
W wojnę PO-PiS jest wciągnięta duża część społeczeństwa, co nakręca atmosferę agresji, wzajemnych oskarżeń obu stron, wzajemnego poniżania się. Można już usłyszeć: będziesz głosował na Komorowskiego - popierasz mordowanie zwierząt i neoliberalny wyzysk, zostaniesz w domu - popierasz przemoc wobec kobiet i Macierewicza. Nie warto plątać się w taką demagogię, to trudna decyzja, która wcale nie musi świadczyć o poglądach, już prędzej - o desperacji.
Przeżyliśmy Kaczyńskiego, przeżyjemy Dudę, jeśli zajdzie taka konieczność. Wiele osób przypomina, że rządy Braci były paradoksalnie złotym okresem ruchu LGBT. O takiej solidarności i mobilizacji dziś można tylko pomarzyć. Jakby polityka "ciepłej wody" udzieliła się także osobom nieheteroseksualnym. Może także i nam potrzebny jest kubeł zimnej wody? Choćby po to, by nie sprzedawać swojego głosu za ustawę, której praktycznym skutkiem będzie jedynie odbieranie za siebie korespondencji i odwiedzanie się w szpitalu.
Osoby nieheteroseksualne i transpłciowe mają różne poglądy polityczne i zapewne także na Queer.pl będzie gorąco. Warto jednak miarkować ton i nie przenosić wojny polsko-polskiej na "nasze" podwórko. Już lepiej brać przykład ze studentek i studentów UW, którzy ostro przeciwstawili się próbie kolejnego sięgania do ich kieszeni i robią na uczelni prawdziwy i wreszcie nie post-polityczny ferment. Tego oddolnego fermentu potrzeba nam o niebo bardziej, niż udziału w jałowej "wojnie na górze".
Wykorzystano zdjęcie “Meat!” Beau Lebens (CC)
Podpisuję się rękami i nogami ;) Tylko ostatnio na Marsz Równości w Krakowie przyszło zaledwie 500 osób, żeby domagać się ustawy o związkach partnerskich/równości małżeńskiej. Na świetną debatę o równości małżeńskiej przyszło w porywach 20 osób. Bierność, obojętność, marazm, brak odwagi cywilnej osób LGBT przeraża mnie nie mniej niż politycy prawicy.
w pełni świadomie i z głębokim przekonaniem o słuszności tego przedsięwzięcia
swój głos na Program i Kandydaturę Pana dr Andrzeja Dudy.
Choć jestem osobą o orientacji homoseksualnej,to postrzegam siebie jako
człowieka i obywatela,który w najgłębszym stopniu wyraża głębokie zatroskanie
aktualnym biegiem spraw Państwa i Narodu Polskiego.
Ufam,że kompetencje i merytoryczne przygotowanie Pana dr Andrzeja Dudy,
będą stanowiły solidny zalążek do pozytywnych zmian w naszej Ojczyźnie -
Rzeczypospolitej Polskiej.
Bo ja odsyłam to edukacji, a ty do cofnięcia się w rozwoju, że to tak ujmę. Jest różnica, świadcząca o Tobie..
Nie, ja nie odsyłam do "cofnięcia w rozwoju". Ja odsyłam do miejsca, które będzie odpowiednie do Twoich dziecinnych zachować.
szampon:
Bo Ty chyba patrzysz na to, co sugeruje nazwa, a ja na to co pokazują czyny. Jedyna różnica pomiędzy NSDAP a współczesną Europą jest taka, że III Rzesza była narodowym socjalizmem, a dzisiaj mamy państwowy socjalizm - wkraczający w euro-socjalizm.
Czyny pokazały, że NSDAP w kwestiach światopoglądowych była to partia prawicowa/konserwatywna. ("niechęć" do innych narodowości i do LGBT, bóg na ustach i mundurach, zakaz aborcji dla swoich obywateli itp.).
Ja w ogóle jestem uroczy i niewinny ;)
shingao:
Bo ja odsyłam to edukacji, a ty do cofnięcia się w rozwoju, że to tak ujmę. Jest różnica, świadcząca o Tobie.
shingao:
A kto się kłóci :D Przecież ja wręcz przeciwnie, coś jest lewicą, coś prawicą, a coś centrum.
shingao:
Bo Ty chyba patrzysz na to, co sugeruje nazwa, a ja na to co pokazują czyny. Jedyna różnica pomiędzy NSDAP a współczesną Europą jest taka, że III Rzesza była narodowym socjalizmem, a dzisiaj mamy państwowy socjalizm - wkraczający w euro-socjalizm.
shingao:
Jak napisałem wcześniej, poglądy jak dupa.
Liberalizm gospodarczy i obyczajowy to libertarianizm a nie lewica czy prawica. Konserwatyzm obyczajowy i lewica gospodarcza to z tego co ja słyszałem centroprawica
Nie mów takich okropnych bluźnierstw. Kiedy nazywasz partię lewicową gospodarczo centroprawicą, to narażasz się na lincz ze strony korwinowców i libertarian.
Mhm, zaczyna się.
Jesteś uroczy w tym udawaniu niewinnego. Jeśli Ty wysyłasz ludzi do książek, to czemu ja nie mogę Ciebie do piaskownicy? ;)
Przecież odpowiedziałem na równie niskim poziomie tak jak Ty.
szampon:
Może by Ciebie nie bawiło, gdybyś wiedział co jest porównywane. Porównuje się stosunek do spraw światopoglądowych, a nie do gospodarki.
szampon:
Dlatego Tobie też polecam przyjęcie tej oczywistości i zaprzestanie bezproduktywnych kłótni co jest lewicą, a co prawicą.
szampon:
Jest w ogóle taka partia? Wait, chyba taka już była. NSDAP.
No i? NSDAP to była lewica czy prawica? Określenie "narodowo" sugeruje, że prawica, a "socjalistyczna", że lewica. To dobry przykład na to, że podział na lewicę i prawicę jest nieużyteczny.
szampon:
Zależy czy libertarian uważasz za lewicowców czy za prawicowców.
Ty mi to powiedz. To Ty dzielisz partie na lewicę i prawicę. Dla mnie to nie ma sensu.