Elementem „skandalicznej” promocji książki było podkreślanie owej biseksualności pisarza. Twoim zdaniem „Kronos” nam – jako społeczności LGBTQ – coś daje?
My potrzebujemy swoich narracji jako społeczność les, gej, bi, trans i queerująca. Sądzę, że Gombrowicz jest dobrą pożywką do zwerbalizowania własnej odmieńczości. On pokazuje, że da się na wiele sposobów wyrażać siebie, mówić o innych, szukać form ekspresji, zwracając uwagę na sekspresje. Ja bardzo lubię używać słowa „sekspresje” względem branżowej literatury. Gombrowicz jest też nasz. Cokolwiek mówimy, robimy – może nie być przez nas ukierunkowane seksualnie, nacechowane erotycznie, ale przez innych zostanie zinterpretowane w tych kategoriach, właśnie dlatego, że jesteśmy LGBTQ.
Przyjrzyjmy się recepcji książki: na pierwszym planie jest bohater rozbierany do cna, odsłaniany na pierwszym miejscu jako człowiek seksualny, artysta trademarkowy, ale z imprintem biseks. Mnie on pasuje, żeby go brać do siebie w każdej wersji, ale róbmy to świadomie. Kusi mnie użycie Gombrowicza jako tego, który pozwoli nam poznać samych siebie, a później znaleźć własny wyraz. Twórca, dopóki nie wypracuje swojego zdania, idiomu, posługuje się cudzymi.
My też tak robimy: nasza typowa ciotonówka krakowska to często osóbka, która, co usłyszy, to powtórzy. Jak „Iwaszkiewicz wielkim gejowskim pisarzem był”! A żeby tak przeczytała humanita-tumanica więcej tego Iwaszkiewicza niż prasowe wypisy z dzienników – opowiadania, powieści, wiersze. I niech ma swoje zdanie! Z osobniczej lektury, jak przystoi queerówce.
Co dla Ciebie w „Kronosie” na plus?Klimat życia literackiego, jakie wiodło się przed wojną i na emigracji. Poznanie wielu zależności w branży, nienawiści środowiskowych – ówczesne relacje władztwa i podległości, topy i bottomy mogą kręcić. Rzeczy znane tylko z opracowań historycznoliterackich są tu odczuwalne jak bezpośrednie splunięcie! Bez kreacji czy krępacji.
Życie w Buenos Aires w tamtych czasach?Przyznaję się, że mam braki w tej kwestii, a po lekturze Kronosa odczuwam jeszcze większy głód poznania Gombrowicza ówczesnego, czasów i warunków, w których przyszło mu żyć. Zgłębić tak jego życie codzienne, taktykę prowadzenia się... Bo solidnej, pełnej biografii mistrza Witolda brakuje na rynku.
No i wydanie ładne?Dobrze się wydaje w Polsce Gombrowicza, np. w kolekcjonerskiej edycji z posłowiami Jerzego Franczaka i w opracowaniu graficznym Przemka Dębowskiego. Lękam się jednak, żeby „Dziennik 1953–1969”, wydrukowany ostatnio w bliźniaczej szacie z „Kronosem”, nie stał się gadżetem, który się postawi w widocznym miejscu albo poprzegląda tylko. Czytajcie Gombra! Byle tego rasowego! Zapuszczajcie audiozBOOKi! W Gombrowicza można grać, pogrywać sobie, bawić się nim i z nim. Prozy i dzienniki są świetne, żywe. Mnie nadal obchodzą, kiedy je czytam. Na dodatek tyle sądów o różnych sferach życia artystycznego jest ciągle aktualnych. Obrazy i postaci jak z powieści znamy doskonale, bo otaczają nas. I nie myślę tylko o ciotkach kulturalnych!
Tomek Charnas
Dziennikarz kulturalny i pismak wieczorową porą, w biały dzień edytor i copywriter. Jako redaktor literacki współpracował m.in. z Marianem Pankowskim, Michałem Witkowskim, Ewą Sonnenberg. Współautor słownika młodej polskiej kultury „Tekstylia bis”. Można go usłyszeć, jak gada nie tylko o LGBTQ-owych tytułach, w krakowskiej radiofonii i Radiu Queer.pl.
Książkę można kupić w sklepie Prideshop.pl
Nigdy nie broniłem się przed przegięciem.
Jakoś jednak dla mnie to brzmi sztucznie... dla mnie nawet. Może nie jako przegięcie, tylko przeintelektualizowanie, nie wiem.