Naprzeciwko domu, w którym mieszkam, znajdują się cmentarz, turecki bar z tańcem brzucha a także toaleta publiczna. W barze kupuję czasem papierosy, cmentarz stanowi część mojej trasy joggingu, ale w pobazgranym, małym domku dla "panów" i "pań" nigdy jeszcze nie byłem. A czemu? Mieszkam bowiem, jak wspomniałem, bezpośrednio po drugiej stronie ulicy...
Naprzeciwko domu, w którym mieszkam, znajdują się cmentarz, turecki bar z tańcem brzucha a także toaleta publiczna. W barze kupuję czasem papierosy, cmentarz stanowi część mojej trasy joggingu, ale w pobazgranym, małym domku dla "panów" i "pań" nigdy jeszcze nie byłem. A czemu? Mieszkam bowiem, jak wspomniałem, bezpośrednio po drugiej stronie ulicy.
Ciepły wiosenny wieczór. Wracamy z Karolkiem z kina. Obejrzeliśmy "Przeminęło z wiatrem" po raz- nie- wiadomo- który. Karolek przyśpiesza na lekko ugiętych nogach przygryzając wargi.
-Powinienem był iść do kibla zaraz po filmie- jęczy. -Pęcherz ciśnie mnie już od oblężenia Atlanty.
-To było, jakby na to nie patrzeć, 120 lat temu.
-Mój Boże, Baby! Już nie wytrzymam!
-Karolku! Jeszcze tylko przejdziemy przez ulice...
-I na szóste piętro? Na czwartym pęcherz mi pęknie. To będzie z pewnością straszny huk. Baby idę do toalety publicznej.- Powiedział, po czym zniknął w szarej budce.
Nigdy nie korzystam z pisuarów i podobnych miejsc. Po pierwsze jestem, jak to mówią Amerykańce- pee shy- po prostu nie mogę, gdy ktoś na mnie patrzy. Po drugie nie potrafię na stojąco. To z powodu mojej wczesno- dziecięcej traumy. Chodziłem jeszcze do podstawówki i oddawałem mocz na stojąco, jak każdy porządny chłopak. Razu pewnego odwiedzałem właśnie kolegę z klasy, w celu, jak sądzili nasi rodzice, wymiany znaczków. W rzeczywistości jednak, bawiliśmy się godzinami naszymi pisiorkami. Kiedyś tak mnie połechtało, że musiałem koniecznie na kibelek. Niestety żarówka w małej, ciemnej łazience była zepsuta, wiec w ciemnościach usiłowałem trafić do muszli, co nie udało mi się jednak niestety, i co z przerażeniem spostrzegłem, gdy otwierałem potem drzwi, w postaci połyskującej na podłodze kałuży. Błyskawicznie zamknąłem drzwi i usiłowałem wytrzeć to wszystko tonami papieru toaletowego. Mokry papier wrzucałem do kibla, gdy spostrzegłem przy spłukiwaniu, że zatkałem go dokumentnie! Gorączkowo spłukiwałem dalej- woda się przelewała. Przy trzecim pociągnięciu w panice złamałem jakiś element mechanizmu spłuczki. Woda leciała teraz bez przerwy zalewając powoli łazienkę. W tym czasie mama mego kolegi dobijała się już do drzwi chcąc wiedzieć koniecznie, co tam się dzieje. Krótko rozważyłem alternatywę: czy z rozpaczy utopić się w klozecie, czy też otworzyć i stanąć twarzą w twarz ze wstydem i hańbą. Rura odpływowa zaczęła nagle gulgotać a nasiąknięty papier toaletowy (jak również inne straszliwe rzeczy) począł się unosić ku krawędzi kibelka. Z krzykiem otworzyłem drzwi...
Od tego nieszczęsnego dnia sikam tylko na siedząco.
Karol wraca i przerywa reminiscencje jednego z najbardziej mrocznych przeżyć mojego neurotycznego dzieciństwa.
-Uff, teraz mi lepiej. Hmm, znasz to uczucie, kiedy godzinami ci się chce, a nie możesz, aż wreszcie możesz- włosy jeżą ci się na karku z ulgi, dostajesz gęsiej skórki na całym ciele i przeszywają cię dreszcze.
-Taa, znam to uczucie, nie koniecznie w powiązaniu z sikaniem
-Ależ Baby. Seks możesz mieć tu także. Wyobraź sobie, ta toaleta to pikieta! Mieszkasz już tu dwa lata i wcale o tym nic nie wiedzieliśmy.
-Masz na myśli to obrzydliwe miejsce, gdzie pomarszczone staruchy oddają się zboczonym praktykom?
-Z tymi staruchami to nie do końca jest tak, ale jeżeli chodzi o te praktyki zboczone...hmm, Baby!- Karolek mrugnął do lekko zaczerwienionego trzydziestolatka w jasnym płaszczu, wychodzącemu właśnie z toalety. Mężczyzna z zakłopotaniem odwzajemnił mrugnięcie.
-Karolu, czyżbyś ty także?
-Kto wie Baby, kto wie...
Całą noc nie mogłem usnąć. Myśl o tym, ze po drugiej stronie ulicy dzikie fantazje seksualne stają się rzeczywistością, w czasie, kiedy JA śpię!, nie dawała mi spokoju. W końcu zwyciężyła ciekawość. Podjąłem wyzwanie, zbadania nieznanego terenu jakiem była dla mnie dotychczas pikieta.
Na pikiecie było cicho. Dwa pomieszczenia, w jednym rynna pisuaru wzdłuż, całej ściany, w drugim kabiny. Nikogusieńko. Przyglądam się bazgrołom na ścianach: poszukiwani są owłosione ogiery, oferowani ulegli niewolnicy, reklamowani zawsze na wszystko gotowi poszukujący towarzyszy zabaw nastolatki. A pomiędzy tą całą giełdą- nieobyczajne erotyczne rysunki przypominające nieco malarstwo jaskiniowe. Czuję się naprawdę jak w grocie: półmrok, moje kroki dudnią, cicho kapie jakiś kran, chropowato- mokra podłoga. Wszechobecny smród moczu wytrąca mnie jednak z tych wagneriańskich spostrzeżeń.
Jakiś cień w drzwiach. Dobrze skrojony garnitur. Aktóweczka. Gdy ich właściciel ustawia się obok mnie przy pisuarze mogę rozpoznać sygnet z brylancikiem na jego palcu i pokrytą bliznami po ospie twarz trzydziestolatka. Ten stawia teczkę na podłodze, otwiera rozporek i wyciąga przyrodzenie. Zamiast jednak sikać, spogląda na mnie i wyciąga paczkę papierosów z kieszeni kurtki. Lewą ręką zaczyna palić, prawą gładzi swojego penisa, który szybko osiąga potężne rozmiary.
Jestem zszokowany z powodu totalnego braku zahamowań. Skąd ten facet może wiedzieć, czy nie jestem przypadkowym przechodniem, który wpadł tu po prosu by załatwić potrzebę. Albo może tajniakiem?
Wzburzony i zmieszany opuszczam pikietę i wyruszam na mały spacerek po cmentarzu. By ochłonąć! Po dziesięciu minutach odważam się zajrzeć ponownie. Ospowaty oparty niedbale czyta gazetę w jednej ręce, w drugiej ma to, co poprzednio. Spogląda na mnie wymownie:, Co, znowu tutaj? Chyba ci się jednak chce?!
Chcąc mu udowodnić, ze potrafię być równie cool jak on, ustawiam się, z metrowym odstępem dla bezpieczeństwa, przy pisuarze i wyciągam mojego, z nerwów skurczonego do mikroskopijnych rozmiarów pisiorka. Gapię się przy tym w ścianę i próbuję wyglądać na wyluzowanego.
Jakiś siwiutki staruszek w kurtce z podpinką wchodzi, ustawia się obok mnie i otwiera rozporek. Liliowy, zmaltretowany organ i kępka bielutkich włosów łonowych wyłażą na światło dzienne. Dać ulgę wiekowej potencji? Nigdy z nim!
Bez krępacji dziadek pochyla się i chwyta mnie za przykurczone przyrodzenie. Z piskiem odskakuję, zapinam pospiesznie rozporek, przycinając przy tym mojego kutaska i piszczę jeszcze głośniej. Wybiegam z pikiety, przelatuję przez ulicę, sześć pięter w górę do mojego domku, gdzie zapodaję sobie podwójną Martini z wódką. No taaa, coś poszło nie tak. Jeszcze jedna kolejka. Baby- jesteś żałosnym tchórzem. Chcesz tego czy nie? Odważ się wreszcie!- szepcze we mnie jakiś głos.
Niektórzy ludzie słuchają chętnie swoich wewnętrznych głosów, ja jednak mam zawsze nieodparte wrażenie, że cierpię na jakieś schizo. Trzecia podwójna kolejka. Jeszcze zobaczymy, kto się to nie odważy!
Zdecydowany na wszystko, chwiejnym nieco krokiem schodzę schodami. Tym razem otwieram drzwi pikiety niczym kowboj wchodząc do saloonu. Ospowaty klęczy już przed siwym- jednak wcale nie z powodu szacunku dla podeszłego wieku. W bezpiecznej odległości staję znowu przy pisuarze i niby mimochodem zaczym się całej akcji przyglądać. Stwierdzam przy tym, że nie szczególnie mnie podnieca obserwowanie całkowicie odzianych mężczyzn uprawiających seks oralny. Mnie w mężczyznach interesuje coś więcej niż tylko członek. A`propos: może powinienem wyciągnąć tez mojego, to chyba taki zwyczaj tutaj. Musiałem chyba parsknąć śmiechem, bo starsi panowie spojrzeli wyraźnie poirytowani. Ale chyba jednak nie tak bardzo.
Jakiś blondyn w jeansach właśnie wszedł, ale to obu zajętym sobą panom, również nie przeszkodziło. Byli tak sobą zaabsorbowani, że nawet gdyby The Supremes dali na pikiecie koncert, nie zwróciliby na to uwagi. Typek od jeansów staje tuż przy mnie by zaprezentować, co w spodniach ma. Uśmiecha się przy tym jedną ręka masując siebie, drugą mnie.
-Idziemy do kabiny?- szepce do ucha.
-Ale, nie mam drobnych- najgłupsza wymówka, jaka tylko mogła mi przyjść do głowy.
Blondyn wykazuje zrozumienie i ciągnie mnie (cały czas nie puszczając mego krocza) do drugiego pomieszczenia. Wrzuca trzydzieści fenigów i wpycha mnie dom kabiny1.
Najprzyjemniejsze w całej tej sytuacji jest, że można tu w pewnym ograniczonym stopniu pozbyć się zbędnego w tym momencie odzienia, co też skwapliwie czynimy. Ponadto panuje tu intymna atmosfera, w przeciwieństwie do tej na zewnątrz, przy pisuarze. Zaczynam się odprężać i zapominać całe to zamieszanie. Blondynek jest taki słodki. I tak pozbawiony zahamowań!
Po wszystkim siedzimy obaj na desce klozetowej. Blondynek wstaje i chce otworzyć drzwi. Szarpie za zaklinowaną klamkę- daremnie.
-O Bosheee!. Chyba nas nie zamknęli?- wrzeszczę spanikowany.
-Ciii! Tyko nie krzycz. Jeszcze ktoś przyjdzie i jak potem wyjaśnimy, że jesteśmy tu we dwóch?
-To co robimy?- szept.
-Będziemy musieli wypełznąć górą- proponuje rezolutnie blondynek.
Są w życiu chwile, kiedy nienawidzę być pedałem. Który heteryk musiał kiedykolwiek wyłazić górą, ponad ścianką działową, z publicznej toalety, i to w towarzystwie zupełnie obcego faceta. (Taaa wiem, wiem, oni tez mają swoje problemy!) Wspinamy się więc, jeden za drugim, najpierw na muszlę, potem podciągamy się - ścianka działowa chwieje się przy tym niebezpiecznie, wreszcie przeciskamy prześwitem pod cementowym sufitem. Przy zeskoku chwieję się na śliskiej podłodze. Blondynek, który przelazł wcześniej ratuje mnie przed upadkiem. -Oh, jaki gentleman pikiety!
Gdy wychodzimy, obaj panowie zajęci są nadal sobą- w zmienionych jednak rolach. Tym razem dziarski staruszek, klęcząc teraz przed pryszczatym, rozłożył sobie gazetę pod kolanami, by nie pobrudzić spodni. To pokolenie nie zapomina nigdy o manierach.
Wraz z blondynkiem rozkoszujemy się teraz długim spacerkiem po cmentarzu wspominając naszą przygodę. Potem zapraszam go do siebie i robimy powtórkę z tego, co było na pikiecie, tym razem jednak w pozycji horyzontalnej.
Tłumaczenie: Janusz Boguszewicz
Fragment książki: Baby Neumann - "Nicht zu fassen!" ("Nie do wiary!")
Wydawnictwo Querverlag, 2005
1To były ceny! Tak, tak, dawniej wszystko było lepsze, tańsze i z drzewa- jak mówiła zawsze moja babunia.
Wspaniala ksiazka! Poprawia nastroj jak moalo co. W niemczech juz za 14,99 €, 360 pare stron(zalerzy od wydawnictwa).360 stron humoru! Chaba sie skusze! ;P
W życiu bym czegoś takiego nie zrobił, czyżbym był nienormalny?