Ten facet to prawdziwy buchaj. Niby drobnomieszczański studencik literatury, ale całkiem apetycznie zbudowany, smakowite Derriere i obfita porcja tego, co naprawdę smakuje. Najpierw myślałem, że nic z tego nie będzie. Gapił się na mnie na basenie jak zahipnotyzowany. Ale potem wyhaczył mnie, nawet nie pytaj jak, za pomocą kutaska w rurze odpływowej. Krzykiem! Krzyczał w każdym razie dość głośno...
Rozmowa pierwsza
- Dobry wieczór, Centrum Pielęgnacji Włosów i Peruk im. Joan Collins, w czym możemy Panu pomóc?
- Baby! Nie możesz zgłaszać się jak normalny człowiek? To ja, Wayne!
- Interesuje Pana jakaś peruka? A może w dole cos zapleść?
- Przestań! Posłuchaj Baby: Zakochałem się!
- Główka do góry, to minie.
- Tym razem to na poważnie, czuje to głęboko w sobie.
- Więc mieliście już stosunek?
- Cooo?
- No, jeśli czujesz to tak głęboko w sobie. (HISTERYCZNE PARSKNIECIE)
- Wulgarność ci nie przystoi, panie Neumann. Ja tu się wyżalić pragnę przy moim starym przyjacielu, a ten...
- Oki oki oki, opowiadaj, już słucham (TRZASK ZAPALNICZKI, WDECH, WYDECH)
- No więc wczoraj byłem popływać i TO się zdarzyło: siedział na skraju basenu i spojrzał na mnie, właśnie wtedy, gdy miałem skoczyć na główkę. Zielonoszare błyszczące oczy spoglądały na mnie spod mokrych czarnych włosów. Straciłem równowagę i wpadłem do wody. Wynurzyłem się prychając i wtedy-teraz będzie nieco krępujące: uśmiechnął się a wtedy ciarki przeszły mnie od stóp do głowy
- Zalewnie także przez ciała jamiste.
- To był właśnie problem. Gdy chciałem wyjść z wody, utknąłem z moją erekcją w otworze odpływowym. I zamiast jakiegoś cool tekstu powitałem to boskie zjawisko mało elegancko: Aaaaa, chyba mi chujka urwało!
- Bardziej oryginalnie niż: "czy masz może ogień" albo "często bywasz tutaj?". To musze ci przyznać!
- No tak, W każdym razie on stwierdził, ze byłaby to niepowetowana strata, bo można by było GO jeszcze w ten czy inny sposób wykorzystać i zaprosił mnie na kawę.
- Tylko na kawę? Myślałem, że chciał GO wykorzystać. Do mieszania cukru czy jak?|
- Baby! Randka jest za pół godziny i to najwspanialsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła. Chciałbym z nim zbudować farmę na Nowej Zelandii, rodzic mu dzieci i nigdy przenigdy nie widzieć żadnego innego faceta prócz niego. Gdy tak patrzę na jego smukłe biodra, to aż mnie skręca. Chciałbym gryźć jego włoski na karku, całować jego powieki, czuć jego oddech, lizać jego kolanka. Chciałbym...
- Mów dalej. Będę musiał policzyć ci 1 Euro 24 za minutę i zmienić numer na 0190.
- Mam naprawdę do niego pójść? Moje życie zupełnie się zmieni, już teraz widzę, że to na poważnie.
- No to zrobi z ciebie stateczną małżonkę. Nie będziesz już latał w weekendy po klubach w szałowych kreacjach, tylko razem z nim rąsia w rąsię wylegiwał się przed telewizorkiem. Wiem, co mi powiesz: tylko śmierć jest straszniejsza. I tak samo nieubłagana. Idź zatem!
- Dobra, Nabieram odwagi.
- Ze ślubem to bym jeszcze poczekał. Teraz napij się kawy z nim i uważaj, by twój narzeczony gdzieś się nie zagubił.
- Bądź pewny, że się o to postaram. Zadzwonię jeszcze.
Rozmowa druga
- Dobry wieczór. Tu Dom Spokojnej Starości św. Strykera dla gwiazd porno powyżej czterdziestu... lat, nie centymetrów. Czym mogę służyć?
- Petit cherie. To ja Jean.
- Jean? Nie znam.
- Oh, Baby, jeszcze ci nie powiedziałem: Nazywam się teraz Jean, Hans było takie nudne. Wiesz jak jest Hans po francusku?
- (DŁUGIE, ZAŁOSNE WSTCHNIENIE) Jean.
- No właśnie! Czyż to nie wspaniałe?
- (JESZCZE DLUZSZE I SMUTNIEJSZE WESTCHNIENIE). Taaa, naaaprawdę wspaniałe Jasiu.
- Baby, brzydalu! Nie nazywaj mnie Jasiem! Jestem teraz trés podniecony, mon bijoux, bo miałem właśnie suuuper sex.
- Zakładam, że po francusku.
- Po wszystkiemu! Francusku, grecku, austriacku...
- To było pewnie szczególnie świńskie.
- Z dodatkiem bitej śmietanki, ale żarty na bok. Ten facet to prawdziwy buhaj. Niby drobnomieszczański studencik literatury, ale całkiem apetycznie zbudowany, smakowite Derriere i obfita porcja tego, co naprawdę smakuje. Najpierw myślałem, że nic z tego nie będzie. Gapił się na mnie na basenie jak zahipnotyzowany. Ale potem wyhaczył mnie, nawet nie pytaj jak, za pomocą kutaska w rurze odpływowej. Krzykiem! Krzyczał w każdym razie dość głośno. Zinterpretowałem to jednoznacznie jako zaproszenie i zaciągnąłem go do kibelka, na małe obciąganko. Chciał potem ze mną pójść na kawę, zgodziłem się, nie mogłem inaczej. Nie ważne, dziś mały mieszczuszek przychodzi na kawę do mnie i mogę ci tylko powiedzieć, nie wypijemy nawet połowy, chociaż słuchałem się reklam i zakupiłem Jacobs Krönung. Ten zapach rozpływać się będzie w kuchni, ale rozkoszować się będziemy w sypialni a tam aromat unosić się będzie z moich lędźwi.
- Dziękuję, starczy już.
- Poczekaj, właśnie dzwoni. Un moment. (NIEZROZUMIAŁE DZWIĘKI). To dla mnie? Fleurs z Fleurup? Róże i to długo- stojące! A na bileciku: Najpiękniejszy wieczór wszechczasów...bla bla bla...twoje zielonoszaro oczęta...bla bla bla...do zobaczenia. Kocham Wayne. Mon Dieu!! On się we mnie zakochał. Ale ja jestem za młody na stałe związki. I zbyt atrakcyjny. Zadzwonię jeszcze, a bientôt. (POŁĄCZENIE ZOSTAJE PRZERWANE)
- (WESTCHNIENIE). Aj waj. Wayne i Jasiu,- gdybyż to mogło się udać!
Rozmowa trzecia
- Sekretariat Barbary Streisand. Szalom!
- Oh, Baby!, Umieram! On mnie zdradza!
- Kto mówi? Yvonne Wussow? Hillary Clinton?
- Przestań! To ja: Wayne. John mnie zdradza
- Kim jest John? Myślałem, że jesteś z Hansem, ew. z Jeanem?
- Tak, ale on teraz nazywa się John, bo Hans to zbyt banalne a po angielsku...
- ...Hans nazywa się John. (WESTCHNIENIE)
- Wczoraj, gdy chciał otworzyć drzwi i wyciągał klucze z kieszeni, wypadły mu cztery prezerwatywy. I tubka żelu. I flaszeczka popersa. I jeszcze pierścień na członka. marki Hunnengurt. Nawet nie pytaj, jaki rozmiar. Zażądałem wyjaśnień i wyznał wszystko: uprawia seks z jakim kanadyjskim dresem- modelem; małolatem poniżej dwudziestki, który ma występować jako dubler Josha Hartnetta i ma ciało Thomasa Ruppratha. Jestem zszokowany. Wierność to najpiękniejsza rzecz, jaką się mogą obdarowywać kochankowie.
- Taaaa (TŁUMIONE DZWIEKI DUSZENIA)
- Baby! Co mam teraz zrobić?
- Skarbie, znam Jasia-Jeana-Johna kilka lat dłużej niż ty i wiem, ze to było zawsze seksualne zwierzę. Kiedy go poznałem, prowadził dziennik swoich podbojów-i uwierz mi: na tę księgę wyrżnięto całe połacie lasów tropikalnych.
- Bardzo pocieszające! (CHLIPANIE)
- Jasiu-Jean-John zawsze powiada, że nie rozumie zasady fantazji seksualnych. On nie ma nigdy żadnych. Bo wszystkie od razu realizuje w rzeczywistości.
- (CHLIPANIE JESZCZE GŁOŚNIEJSZE)
- Dość tego mazgajstwa!. Dam ci patent Doktora Neumanna: Musisz go tak seksualnie wyeksploatować, by mu nawet przez myśl nie przeszło, by swe żądze zaspokajać gdzieś indziej.
- (ZDRADLIWA CISZA)
- Aha! Kiedy ostatnio się bzykaliście? Trzy tygodnie temu? Cztery?
- (CICHUTKO) Siedem. Albo cos koło tego. Nie mogę sobie przypomnieć. Mam tyle zajęć na uczelni, a wieczorami jestem taki zrąbany. John założył sobie ponadto ten pas na odchudzanie a jego wygoloną czachę oraz pircing w brwi wcale nie uznałem za świetne. Miał przecież takie piękne, długie, czarne włosy. Jak królewna Śnieżka...
- Śnieżka! Ta bura suka, zawróciła ci w głowie. (PARSKNIECIE) Wiesz, jaki masz problem? Nie sypiasz z nim, i z jakąś perwersyjną oczywistością, wymagasz od niego celibatu. Hormony mu buzują, potrzebuje tego, a czego mu ty dąć nie możesz, bierze sobie od kogoś innego, i nawet, jeżeli jest to jakiś kanadyjski model, mogę mu tylko przyklasnąć: Tak trzymaj John!
- (TRZASK ODKŁADANEJ SŁUCHAWKI)
- To tak docenia się moje rady? Nio nio nio....
Rozmowa czwarta
- Grupa terapeutyczna wzmagająca stopień akceptacji dla osób heteroseksualnych. Dzień dobry.
- Hi Baby! It`s Johnny. Jestem depressed. Wayne już mnie nie kocha.
- Jakie to praktyczne. O ile dobrze pamiętam, to był tylko dla ciebie jednorazowy numerek z basenu. Czy różyczki odesłałeś już pocztą zwrotną do mamusi?
- Owszem, ale teraz jest inaczej. On jest taki słodki w tych swoich okularkach, z wydaniem zbiorowym dzieł Tomasza Manna i CD Ivo Pogorelicha. Moje serce bije od miesięcy only for him.
- Taaaa(TŁUMIONE DZWIEKI DUSZENIA)
- W każdym razie Wayne jest the love of my life, moim Rettem Butlerem. I szczerze mówiąc, my dear, he doesen`t give a damm. Żaden seksu w najbliższej perspektywie.
- Tja, Scarlett, może istnieje jakiś Ashley Wilkes?
- Well, yes, a co ma robić biedna dziewczyna, gdy hormonalna burza trwa? Niestety Wayne to wykrył i teraz jest jeszcze gorzej. - teraz to już w ogóle nie chce. Co mam począć?
- Skarbie, znam Wayne kilka lat dłużej niż ty muszę powiedzieć, że nigdy nie był bestią seksualną. Kiedy go poznałem, przerabiałem właśnie drużynę Turnera na akademii wychowania fizycznego a on przebijał się przez dzieła wszystkie Prousta. No, ale kiedy jest zakochany...
- ...odlatuje niczym strzała, wiem wiem. Dlatego tak mi go brak.
- Musiałeś wyrywać tego modela?
- (PRYCHNIECIE) Jak widzę, rozmawiasz też i z Waynem. Kanadyjski model? - Nonsens! Powiedziałem to wprawdzie Wayneowi, ale po to by się nie zbłaźnić. Moja mała brudna zdrada to tylko listonosz z nadwagą i bliznami po trądziku. Spotkałem go pewnego ranka przy skrzynkach na listy i zabrałem na górę, bo zaraz po moim spojrzeniu począł do mnie mrugać i ślinić się a ja w końcu zostałem należycie zaspokojony. Ten facet jest taki wdzięczny. It`s heaven. Za to Wayne tylko narzeka, że przytyłem, że mój pircing może go podczas całowania podrapać. Listonosz za to ubóstwia moje ciało. Dochodzi, gdy tylko może lizać moje łokcie.
- Lizanie łokci? Czy to jakiś nowy erotyczny trend, którego nie zauważyłem?
- To łaskocze, Baby! (CIĘŻKI ODDECH). Ale listonosz i łokcie to jedno, a drugie to to, że nie chcę stracić Wayne.
- Oto recepta doktora Neumanna: Rozbierz się i rzuć na Waynea. Rób to każdego wieczoru. Wysyłaj mu bukiety świeżych róż, podaruj mu tez tomik poezji Rilkego, wiesz przecież, jak bardzo go lubi. Spraw, by się w tobie zakochał, to znowu na ciebie poleci. I nie będziesz potrzebował już żadnego listonosza.
- Ale tamten jest taki fajny...
- Jasiu! Weź się w garść. Jeśli dla kilku oblizanych łokci (i to przez jakiegoś tłustego listonosza) zaniedbujesz Wayne`a, to powinieneś zostać wykastrowany!
- (TRZASK RZUCONEJ SŁUCHAWKI)
- Nio, nio, nio, niewdzięczny drań. (TRZASK ZAPALNICZKI, WDECH, WYDECH)
Rozmowa piąta
- Szczęść Boże. Klasztor pod wezwaniem Najświętszej Relikwii Napletka Pana Naszego
- Baby, To ja, Wayne. Wspaniałe wieści: Hans i ja bierzmy ślub!
- Okay, zrekapitulujmy: on pragnie cię tylko do seksu, ty z nim nie sypiasz, on ciupcia się z innymi, ty jesteś tym załamany, on sfrustrowany. Wniosek: bierzecie ślub. Naturalnie. Logicznie. Nie zaskakuje mnie to. I znowu ma na imię Hans? To w każdym razie jest prawdziwa niespodzianka. Oczekiwałem teraz wersji chińskiej lub hebrajskiej. Przynajmniej mógłby być Juan
- Moja mama będzie świadkiem, całe będziemy w bieli
- Twoja matka i ty?
- Nie głupku!, Mój narzeczony i ja. Znowu się zgodziliśmy. Trochę empatii, trochę dyplomacji no i oczywiście duuużo miłości, i wszystko się uda.
- Taaa (TŁUMIONE DZWIEKI DUSZENIA)
- Wieczorem będzie przyjęcie w Hotelu Ritz, wspaniałe przystrojone stoły z girlandami kwiatów, menu z sześciu dań a w podróż poślubna polecimy do Wenecji.
- Dlaczego cały czas przypomina mi to Ruth Leuwerick i Kalheiza Bhöma. Poczekaj chwilkę, mam druga rozmowę na linii. Te nowoczesne przyciski zawieszające połączenie, czy jak się one nazywają... Hallo. Hallo? Cholerna technika. Haaaalllloooo? Dawniej to ludzie mogli się obejść pisząc depesze i wysyłając posłańca, ah, co ja plotę, korzystali z tamtamów. Po jakie licho wynaleziono komórki? Hallo, kto mówi? Wszystko to zbędne gadżety. Ratunku, moja fajka. Huch! Huch! Krocze mi się pali. Dobre poczciwe Jeansy! (DZWIĘK PAPIEROSA GASZONEGO SZKLANECZKĄ SHERRY). Aaaahhh. Już lepiej. Ale się lepi...
- Baby, zamknij się i słuchaj! Hans i ja mamy tu pewien problem, większy niż twoje zalane spodnie: My chcemy się pobrać. Kiczowato i drobnomieszczańsko jak należy. Brakuje tylko błogosławieństwa papieża. Ale to nas nie powstrzyma.
- Przecież powiedziałeś "Tak".
- To on się zapytał: czy chcesz wyjść za mnie", i to właśnie wtedy, gdy ciupcialiśmy w najlepsze, a ja opacznie zrozumiałem: "czy chcesz wejść we mnie?"
- Aha (ODGŁOS OCZU WZOSZONYCH DO NIEBA)
- Oczywiście powiedziałem -tak.
- Oczywiście.
- A w dwa dni później, gdy niczego nie przeczuwałem, on kładzie mi wzory zaproszeń na przyjęcie weselne oraz kompozycji bukietów. Kocham Wayne`a, ale na ten cały heterycki scheiss nie mogę sobie pozwolić. Ślub gejowski- samo to określenie przyprawia mnie o mdłości. Usankcjonowani przez państwo "dobrzy" geje mieszkający w domku z ogródkiem. Tacy uładzeni, wyemancypowani, patrzący pogardliwie na tych "złych", żyjących na kocią łapę. Nigdy, przenigdy nie chciałbym być taki.
- Poczekaj chwilę, mam drugą rozmowę na linii. Który to przycisk? Halo...ups...Wyne, jesteś tam jeszcze? Wayne?
- Pewnie, że jestem, a kto miałby być? A więc uważaj: Jako prezent życzę sobie pieska, no chyba, że przeforsują ustawę o adopcji.
- Pieska? Mowy nie ma. Najwyżej dwa koty.
- Ale one wszystko obsikują. O Hans, czy to ty? Hans?
- Wayne?
- Baby?
- Brad? Janet? Rocky? Doktor Scott? O jak miło, że się włączyliście. Nacisnąłem jakiś guzik tej piekielnej telefonicznej maszyny i teraz mamy połączenie konferencyjne.
- Jak fajnie! Hans, skarbie, pewnie mówiłeś już jak ogromnie się cieszysz z naszego ślubu. Och Baby, właśnie sobie przypomniałem: Koniecznie musisz zostać naszym świadkiem.
- Wayne, skarbie, właśnie mu powiedziałem, ze ślub uważam za kompletyny idiotyzm
- I mówisz to dopiero teraz? Zamówiłem już rożki lodowe na przyjęcie. I co teraz powiem mamuuuusi? (SZLOCHANIE)
- Mamusie mnie w tym momencie nie obchodzi i rożki lodowe i przyjęcie też. Nie o to przecież chodzi tylko o nas obu. Na co nam ten cały kram?
- Ależ Hans, niech cały świat zobaczy, że się kochamy!
- Dobra, więc poprzytulajmy się trochę na schodach ruchomych w pasażu handlowym
- Więc już mnie nie kochasz? (SZLOCH)
- Kocham cię..... wtedy kiedy nie płaczesz.
- Tez cię kocham.
- No to już sobie wyjaśniliście gołąbeczki. Moglibyśmy teraz zakończyć tę absurdalna gadkę. Ja tez mam swoje życie prywatne. Właśnie zaczyna się Ally McBeal.
- (WAYNE I HANS ZGODNYM CHóREM) Zamknij się Baby!
- Okay, Okay, ale w końcu bierzecie ten slub czy nie?
- Oczywiście, że tak!
- Oczywiście, że nie!
- Ale przecież powiedziałeś, że mnie kochasz!
- Ale z tego powodu nie muszę od razu cierpieć pod jarzmem małżeństwa.
- Więc tak to widzisz:? - jaakoo, jaarzmoooo(SZLOCH)
- (ODGŁOS WYRZUCANEGO WŁASNIE PRZEZ OKNO TELEFONU. KLICK ZAPALNICZKI, WDECH, GLEBOKIE ZACIAGNIECIE, WYDECH, CHLUPOT NALEWANEJ DO SZKLANKI SHERRY, VONDA SHEPARD SPIEWA TYTUŁOWĄ PIOSENKĘ SERIALU ALLY MCBEAL. FADE OUT, THE END)
Tłumaczenie: Janusz Boguszewicz
Fragment książki: Baby Neumann - "Nicht zu fassen!" ("Nie do wiary!")
Wydawnictwo Querverlag, 2005
a tekst trzeba przeczytac kilka razy i przepuścić przez korektę, zanim sie go da dla czytelnika, no chyba że sie pisze na kacu...
poza tym treściowo spoko- loko i nawet miejscami dowcipne
Redakcjo POPRAW SIE!!
"całe będziemy w bieli
- Twoja matka i ty?
- Nie głupku!, Mój narzeczony i ja. Znowu się zgodziliśmy. "
Raz forma żeńska raz męska
kto? co? -Wayne
znam kogo? "Wayne"
rzuć się na kogo? "na Waynea"
a czy forma Wayne'a jest ok?
można by się nawet pogubić