Andrei Zavalei, aktywista na rzecz społeczności LGBT na Białorusi, opisał sytuację mniejszości seksualnych w tym kraju. Państwo, które od wielu lat zmaga się z potężnym kryzysem demokracji za sprawą autorytarnej dyktatury prezydenta Aleksandra Łukaszenki, musi w pierwszej kolejności zmagać się z walką o podstawowe prawa człowieka, często łamane, natomiast
prawa osób nieheteronormatywnych są na dalszym planie, niewidzialne nawet przez działaczy opozycji.
Aktywista pisze, że
na demonstracje nie przynosi się tęczowych flag, gdyż może to zniechęcić współprotestujących, a rząd mógłby to wykorzystać propagandowo jako promowanie zachodnich wartości. Obecnie, osoby LGBT skupiają się zatem na pomocy w walce z reżimem, gdyż demokracja jest niezbędna, aby mogli zacząć oficjalnie walczyć także i o swoje prawa jako mniejszości.
Dopiero w niedzielę podczas największej w historii Białorusi demonstracji zdecydowali się wyciągnąć tęczowe flagi.
Andrei podkreśla również brak ochrony prawnej przed dyskryminacją i homofobią oraz przestępstwami popełnianymi na ich tle.
Ostatnia próba zarejestrowania stowarzyszenia społeczności LGBT miała miejsce w 2013 roku. Skończyła się fiaskiem, bo sąd orzekł, że nie ma homofobii, więc nie ma takiej potrzeby. Aktywista wspomina także atak na architekta, geja Michaiła Pischevskiego, którego tak pobito, że zmarł kilkanaście miesięcy później.
Działacz LGBT mówi o białoruskim słowie "pidor", odpowiedniku polskiego "pedał" - mimo że jest obraźliwe, to sami siebie tak nazywają, gdyż "gej" praktycznie nie funkcjonuje w ich języku. Paradoksem jest to, że "pidorem" określają zarówno protestujący Łukaszenkę i policję, ale także i policja woła tak na zatrzymywanych obywateli.
Na koniec aktywista wyraża nadzieję na zmiany i polepszenie sytuacji osób LGBT na Białorusi w przyszłości. Mówi, że nigdy nie zapominają o swojej tożsamości "pidora" i zawsze walczą w dwóch sprawach jednocześnie - o demokrację w kraju i ich prawa jako społeczności. Andrei podkreśla, że w swojej walce muszą odznaczać się cierpliwością i kreatywnością. Jednak kiedy nadejdzie wreszcie czas demokracji, podczas gdy dla innych będzie to koniec walki, dla nich będzie to dopiero początek.
Wesprzyj Queer.pl - najstarszy portal LGBT w Europie
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL
(jg)
Jakkolwiek trzymam mocno kciuki, żeby udało się im usunąć Łukaszenkę i naprawdę ruszyć w przyszłość, o tyle obawiam się, że albo przyjmie to formę Pomarańczowej Rewolucji (i powrotu starego w nowej masce) albo – co gorsza – do brutalnej pacyfikacji i scalenia kraju z Rosją.
Przy obu scenariuszach, patrząc na to, co się dzieje, nie tylko u nas "Nowe — Stare Władze" poszukają pro zachodniego wroga, którego łatwo będzie zohydzić w oczach reszty obywateli. Takiego, za którego nikt nie wyjdzie na ulicę, obawiam się, że mogą być to osoby LGBT na Białorusi.
Do takiego scenariusza niestety, ale apelowałbym się przygotować zwłaszcza organizacjom LGBT, wiem, że macie dużo pracy w kraju, ale ew. przygotowanie się do wydawania zaproszeń do działaczy z Białorusi, by mogli wnieść o wizy, zapewnienie im transportu, lub choćby wsparcia informacyjnego i logistycznego, może być bezcenne, gdyby musieli naprawdę szybko opuścić kraj. Dla nich może to stać się naprawdę kwestią życia i śmierci w krytycznym scenariuszu (na, który w przeciwieństwie do optymistycznego wariantu, trzeba się przygotować).
Ja bym tak nie walczył o "demokrację", bo "demokracja" po Białorusku to się może skończyć w Rosji.