Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii, zapowiedział wprowadzenie zakazu tzw. "terapii" osób nieheteronormatywnych na terenie kraju.
"Nie ma miejsca dla takich praktyk w cywilizowanym społeczeństwie", oświadczył w rozmowie z BBC.
Na wprowadzenie słowa w czyn brytyjska społeczność LGBT czeka już dwa lata. W lipcu 2018 podobne kroki zapowiedziała była premierka, Theresa May.
"Te terapie, zwane leczniczymi, to w rzeczywistości tortura najgorszego rodzaju". Zapowiedź ta była efektem wyników badania, które wykazało, że aż pięciu procentom badanych, a więc około pięciu i pół tysiącom osób nieheteroseksualnych taką terapię proponowano, a dwa procent - ponad dwa tysiące - wzięło w niej udział.
"Byłam zaszokowana tym, jak wiele osób decyduje się na ukrywanie swojej tożsamości i boi się okazywać uczucia najbliższym w przestrzeni publicznej.
Nikt nigdy nie powinien być zmuszony do czegoś takiego", twierdziła w 2018 roku premierka May. "Możemy być dumni z tego, co, jako Wielka Brytania, robimy dla polepszenia warunków życia społeczności LGBT, ale dzięki takim badaniom zyskujemy wiedzę o tym, jak wiele jest jeszcze do zrobienia".
Boris Johnson zapowiedział przeprowadzenie kolejnych badań mających na celu ustalenie faktycznego zasięgu zjawiska:
"To jest coś absolutnie obrzydliwego. Zbierzemy informacje i wkrótce przedstawimy plany wprowadzenia niezbędnych zakazów". Ruch społeczny Ban Coversion Therapy, domagający się likwidacji samozwańczych terapii, oświadczył: "Przyjmujemy słowa premiera z zadowoleniem. Zbyt wiele osób już cierpiało". Mniejszy entuzjazm wykazała Layla Moran, otwarcie panseksualna parlamentarzystka ugrupowania Liberalni Demokraci: "O rozmaitych planach i obietnicach słyszymy od dwóch lat. Potrzebujemy działania".
https://www.bbc.com/news/uk-politics-53477323?intlink_from_url=https://www.bbc.com/news/topics/cp7r8vgln2wt/lgbt&link_location=live-reporting-storyJS