Przełom w sprawie transkrypcji hiszpańskiego aktu urodzenia
"Uznali ją za człowieka, za obywatelkę. A czy uznali nas za rodziców? Tego jeszcze nie wiem" - napisała na Facebooku jedna z matek półtorarocznej dziewczynki. Para Polek, mieszkających w Hiszpanii, wreszcie uzyskała dla swojej córki numer PESEL, a niedługo otrzymają również dowód osobisty. Czy to przełom dla tęczowych rodzin w Polsce?
Alena Shumchyk wraz ze swoją żoną pobrały się i mieszkają w Hiszpanii. Mają również córkę i aktualnie zaangażowały się w walkę z polskim Urzędem Stanu Cywilnego o transkrypcję hiszpańskiego aktu urodzenia małej Polki, w którym jako rodzice widniały obie kobiety, co jest niezgodne z polskim prawem. Bez tego, ich dziecku nie zostanie nadany numer PESEL, ani nie będzie mogło uzyskać polskiego dokumentu tożsamości, przez co dostęp do należnych mu praw będzie w znacznym stopniu utrudniony.
Dziewczynka obecnie ma półtora roku. I niemal tyle samo trwała walka kobiet z urzędami, aby uzyskać dla swojej córki odpowiednie dokumenty. Wreszcie w sprawie nastąpił przełom. Polski Urząd Stanu Cywilnego nada dziecku numer PESEL, wkrótce otrzyma także dowód osobisty.
"Uznali ją za człowieka, za obywatelkę. A czy uznali nas za rodziców? Tego jeszcze nie wiem" - poinformowała jedna z matek dziewczynki na Faceboooku. Kobieta dodaje, że otrzymała już pismo z urzędu, potwierdzające nadanie dokumentów.
Wciąż nie wiadomo jeszcze jak rozwiąże się problem wpisania rodziców w dowodzie osobisty - należy w nim podać imiona rodziców. Para jak na razie nie udostępnia publicznie tej informacji, ponieważ boi się reakcji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, którzy mogliby zablokować wydanie dokumentu. Niemniej sprawę już uznaje się za przełomową dla tęczowych rodzin.
O sprawie zrobiło się głośno, kiedy wrocławski Urząd Stanu Cywilnego oraz prezydent miasta, Jacek Sutryk, odmówili wydania kobietom potrzebnych dokumentów. Zasugerowano im wtedy, aby wykreśliły jedną z nich z aktu urodzenia dziewczynki.
"Jako że dziecko urodziło się za granicą i nie przebywa w Polsce, zgodnie z zapisami uchwały o ewidencji ludności i dowodach osobistych przekazałem ten wniosek do właściwego organu, którym jest wojewoda dolnośląski" - mówił Henryk Kalinowski, kierownik wrocławskiego Urzędu Stanu Cywilnego.
Na rozwiązanie problemu mogła mieć wpływ uchwała NSA, mówiąc o tym, że nie można dopuszczać do sytuacji, "w której polski obywatel nie będzie mógł uzyskać numeru PESEL lub dowodu tożsamości z powodu wpisania w jego zagranicznym akcie urodzenia dwóch kobiet jako rodziców."
To nie jedyny przykład, w którym tęczowe rodziny w Polsce są dyskryminowane i przez brak odpowiednich regulacji nie mogą uzyskać dostępu do podstawowych spraw urzędowych. Jeszcze niedawno głośno było o odmowie przyznania takiemu dokumentu 5-letniemu Victorowi.
(kb)
Miejmy nadzieje że też dostanie pesel
Dobrze że tej parze polek mieszkających w Hiszpanii się udało
Teraz czekać na zakończenie w sprawie chłopca -syna dwóch kobiet z których jedna jest polka
W życiu na miejscu kobiet, nie chciał bym nasienia od takiego anonimowego dawcy. Raz, że dziecko pozbawia się wiedzy o ojcu, dwa co to za człowiek i materiał na dawcę, który ma gdzieś małą istotkę, którą powołał do żucia. Jak można takim być... Oby dziecko miało więcej empatii.
W życiu na miejscu kobiet, nie chciał bym nasienia od takiego anonimowego dawcy. Raz, że dziecko pozbawia się wiedzy o ojcu, dwa co to za człowiek i materiał na dawcę, który ma gdzieś małą istotkę, którą powołał do żucia. Jak można takim być... Oby dziecko miało więcej empatii.
Bez względu czy jest to para tej samej płci czy, para hetero, gdzie jedna osoba jest bezpłodna, jest dla mnie niepojęte jak można odebrać dziecku prawo do poznania własnego genetycznego rodzica. Jestem gejem i nie wyobrażam sobie, aby moje przyszłe dziecko nie mogło poznać matki. Ja miałem matkę i chciałbym, aby moje dziecko też mogło znać swoje pochodzenie i rodowód. W moim przekonaniu dla LGBT najlepszą opcją jest dawstwo gamet jawne wskazane. Nie wyobrażam sobie dawczyni oocytów, której nie widziałem na oczy. Jeśli nie ma się z kim, to chyba najlepiej poznać na stronach co-parentingowych. Ja w tym celu dogadałem się z lesbijkami :-)
Bredzisz człowieku.Są genetyczni/biologiczni rodzice dawcy którzy nie życzą sobie kontaktu z "ich" potomstwem.Ja jestem dawcą nasienia i nie mam zamiaru poznawać "swoich" dzieci.Nie ten co spłodził i nie ta co urodziła są rodzicami tylko ci co wychowali.
Miejmy nadzieje że też dostanie pesel
Dobrze że tej parze polek mieszkających w Hiszpanii się udało
Teraz czekać na zakończenie w sprawie chłopca -syna dwóch kobiet z których jedna jest polka
Bez względu czy jest to para tej samej płci czy, para hetero, gdzie jedna osoba jest bezpłodna, jest dla mnie niepojęte jak można odebrać dziecku prawo do poznania własnego genetycznego rodzica. Jestem gejem i nie wyobrażam sobie, aby moje przyszłe dziecko nie mogło poznać matki. Ja miałem matkę i chciałbym, aby moje dziecko też mogło znać swoje pochodzenie i rodowód. W moim przekonaniu dla LGBT najlepszą opcją jest dawstwo gamet jawne wskazane. Nie wyobrażam sobie dawczyni oocytów, której nie widziałem na oczy. Jeśli nie ma się z kim, to chyba najlepiej poznać na stronach co-parentingowych. Ja w tym celu dogadałem się z lesbijkami :-)